Nauczyciel akademicki, który chce pracować w konkurencyjnej szkole wyższej, będzie mógł się na to decydować, nawet jeśli zgody na drugi etat nie wyrazi rektor macierzystej uczelni. W takim przypadku może podjąć zatrudnienie w ramach umowy cywilnoprawnej lub własnej działalności gospodarczej.

Wygasający przywilej

W tym roku wykładowcy, którzy pracują na kilku etatach, będą musieli zdecydować, na której uczelni chcą pozostać. Od roku akademickiego 2014/2015 w pełni zaczną obowiązywać przepisy ograniczające podejmowanie kolejnego zatrudnienia przez akademików. Wprowadziła je nowelizacja z 18 marca 2011 r. ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym, ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki oraz zmianie niektórych innych ustaw (Dz.U. nr 84, poz. 455 z późn. zm.).

Zgoda rektora na drugi etat już teraz jest wymagana, ale tylko w przypadku osób, które obecnie decydują się na taką pracę. Przepisy nie objęły jeszcze tych, którzy kolejne zatrudnienie rozpoczęli przed 1 października 2011 r.

– Część nie posiada zgody, bo nie jest ona dla nich wymagana. Przepisy przejściowe pozostawiły trzyletni okres dostosowawczy. Nowy wymóg nie objął tych, którzy taką pracę wykonywali przed wejściem w życie wspomnianej regulacji – potwierdza Anna Dzięcioł-Solecka, kierownik działu kadr i spraw socjalnych Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.

Możliwość pracy tych osób na drugim etacie bez pozwolenia rektora wygaśnie 30 września 2014 r. Podjęcie pracy w trzeciej i kolejnych placówkach w ogóle nie będzie możliwe.

Uzyskanie pozwolenia na pracę w innej placówce nie będzie proste. Obecnie na więcej niż jednym etacie zatrudnionych jest ok. 8 tys. nauczycieli akademickich. Rekordzista pracuje na pięciu etatach. Jednak już teraz nauczyciele, którzy decydują się na podjęcie kolejnego zatrudnienia, nie zawsze otrzymują zgodę. Na przykład w Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie na 100 nauczycieli, którzy wystąpili od 2011 r. o pozwolenie na drugie zatrudnienie, otrzymało je ok. 50 osób. Ogólnie na drugim etacie pracuje łącznie 140 osób.

– Ci pracownicy, którzy skorzystali z przepisu przejściowego, będę musieli wystąpić o zgodę do rektora – potwierdza Bartosz Dembiński, rzecznik AGH.

Podobnie jest na Uniwersytecie Szczecińskim. Od 2011 r. o pozwolenie wystąpiły 64 osoby, a zgody nie otrzymało 26 wykładowców. Rektor odmawia, jeżeli świadczenie usług dydaktycznych lub naukowych u innego pracodawcy zmniejsza zdolność prawidłowego funkcjonowania uczelni lub wiąże się z wykorzystaniem jej urządzeń technicznych i zasobów.

– Na pewno łatwiej taką zgodę uzyskają osoby, które starają się o drugi etat na uczelniach oddalonych od Warszawy, niż te, które chcą pracować u naszej bezpośredniej konkurencji – wskazuje Anna Korzekwa, rzecznik prasowy Uniwersytetu Warszawskiego.

Po pierwsze jakość

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zaznaczało, że celem wprowadzenia wspomnianej regulacji miało być zwiększenie jakości kształcenia w szkole wyższej, bo nauczyciel akademicki nie będzie zajęty innymi obowiązkami. Zmiana pozwoli też na zaangażowanie się w badania naukowe i zwiększy dostępność kadry akademickiej dla studentów. Co ważne, podjęcie lub kontynuowanie dodatkowego zatrudnienia bez pozwolenia stanowi podstawę rozwiązania stosunku pracy za wypowiedzeniem.

Ten straszak na akademików jednak nie zadziałał. Z łatwością można ominąć ustawowy wymóg i uniknąć zwolnienia. Ci naukowcy, którzy otrzymają decyzję odmowną, mogą kształcić w innych szkołach wyższych, ale w ramach działalności gospodarczej lub umowy cywilnoprawnej.

– Istnieje taka możliwość, że osoby te zdecydują się na podjęcie pracy w ramach umowy o dzieło albo własnej firmy, bo takiej ewentualności nie wykluczają przepisy – mówi prof. Edward Malec, przewodniczący Krajowej Sekcji Nauki NSZZ „Solidarność”.

Na przykład na Politechnice Śląskiej w Gliwicach własną działalność gospodarczą obecnie prowadzi 155 osób, a na Śląskim Uniwersytecie Medycznym (SUM) w Katowicach – 238.

– Nie posiadamy danych dotyczących liczby nauczycieli, którzy podjęli dodatkowe zatrudnienie na podstawie umowy cywilnoprawnej (zlecenie, umowa o dzieło), gdyż nie ma obowiązku informowania o tym rektora uczelni – informuje Agata Kalafarska, rzecznik prasowy SUM.

W ciągu najbliższych miesięcy kilka tysięcy nauczycieli będzie musiało zdecydować, czy chce nadal dorabiać na innych uczelniach.

– Jeśli te osoby, które teraz pracują na kilku etatach, nie otrzymają zgody rektora, będą musiały podejmować decyzje: czy zrezygnują zupełnie z dodatkowej pracy, czy podejmą zatrudnienie w innej formie. Na razie nie mamy od nich informacji. Te decyzje będą pewnie podejmowane w czerwcu – mówi Anna Dzięcioł-Solecka.

– Umowa o dzieło czy własna firma to znacznie gorsze rozwiązanie, niż praca na etat. Nie jest korzystna ani dla akademika, ani dla uczelni. Taka osoba mniej zarobi niż na etacie i nie jest wliczana do minimum kadrowego, od którego zależy przyznawanie uprawnień danej szkole wyższej – zaznacza prof. Edward Malec.

Z tym jednak nie zgadzają się same uczelnie.

Są zainteresowane

– Minimum kadrowe spełniamy. Dla nas nawiązanie współpracy w ramach umowy o dzieło też jest wygodnym rozwiązaniem – mówi Katarzyna Szuryn, kierownik działu kadr z Wyższej Szkoły Ekonomii i Administracji w Bytomiu.

Nauczyciele podkreślają, że na takie zatrudnienie decydują się, ponieważ zarobki na jednym etacie w uczelni publicznej wciąż są niskie.

– Wpływa to jednak na obniżenie jakości pracy naukowej – mówi Janusz Rak, prezes Rady Nauki i Szkolnictwa Wyższego Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Dlatego związkowcy domagają się zmian, które zachęcają nauczycieli do pracowania tylko w jednej szkole.

– Będziemy wnioskować do ministra nauki o to, aby zastrzegł, że podwyżki powinny trafić tylko do osób zatrudnionych na jednym etacie – mówi prof. Edward Malec.