Związek Nauczycielstwa Polskiego przekonuje, że z zawodu nauczyciela odchodzi coraz więcej osób. Szacuje, że w tym roku może to być nawet kilkanaście tysięcy pracowników oświaty. I podkreśla, że wielu z nich z powodu ryzyka zakażenia zdecydowało się na przejście na świadczenia komasacyjne lub urlop dla poratowania zdrowia. Jednak w tym pierwszym przypadku jest to ruch w jedną stronę, bo takie osoby nie mogą dorabiać w swoim zawodzie. Związkowcy chcą te restrykcje złagodzić.

Zarząd ZNP zdecydował się na taki ruch, bo jak sam wylicza, w tym roku w szkołach przestało pracować ok. 16 tys. nauczycieli. DGP postanowił sprawdzić, jakie dane na ten temat ma resort edukacji. – Informacje o rozwiązaniu stosunku pracy według stanu na koniec września będą znane po 10 października. Wynika to z harmonogramu przekazywania ich przez dyrektorów placówek do Systemu Informacji Oświatowej – mówi Anna Ostrowska, rzeczniczka MEN.

Okazuje się jednak, że resort zna już liczbę nauczycieli korzystających z urlopów dla poratowania zdrowia. Z danych na 23 września wynika, że na taką przerwę od pracy (najczęściej na rok) zdecydowało się zaledwie 7,9 tys. osób. Dokładnie rok temu liczba ta była o ponad 3 tys. większa. Zatem obawy związkowców, że starsi nauczyciele z powodu pandemii będą masowo korzystać z tego świadczenia, się nie sprawdziły. Za około miesiąc się przekonamy, czy potwierdzą się przewidywania dotyczące ucieczek na emerytury.

Łatanie dziur

Urlopu dla poratowania zdrowia nauczycielowi zatrudnionemu w pełnym wymiarze czasu pracy i na czas nieokreślony udziela dyrektor szkoły na podstawie orzeczenia wydanego przez lekarza medycyny pracy. W ciągu kariery zawodowej można skorzystać z takiej płatnej przerwy maksymalnie w wymiarze trzech lat. Związkowcy jednak przekonują, że w praktyce nie zawsze jest to łatwe.

– Nauczyciele może i by chcieli skorzystać z urlopu dla poratowania zdrowia, ale wiele samorządów wręcz zaleca, aby od orzeczeń lekarzy odwoływać się niemal z urzędu do wojewódzkiego ośrodka medycyny pracy, a to skutecznie ogranicza krąg uprawnionych – mówi Sławomir Wittkowicz, szef branży nauki, oświaty i kultury Forum Związków Zawodowych.

Łatwiej skorzystać z nauczycielskich świadczeń kompensacyjnych, to jednak droga bez powrotu do szkoły, bo korzystając z nich, nie można dorabiać w zawodzie. Zgodnie z art. 9 ust. 2 ustawy o tych świadczeniach (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 128) prawo do nich ulega zawieszeniu bez względu na wysokość uzyskiwanego przychodu w razie podjęcia pracy w szkole lub przedszkolu. To właśnie chce zmienić ZNP.

– Przygotowaliśmy projekt nowelizacji tej ustawy, który zakłada uchylenie jedynie tego jednego przepisu. Dzięki temu nauczyciele na świadczeniach kompensacyjnych mogliby tak samo dorabiać, jak ci z uprawnieniami emerytalnymi z zachowaniem dotychczasowych limitów – mówi Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP. Jak dodaje, inicjatywę tę popiera wicemarszałek Senatu Gabriela Morawska-Stanecka. Z naszych informacji wynika, że Senat wyjdzie z taką inicjatywą ustawodawczą i przekaże projekt do Sejmu jako własny.

Zmiana frontu

Obecnie nauczyciele na świadczeniach kompensacyjnych mogą pracować w innych profesjach. – W 2008 r., kiedy trwały prace nad projektem tej ustawy, mieliśmy nadwyżkę nauczycieli, a obecnie mamy ogromne braki kadrowe – przypomina Krzysztof Baszczyński, tłumacząc, skąd wzięło się w przepisach takie obwarowanie.

Inne związki zawodowe popierają ten pomysł, ale jednocześnie wytykają ZNP, że naprawia błędy z przeszłości. – Sławomir Broniarz, prezes ZNP, bez porozumienia z innymi organizacjami uzgodnił ten zakaz z Michałem Bonim, ówczesnym koordynatorem ze strony rządu – wypomina kolegom Sławomir Wittkowicz. Choć jednocześnie przyznaje, że takie rozwiązanie może uratować sytuacje kadrową w niektórych typach szkół.

Z kolei oświatowa Solidarność domaga się zmian innego rodzaju. – Zakaz dorabiania w szkołach na świadczeniach kompensacyjnych uważam za skandaliczny, bo w innych zawodach nie ma takiego ograniczenia – mówi Andrzej Antolak, nauczyciel i członek Rady Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” Regionu Środkowo-Wschodniego. Zapowiada jednak, że jego związek będzie zabiegać o przywrócenie na stałe rozwiązań, które pozwalały przechodzić na emeryturę po wypracowaniu 30 lat, w tym 20 lat przy tablicy – bez względu na wiek. – To jest zawód szczególny i dlatego takie rozwiązania powinny w nim obowiązywać – postuluje.

Ale na to na razie nie ma szans, choć przy okazji zeszłorocznego strajku w oświacie taki pomysł pojawił się ze strony samego Jarosława Kaczyńskiego, prezesa PiS. Jednak Dariusz Piontkowski, szef MEN, twierdzi, że nie toczą się prace nad takim rozwiązaniem.