Statystyczny polski nauczyciel jest młody, ma średnio 42 lata i 17 lat doświadczenia zawodowego. Jak wynika z danych TALIS, jego europejski kolega ma 43 lata, ale już np. statystyczny włoski nauczyciel ma lat 49, a połowa z nich ponad 50. Problem starzenia się kadry nauczycielskiej dotyka większości państw europejskich. 

Tak jak wszędzie na świecie, także i w Polsce większość nauczycieli to kobiety. Co ciekawe, jest to jedna z niewielu branż, gdzie dominują one także na stanowiskach kierowniczych. W Polsce w szkołach podstawowych 72 proc. dyrektorów to kobiety. Z kolei w gimnazjach kobiet zarządzających szkołą jest 67 proc., a w liceach 53 proc.

Zarobki nauczycieli w Polsce i na świecie zbadał tygodnik Bloomberg. Według tej analizy, polski nauczyciel jest jednym z najsłabiej zarabiających, biorąc pod uwagę kraje zrzeszone w OECD. Średnia roczna pensja nauczyciela z 15-letnim stażem wynosi 18,943 $ i z tym wynikiem zajmujemy 32. miejsce (na 37). Lepiej od polskich nauczycieli zarabiają nie tylko pedagodzy z większości państw europejskich, ale także z Brazylii i Meksyku. Za Polską uplasowały się tylko takie państwa jak: Argentyna, Węgry, Słowacja, Estonia i Indonezja. Dla porównania pierwsze miejsce w tym zestawieniu zajął Luksemburg, gdzie nauczyciel z 15-letnim doświadczeniem zarabia rocznie 97,808 $. 

Najwięcej emocji budzi zazwyczaj czas pracy nauczycieli. Choć z badania agendy Komisji Europejskiej Eurydice wynika, że spędza on „przy tablicy” zaledwie 18 godzin lekcyjnych, to czas jego pracy znacznie wydłuża biurokracja. Z badania IBE „Czas i warunki pracy nauczycieli” wynika, że statystyczny nauczyciel pracuje 35 godzin w tygodniu. Co ciekawe, najwięcej czasu na pracę poza tablicą deklarują nauczyciele języka polskiego – średnio 40 godzin tygodniowo. 

Jednocześnie choć 44 proc. polskich nauczycieli nie jest zadowolonych ze swoich zarobków, to aż 64 proc. jest zadowolonych ze swojej pracy. Z ankiety pracuj.pl wynika, że satysfakcja i powołanie to główne powody, dla których młodzi ludzie decydują się zostać nauczycielami. 

Poziom wynagrodzeń nie idzie w parze z wykształceniem. Polski nauczyciel jest jednym z najlepiej wykształconych. 99 proc. uczących w polskiej szkole to osoby z wyższym wykształceniem. Ścieżka awansu zawodowego zakłada ciągłe zdobywanie wiedzy i nowych umiejętności. W wielu państwach europejskich, aby zostać nauczycielem nie trzeba wcale kończyć studiów wyższych. Tak jest m.in. w Belgii, gdzie 85 proc. nauczycieli przygotowuje się do pracy w wyższej szkole zawodowej. W niektórych krajach z powodu braku wykwalifikowanej kadry nauczyciele muszą uczyć przedmiotów, do których nie mają przygotowania. Jest tak np. w Holandii, gdzie co piąty nauczyciel nie nabył kompetencji do nauczania podstawowych przedmiotów.

Warunki pracy polskiego nauczyciela również są jedne z najsłabszych w Europie. Według OECD pod względem nakładów na oświatę – w relacji do PKB, w przeliczeniu na ucznia i studenta, czy ze względu na wysokość płac nauczycieli - Polska znalazła się na końcu listy państw członkowskich. W krajach OECD w przeliczeniu na jednego ucznia i studenta wydaje się średnio 9 195 dolarów rocznie: w przypadku ucznia podstawówki – 6 756 dolarów, na wykształcenie ucznia szkoły średniej 8 153 dolary i 16 625 dolarów na studenta. Kwoty te wahają się w zależności od tego, czy uwzględnia się nakłady na badania i rozwój (R&D) i koszty usług pomocniczych. Po ich odliczeniu nakłady na szkolnictwo wyższe (w przeliczeniu na studenta) wynoszą średnio 8 587 dolarów. W Polsce i na Słowacji są one poniżej kwoty 5 tys. dolarów. W Austrii, Kanadzie, Holandii, Szwajcarii, USA oraz w Brazylii i Izraelu, krajach partnerskich OECD - znacznie powyżej 10 tys. dolarów. Kraje rozwiniętych i wschodzących gospodarek, skupionych w OECD, wydają na edukację 6,2 proc. produktu krajowego brutto. W przeszło w połowie państw organizacji wzrost tych wydatków w latach 1995-2007 pozostawał w tyle za tempem wzrostu dochodu narodowego. W 2007 roku największy odsetek swego PKB na edukację, bo prawie 7,8 proc., przeznaczała Irlandia, USA ze stawką 7,6 proc. zajmowały drugie miejsce. W Polsce nakłady na edukację wynosiły nieco ponad 5,0 proc. PKB. Były zatem prawie takie same, jak w roku 1995, ale zdecydowanie mniejsze niż w roku 2000, kiedy na ten cel łożyliśmy niemal 5,7 proc. PKB.