Po pierwszym tygodniu nauki dyrektorzy szkół nie mają wątpliwości: trzeba wreszcie odchudzić podstawę programową. Przekonują, że przy obecnym reżimie sanitarnym nie jest możliwe zrealizowanie całego materiału.
Postulat dotyczący zmiany podstawy podnoszony był w czasie zdalnego kształcenia, które w wielu przypadkach było fikcją. Powrót do szkół nie spowodował jednak znaczącej poprawy w tym zakresie. Nauka wciąż nie odbywa się w normalnych warunkach. W efekcie uczniowie mogą przystąpić do egzaminów zewnętrznych – maturalnych czy na koniec ósmej klasy – z dużymi brakami w wiedzy. Z kolei egzaminatorzy, którzy przygotowują pytania, nie kierują się stopniem zrealizowanego materiału, a jedynie podstawą programową określoną przez resort edukacji w rozporządzeniu z 14 lutego 2017 r. w sprawie podstawy programowej... (Dz.U. z 2017 r. poz. 356 ze zm.).

Problemy organizacyjne

Szkolne restrykcje związane z ochroną przed zakażeniem coronavirusem sprawiły, że czas na realizację wymaganego materiału się skurczył.
– Przy obecnych obostrzeniach część lekcji po prostu przepada. U nas w szkole jest blisko 900 uczniów i w czasie lekcji nauczyciele muszą zwalniać ich np. na obiady. Na stołówkę, zgodnie z wytycznymi MEN, GiS i MZ, uczniowie chodzą klasami, aby ograniczyć kontakty – mówi Jacek Rudnik, wicedyrektor Szkoły Podstawowej nr 11 w Puławach.
Już podczas nauki zdalnej nie zrealizowano materiału, nie ma też możliwości, by opanować go w sytuacji obostrzeń sanitarnych
Podobna sytuacja jest w wielu dużych miastach. – Musimy przypilnować uczniów, aby myli ręce, aby wychodzili na dłuższe przerwy, no i korzystali z posiłków. A to wszystko prowadzi do tego, że lekcje są mocno skrócone – mówi Izabela Leśniewska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 23 w Radomiu. – Dodatkowo skupiamy się na rozmowach z uczniami, aby odbudowali swoje relacje po tej długiej przerwie, to też jest bardzo ważne. Każdego dnia jakaś placówka przechodzi na zdalne nauczanie, a to wszystko skutkuje tym, że nie ma czasu na zrealizowanie całego materiału – przekonuje Leśniewska.
ikona lupy />
DGP
– Tak jak przez ostatnie miesiące podczas kształcenia zdalnego udawaliśmy, że realizujemy podstawę programową, tak też teraz będziemy stwarzać pozory, że zrealizowaliśmy cały wymagany materiał – mówi Marek Pleśniar, dyrektor Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. Dlatego, jak przekonuje Jacek Rudnik, utrzymanie reżimu sanitarnego wymusza odchudzenie podstawy programowej. – Mam nadzieję, że resort wysłucha naszych apeli w tej sprawie, tym bardziej że pojawiały się one już przed pandemią – dodaje.
Również opozycja wytyka ministrowi Dariuszowi Piontkowskiemu, że podstawa nie jest właściwie realizowana, do czego sam się pośrednio przyznał. – Szef MEN na spotkaniu z posłami przyznał, że zdalne nauczanie było niedoskonałe i zalecił, aby pierwsze tygodnie w nowym roku szkolnym poświęcić na powtórzenie materiału. Już w czasie zdalnej nauki materiał powinien zostać odchudzony – mówi Krystyna Szumilas, posłanka PO i wiceprzewodnicząca sejmowej komisji edukacji, nauki i młodzieży.
– Dziś są trzy powody, aby to rozporządzenie zmienić. Po pierwsze już podczas nauki zdalnej nie zrealizowano wymaganego materiału, po drugie w czasie obostrzeń również nie ma możliwości opanowania go, a po trzecie od początku zrealizowanie go nawet w normalnych warunkach graniczyło z cudem – dodaje.

Ministerialny opór

Niebawem czasu może być jeszcze mniej. Anna Zalewska, była minister edukacji, uważa, że lekcje należy skrócić z 45 minut do 30 minut.
– Krótsze lekcje to możliwość dwuzmianowości, ale z kończeniem zajęć o godz. 16, a nie np. 19. Przy 30 minutach można zrealizować obecną podstawę. W resorcie edukacji był powołany zespół, który monitorował nową podstawę programową dla klas 7 i 8 szkół podstawowych i nie miał żadnych zastrzeżeń – mówi DGP Anna Zalewska. Jej zdaniem obecną podstawę trzeba utrzymać, bo wcale nie jest przeładowana. – Jedyne, na co można się zgodzić w czasie pandemii, to wskazanie ograniczonego materiału, który będzie wymagany podczas egzaminów zewnętrznych. Zmiana podstawy to ogromne pieniądze, a także zaangażowanie około 180 ekspertów, przetargi na podręczniki, ale też zwolnienia wśród nauczycieli – przestrzega Zalewska.
Podobne argumenty przytacza Ministerstwo Edukacji Narodowej, które nie ma zamiaru zmieniać przepisów, argumentując, że przygotowanie nowej podstawy jest bardzo skomplikowane i czasochłonne. Co więcej, pojawią się sugestie, że wraz z okrojonym materiałem (nawet na czas pandemii) do szkół musiałyby trafić też odchudzone podręczniki.
– Książek nie trzeba zmieniać, ale pilnie trzeba zająć się cięciem podstawy programowej. Można to zrobić w ciągu kilku tygodni, w porozumieniu z zespołem nauczycieli praktyków – mówi Marek Pleśniar. I dodaje, że na pewien czas należałoby również zrezygnować z egzaminów po szkole podstawowej.
Z kolei związkowcy przekonują, że odchudzenie podstawy nie musi oznaczać zwolnień. – Liczba godzin powinna pozostać bez zmian. Wtedy byłoby więcej czasu na omówienie materiału – mówi Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP, który jeszcze w czerwcu apelował do MEN o to, by w czasie pandemii zmienić ilość materiału do opanowania.