Uczelniane systemy zapobiegania plagiatom najczęściej sprowadzają się do oklepanych schematów. Bywa, że głównym zabezpieczeniem jest wymóg złożenia przez studenta oświadczenia o samodzielnym napisaniu pracy dyplomowej. Resztę mają wyłapać promotor, recenzenci lub egzaminatorzy. Szwankuje zwłaszcza opieka promotorska. W 10 spośród 14 uczelni grupa promotorów była nadmiernie obciążona liczbą dyplomantów, co powodowało, że nie zauważali bądź ignorowali zauważone przypadki. „Zdarzało się, że w jednym roku akademickim pod kierunkiem jednego promotora pracę pisało ponad 100 osób” – alarmuje NIK.
Spore wątpliwości wzbudził sposób wykorzystania oprogramowania antyplagiatowego. Zdarzały się przypadki wprowadzania przez studentów na polecenie promotora zmian do prac dyplomowych sprawdzonych w systemie tylko po to, żeby obniżyć współczynnik zapożyczeń wykazany przez program antyplagiatowy. W jednym przypadku doprowadziło to do modyfikacji pracy licencjackiej już po jej obronie. Z kolei na UW występowały przypadki badania programem prac osób niebędących studentami uczelni. „Koszty tych badań ponosił Uniwersytet Warszawski” – zwraca uwagę NIK. Uczelnia na nasze pytania odpisała, że były to jednostkowe przypadki, a koszt oscylował wokół 100 zł.