Zdalne nauczanie wraca do podstawówek. Przedszkola i żłobki rozżalone. Szczególnie że koronawirus zbiera tam coraz większe żniwo.
Reklama
Od dziś uczniowie z klas 4–8 będą się uczyć z domu. – Pomysł dobry, ale spóźniony. Epidemia nie przybrałaby tak na sile, gdyby dyrektorzy od początku września decydowali na własną rękę o sposobie prowadzenia lekcji. A tak mamy do czynienia z próbą gaszenia pożaru – mówi Marek Pleśniar, dyrektor Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. Dodaje, że w ogóle elastyczność w podejmowaniu decyzji co do zdalnego nauczania byłaby lepszym rozwiązaniem niż narzucanie rozwiązań z góry.
Decyzję rządu popiera też ZNP, podkreślając, że była wyczekiwana nie tylko przez nauczycieli, ale też rodziców. Związek żałuje jednak, że nie było czasu na przygotowanie uczniów, przypomnienie im wiosennego trybu pracy.
– W piątek odświeżaliśmy wiedzę na temat praktycznych aspektów zdalnych zajęć. Sprawdzaliśmy też, czy wszyscy mają dostęp do potrzebnej infrastruktury, a jak nie, to jak można im pomóc – tłumaczy dyrektorka jednej z podstawówek w Warszawie.
Stan przygotowania szkół w dużej mierze zależy od tego, ile pracy podczas wakacji wykonali dyrektorzy i nauczyciele. Wciąż jednak nie ma na przykład ogólnopolskiej platformy do nauki. – Te komercyjne się nie sprawdzają – uważa Magdalena Kaszulanis ze Związku Nauczycielstwa Polskiego. Potwierdza to część nauczycieli, którzy mają problem z obsługą niektórych platform. Kaszulanis dodaje, że są pedagodzy, którzy z powodu zdalnego trybu pracy zdecydowali się odejść na emeryturę. Do tego dochodzi problem braku komputerów u uczniów i nauczycieli czy dostępu do szybkiego internetu.
Są jednak szkoły, które deklarują, że sobie poradzą. W niektórych z pomocą przyszły rady rodziców, które sfinansowały na przykład zakup kamerek. Tak było w podstawówce nr 143 na warszawskiej Pradze-Południe. – Kamerki mają ułatwiać nauczycielom prowadzenie lekcji online – czy to ze szkoły, czy z domu – mówi jeden z rodziców.
– Od czasu pierwszego lockdownu staraliśmy się na bieżąco doposażać szkołę w potrzebny sprzęt, korzystając przy tym ze wszystkich możliwych źródeł – deklaruje dyrektorka innej warszawskiej podstawówki. – Nauczyciele nawzajem się szkolili z dostępu do platform, co było możliwe, gdyż w naszym gronie jest wielu młodych pedagogów – dodaje.
MEN również odpiera zarzuty o braku przygotowania szkół. Jak zapewnia, udało się stworzyć elastyczny system kształcenia dostosowany do potrzeb prawie 5 mln uczniów z ok. 24,5 tys. szkół, a także doposażyć je w potrzebny sprzęt. – W ramach projektów „Zdalna szkoła” na zakup urządzeń poszło 367 mln zł. Już wkrótce ruszy też kolejna edycja programu „Aktywna tablica”. Jego wartość to ponad 361,4 mln zł, które zostaną przekazane szkołom na zakup laptopów wraz ze sprzętem umożliwiającym przetwarzanie wizerunku i głosu – mówi Anna Ostrowska, rzecznik MEN.
Do braku platformy resort się jednak nie odnosi.
Wprowadzenie zdalnego nauczania w klasach 4–8 wywołało bunt u nauczycieli niższych klas oraz pracowników żłobków i przedszkoli. Jak mówią, też są narażeni na zakażenie koronawirusem, którego przypadków w ich placówkach jest coraz więcej. Potwierdzają to sanepidy i władze miast.
W Inowrocławiu COVID -19 potwierdzono u trzech pracowników żłobków i przedszkoli, a 44 podopiecznych jest na kwarantannie. Podobnie jest w Lublinie, a w Toruniu w przedszkolach publicznych i niepublicznych zakażonych jest łącznie sześcioro dzieci i 15 nauczycieli oraz trzy osoby z personelu. W Olsztynie w przedszkolach w kwarantannie lub izolacji znajduje się ponad 30 osób z personelu, a w woj. kujawsko-pomorskim koronawirus zawiesił zajęcia w 29 przedszkolach i ośmiu żłobkach.
Dlatego ZNP zamierza wystąpić z apelem o zadbanie o bezpieczeństwo pracowników żłobków, przedszkoli czy klas początkowych w szkołach.
– Chodzi o to, by mieli dostęp do maseczek i przyłbic ochronnych i nie kupowali ich za własne pieniądze. By dzieci w szkołach były w maseczkach nie tylko na korytarzu, ale też w klasie – mówi Magdalena Kaszulanis.
OSKKO dorzuca jeszcze inny postulat: by żłobki i przedszkola były dostępne wyłącznie dla pracujących rodziców. To pozwoli rozrzedzić liczbę dzieci w placówkach. Poza tym, według OSKKO należy zrobić wszystko, by do tych placówek przychodziły wyłącznie zdrowe maluchy.