Ponad 1200 uczniów pobiera nauki w domach. To pierwsze dane obejmujące osoby zapisane formalnie do placówek publicznych i niepublicznych.
Do tej pory statystyki pokazujące, jaka jest skala edukacji domowej, były zaniżone. Resort edukacji liczył jedynie dzieci zgłoszone w publicznych szkołach. Rodzice mają bowiem obowiązek przyjść do wybranej placówki i ustalić z nią warunki, na jakich dziecko będzie kształcone poza klasą. Jak się okazuje, w niepublicznych placówkach takich dzieci kształcących się w domu jest blisko dwa razy więcej. Przez państwowe jest prowadzonych ponad 400 uczniów podstawówki, w niepublicznych ich liczba przekracza 800.
Dzieci Marianny Kłosińskiej podstawówkę ukończyły w trybie domowym. Obecnie są w gimnazjum. Też w domu. Ich nauka wygląda jak przygotowanie do egzaminów na uczelni. Nie uczą się wszystkiego naraz. Wybierają jeden przedmiot. Umawiają się z nauczycielem na sprawdzian, do którego się przygotowują przez kilka tygodni. – Wymagania określa im podstawa programowa, ale ich nie ogranicza. Mogą przerobić materiał z trzech lat naraz, częściej jednak decydują się na skumulowanie tematów z roku – opowiada Kłosińska. – Córka przygotowuje się do egzaminu z historii. Sięga po źródła akademickie, bo wciągnął ją temat Polski szlacheckiej – tłumaczy.