Jak ma wyglądać nauka dziecka z chorobą przewlekłą? Nosić maseczki w szkole, myć ręce mydłem czy także dezynfekować? A zebrania: online czy osobiście? Jeszcze nie ruszył rok szkolny, a rodzice już dyskutują z dyrektorami i nauczycielami, jak ma wyglądać organizacja edukacji od września. Część zapowiada, że opóźni wysłanie dzieci do szkoły.
W jednej z klas z pierwszego etapu podstawówki w Warszawie rozpętała się dyskusja, czy uczniowie powinni zasłaniać twarz podczas lekcji. Choć takiego nakazu ani ze strony resortu edukacji, ani dyrekcji nie ma, opiekunowie boją się, że dzieci się zarażą.
W przedszkolu na warszawskim Mokotowie grupa rodziców oprotestowała konieczność dezynfekowania dłoni płynem. Ich zdaniem dzieci będą w ten sposób wchłaniały codziennie dużą ilość nieznanych substancji, zaś alkohol w dużym stężeniu wysusza skórę. GIS uważa, że faktycznie u najmłodszych płyn może być szkodliwy dla skóry i lepiej zastąpić go mydłem. To jednak trudne do wykonania przy wejściu do placówki.
Reklama
Kłopotem jest też przepełnienie, które prowadzi do nielogicznych decyzji. Dyrektor przedszkola na warszawskim Żoliborzu tak bardzo chciała pójść rodzicom na rękę, że teraz wielu z nich zastanawia się, czy w ogóle posłać dzieci do placówki.
– Musieliśmy ciąć koszty, bo w samorządowej kasie na edukację jest mniej środków. Dlatego najmłodsza grupa kończy zajęcia o godz. 15.00, a tylko jedna grupa jest do 17.00. Ale proszę być spokojnym, dostaliśmy zgodę na łączenie grup po południu, byle łączna liczba dzieci nie przekroczyła 25 – mówiła na sierpniowym zebraniu.

Reklama
Razem z przedszkolakami przechodzą też wychowawczynie (z wyjątkiem tych najstarszych). W efekcie w razie wykrycia koronawirusa w jednej grupie, na kwarantannę może pójść całe przedszkole. W tej samej placówce graniczną temperaturą, która skreśla dziecko z udziału w zajęciach, jest już 37,0 st. – Muszę być ostrożna, bo jeśli dojdzie do zakażenia, ja będę za to rozliczana – tłumaczyła dyrektor.
Spory dotyczą też sposobu organizacji zebrań. Część rodziców wolałaby, żeby odbywały się online. Nie wszyscy nauczyciele są na to gotowi. Nadal nie umieją – i boją się – korzystać z e-rozwiązań, o czym mówią wprost rodzicom.
Przed wyzwaniem stają opiekunowie dzieci z chorobami przewlekłymi. Ministerstwo edukacji mówi co prawda, że jeżeli jest podstawa medyczna, to dziecko powinno mieć możliwość edukacji zdalnej. Jednak szkoły nie wiedzą, jak ją zorganizować. W jednym z warszawskich liceów dyskutowano koncepcję, by nagrywać lekcje i dawać dostęp tym uczniom, którzy zostaną w domu. Ale pojawiła się obawa, że ktoś przerobi te nagrania na memy.
Niektórzy dyrektorzy deklarują, że będą starać się prowadzić lekcje indywidualne online z danym uczniem. Pytanie tylko, czy zostanie to formalnie uznane i opłacone. Czy wystarczy zaświadczenie od lekarza rodzinnego? Jeżeli tak, to na jakim wzorze i czy trzeba zaświadczenia z poradni psychologiczno-pedagogicznej? Na razie jasnych odpowiedzi nie ma.
Część rodziców, nawet tych uczniów, którzy nie są w grupie ryzyka, chce dla bezpieczeństwa opóźnić wysłanie dziecka do szkoły. – Nie zamierzam puszczać córki przez najbliższe 10 dni. To wydaje się logiczne, skoro wszyscy przyjeżdżają z wakacji. To samo zasugerowała nam dyrektor na spotkaniu zorganizowanym na podwórku szkoły. Mówiła, że jeśli ktoś spędzał urlop w podejrzanych miejscach, powinien zachować się teraz odpowiedzialnie. Te miejsca to choćby polskie wybrzeże, Zakopane – wylicza mama 8-letniej Ani.
Monika Biskup, dyrektor Zespołu Szkół Zawodowych nr 1 w Kielcach, zwraca uwagę na jeszcze jeden kłopot. – Nie nauczę zdalnie fachu murarza, tynkarza czy stolarza. Jak się pojawi ognisko zakażenia, to wtedy poważnie zastanowię się nad opcją hybrydową, najlepiej dwa tygodnie i zmiana. Mam 700 uczniów i będziemy twardo egzekwować noszenie maseczek na przerwach. Jednak już widzę, że nie da się wszystkiego przewidzieć. Na ostatniej radzie jedna nauczycielka spytała mnie: a co z wycieraniem tablic? Gąbka będzie przecież przechodziła z rąk do rąk – opowiada rozmówczyni DGP. W jej szkole nie będzie pomiaru temperatury przed wejściem. Powód: zgodę musi wyrazić rodzic, a już część zgłaszała protest.