Brak zgody na mierzenie temperatury, maseczkę, izolowanie dziecka – część rodziców sprzeciwia się dodatkowym obostrzeniom w szkołach w związku z koronawirusem. Twierdzą, że brakuje w nich konsekwencji, nie ma też ku nim podstaw prawnych.
Od dziś uczniowie i rodzice muszą się mierzyć z dodatkowymi procedurami, które zostały opracowane przez dyrektorów na nowy rok szkolny w dobie pandemii. Jak podkreśla Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, w szkołach może funkcjonować nawet 26 tys. różnych rozwiązań. Resort edukacji przekonuje jednak, że to jest dobre rozwiązanie, bo właśnie dyrektorzy najlepiej znają specyfikę swoich placówek. Ale część rodziców, zwłaszcza tych, którzy są sceptyczni tak wobec wprowadzanych obostrzeń, jak i samego koronawirusa, szykuje się na batalię.

Nie dla maseczek