statystyki

Inżynierowie i partyzanci. Jak koronawirus reformuje polską oświatę?

autor: Jan Wróbel01.11.2020, 09:00
MEN miało swoją szansę bycia przydatnym. Zamiast przywództwa wybrało jednak powrót do rutyny, a kiedy COVID-19 raz jeszcze ją rozwala, ministerstwo po raz kolejny nie umie wskazywać drogi

MEN miało swoją szansę bycia przydatnym. Zamiast przywództwa wybrało jednak powrót do rutyny, a kiedy COVID-19 raz jeszcze ją rozwala, ministerstwo po raz kolejny nie umie wskazywać drogiźródło: ShutterStock

Koronawirus pośpiesznie i chaotycznie reformuje polską oświatę. Wiosną pandemia zamknęła szkoły, zaś uczniów wraz z rodzicami zamknęła w areszcie domowo-komputerowym. Potem została odwołana przez najwyższe czynniki państwowe, by następnie wrócić i zaskoczyć.

Na początku na głowy różnych ministerstw, w tym edukacji, ciskano gromy. Na MEN o tyle słusznie, że ówczesny minister stał co najmniej pół kroku za premierem i co najmniej dwa kroki za wydarzeniami. I o tyle niesłusznie, że naprawdę nie jakość „pandemicznej” edukacji wydawała się priorytetem, lecz obrona przed śmiertelną chorobą. Polska nie była jedynym państwem europejskim, które w szkolnych sprawach działało po omacku.

Prawdziwą klęską okazały się te miesiące, w których nacisk zelżał. W tle majaczyły przewidywania nowej, październikowej fali pandemii, jednak nie było jednomyślności specjalistów (i nic dziwnego, bo niby jak być tu czegoś pewnym!) ani co do czasu, ani co do skali. MEN wrócił do tego, co umie najlepiej, czyli do rutynowych decyzji o charakterze administracyjnym. Minister zaś do pohukiwania na określone siły kryjące się pod płaszczykiem. Tak odpowiedzieliśmy na koronawirusa.

A przecież, nawet gdyby zapowiadana druga fala miała się okazać lekka (nie okazała się), to oczywistym obowiązkiem władzy było zebranie doświadczeń i wskazanie możliwych wniosków płynących z czasów zdalnego nauczania. Trudne sytuacje, związane z np. mutacją wirusa grypy albo kryzysem klimatycznym, są na horyzoncie. Nie tylko koronawirus może okresowo zmuszać szkołę do trybu „zdalnego”!

Skąd wiemy, jak jest


Pozostało 79% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Polecane

Reklama

Komentarze (4)

  • tomsaszer(2020-11-01 09:35) Zgłoś naruszenie 263

    A może warto ten czas wykorzystać do zmian które spowodowałyby jakieś oszczędności np. likwidacja powiatów, urzędów pracy bo to fikcja, państwowy notariat to wszystko to są pieniędzy które leżą na ulicy wystarczy je wziąć. Może by urealnić płace w budżetówce nie może być tak że jedni np. sędziowie zarabiają 4x tyle co inni pracownicy czy urzędnicy w US, ZUS, gminach, nie płacą ZUS, a potem idą na stan spoczynku w którym biorą więcej niż tamci zarabiają. W US, ZUS, gminach też mają doświadczenie, wykształcenie czasem dwa kierunki, matematyka, ekonomia, administracja, prawo itp. Czym różni się wydanie decyzji w spawach budowlanych od wyroku, porównajcie ustawy podatkowe do np. kodeksu rodzinnego, karnego. Rozliczenia podatków np. mln. zł są trudniejsze niż takie sprawy jednak sędziowie zarabiają ze 3x tyle dlaczego. W końcu się ludzie wkurzą zaprotestują i co zostaną tylko sądy, może właśnie to jest dobry czas na refleksje i urealnienie płac poszczególnych grup. To samo z nauczycielami dobry nauczyciel winien zarabiać dużo, ale ten co przyszedł po płacę mało. Warto to rozważyć.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • ?(2020-11-01 14:30) Zgłoś naruszenie 27

    Nie wiem czy wiecie nasz Pinokio już wziął pod siebie resort cyfryzacji. Ciekawe jakie kanty zrobi? Na razie zrobił dobry deal z klerem i działką. czemu prokuratura się tym nie zajmuje?

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane