statystyki

Edukacja w rękach władzy. Jak polski uczeń staje się klientem pomocy społecznej

autor: Anna Wittenberg29.08.2014, 20:00
Oświatę musimy widzieć łącznie z polityką ekonomiczną państwa.

Oświatę musimy widzieć łącznie z polityką ekonomiczną państwa.źródło: ShutterStock

Edukacja zawsze była narzędziem w rękach polityków. Dziś dominuje koncepcja neoliberalna – wszystko, co jest użyteczne z perspektywy rynku pracy, jest pożądane. I młodzi też tak myślą o wykształceniu. Bardzo merkantylnie

Dość dziwny. Tok rozumowania jest taki, że skoro maturę zdaje mniej osób, uruchomimy dla nich szkolnictwo zawodowe. Gdyby jednak pani minister przyjrzała się, jak funkcjonowało ono przed 1989 r., wiedziałaby, że nie jest to takie łatwe. Szkoły zawodowe powstawały w określonych regionach i były związane z dominującym tam przemysłem – włókiennictwo było w Łodzi, górnictwo na Śląsku, rybołówstwo na Pomorzu. Po transformacji mieliśmy do czynienia ze strukturalnym tąpnięciem oświaty. Kiedy te gałęzie przemysłu upadały, nie tylko zamykano szkoły, ale też rosło bezrobocie wśród ich absolwentów. Osób bezrobotnych z określonym wykształceniem zawodowym nie wchłonęły inne gałęzie gospodarki.

Chcę tylko powiedzieć, że budowanie koncepcji szkolnictwa zawodowego wymaga niesamowitego namysłu i rozwagi. Bo co z tego, że ja dziś uruchomię jakąś szkołę, która będzie kształciła w określonym profilu, skoro kompetencje jej absolwentów po trzech czy pięciu latach przestaną przystawać do wyzwań technologicznych? Proszę zwrócić uwagę – kiedy pojawia się nowy minister, to chce zaistnieć. Może proponować nawet ważne rozwiązania, ale niedokładnie przemyślane. Tak jak rządowy elementarz.

Dobre pytanie. Niestety w Polsce kolejni ministrowie edukacji nie zaczynają jednak od odpowiedzi na nie, tylko od spektakularnej wymiany poszczególnych elementów systemu oświatowego. Nie zwracają przy tym uwagi na ich miejsce w całej strukturze ekonomicznej i społecznej. Ofiarą pośpiechu zawsze jest uczeń.

Być może szkoły podstawowe są przygotowane na ich przyjęcie, ale co stanie się na wyższych szczeblach? Czy zmieszczą się w gimnazjach? W liceach? Jak będzie z ich rekrutacją na studia? Autorzy reformy nie patrzyli z tej perspektywy. W systemie oświaty państwa dominują doraźne rozwiązania, a nie patrzenie strukturalne. Wyraźny zysk polityczny. Widać to na wszystkich poziomach administracji.

Prowadziliśmy z moim zespołem wiele badań oświatowych w Wielkopolsce. W części z nich wykazaliśmy, jak należy zmienić sieć szkół w Poznaniu, żeby dostosować ją do zmian demograficznych. Niektórzy z miejskich radnych oponowali przeciwko zaproponowanym przez nas rozwiązaniom. Okazało się, że podejmują decyzje dotyczące edukacji, kierując się własnym interesem – czy ich dzieci będą miały bliżej, czy dalej do szkoły. Takich przykładów jest mnóstwo.


Pozostało jeszcze 79% treści

2 dostępy do wydania cyfrowego DGP w cenie
9,80 zł Za pierwszy miesiąc.
Oferta autoodnawialna
PRENUMERATA 2020
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (2)

  • nnm(2014-08-30 09:23) Zgłoś naruszenie 00

    bo u nas ministrowie są od wszystkiego czyli nadają się różne stanowiska,a i przemysłu u nas tyle co kot napłakał to rzeczywiście co ci po zawodówkach będą robić,jeśli już magistrzy siedzą na kasach,a przemysł jeśli się rozwija to zagraniczny?!

    Odpowiedz
  • Krzych(2014-09-01 09:21) Zgłoś naruszenie 00

    ... rzeczywiscie - lepiej rozpocząć rozważania na temat wydumanego problemu (pytania) niż dostosować sposób kształcenia do wymagań rynku i czasu. Z pewnością to pomoże uchronić rzesze absolwentów przed pozostaniem petentem pomocy społecznej.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane