Niektóre uczelnie bezkrytycznie uznają prace studentów za plagiaty. Powód? Kierują się jedynie wynikiem z e-systemu i nie zastanawiają się, dlaczego wskazuje on zbyt duże podobieństwa do tekstu innego autora.
– Trzeci raz drukuję moją pracę dyplomową, bo uczelnia nie chce dopuścić mnie do obrony – opowiada DGP studentka jednej z niepublicznych uczelni w woj. mazowieckim.
Po sprawdzeniu jej pracy w systemie anytplagiatowym okazało się, że przekroczony został wskaźnik podobieństwa, który określa, w jakim stopniu zawarte w niej fragmenty pokrywają z zawartymi w innych tekstach. Na tej uczelni dopuszczalny limit wynosi 30 proc., a magisterka studentki przekracza go o 1 proc.