Rodzice przedszkolaków po otwarciu placówek stracą prawo do kształcenia zdalnego ich pociech – twierdzi większość ekspertów. ZNP domaga się od resortu edukacji jasnych wytycznych w tej sprawie.
ikona lupy />
DGP
Nauczyciele zatrudnieni w przedszkolach nie chcą wracać do pracy, bo obawiają się zarażenia. Nie podoba im się również to, że muszą zajmować się dziećmi w placówce, a po pracy kontynuować nauczanie zdalne, które ma polegać na internetowym kontakcie z dziećmi i przesyłaniu rodzicom materiałów do zrealizowania.

Podstawa programowa

W przedszkolach, tak samo jak w szkołach, dzieci obowiązuje podstawa programowa. Powinna być ona realizowana przez co najmniej pięć godzin dziennie. Do tego sześciolatki mają obowiązek odbycia rocznego przygotowania przedszkolnego. Do wczoraj było ono realizowane zdalnie. Od dziś nie ma pewności, czy nauczyciele będą kontynuować w tej formie naukę z dziećmi, które pozostaną w domu – wskutek decyzji rodziców lub z powodu braku miejsc w placówkach.
– Poprosiliśmy Ministerstwo Edukacji Narodowej o wytyczne, jak powinni pracować i być wynagradzani nauczyciele zatrudnieni w przedszkolu do kształcenia zdalnego i stacjonarnego. Z żadnego przepisu nie wynika bowiem, że osoba pełniąca opiekę nad dziećmi w placówce po jej zakończeniu ma kontynuować pracę z maluchami, które pozostają w domu – mówi Krzysztof Baszczyński, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP).
Problem jednak w tym, że wszystko, co związane z odmrażaniem przedszkoli (tak samo jak z kształceniem zdalnym), resort zrzucił na organy prowadzące i dyrektorów tych placówek. Wiele z nich zapowiada, że nie otworzy placówek.
– Wśród dyrektorów pojawiały się na przykład takie pomysły, że zajęcia z dziećmi w przedszkolu będą transmitowane lub nagrywane i przesyłane tym, które są w domach, ale na to chyba muszą wyrazić zgodę opiekunowie. Przepisy w tym zakresie są nieprecyzyjne – mówi Krzysztof Baszczyński.

Edukacja sytuacyjna

MEN nie widzi problemu i ma prostą receptę.
– Praca nauczyciela w przedszkolu będzie teraz polegać na tzw. edukacji sytuacyjnej. Oznacza to, że nauczyciel adaptuje formy przeprowadzania zajęć i ich treści do bieżącej sytuacji. Pracuje z dziećmi na tych treściach, które po modyfikacji pasują do zaistniałej rzeczywistości. Robi to w miarę możliwości także dla tych dzieci, które nie biorą udziału w zajęciach grupowych – wyjaśnia Anna Ostrowska, rzecznik MEN.
A co z wynagrodzeniem dla takich pedagogów?
– Jeśli dyrektor placówki będzie wymagał od nauczyciela pracy powyżej tygodniowego obowiązkowego wymiaru godzin zajęć, wtedy takiemu nauczycielowi należy się wynagrodzenie za godziny ponadwymiarowe – mówi rzeczniczka.
MEN przekonuje, że przedszkola po otwarciu będą pełniły głównie rolę opiekuńczą, a nie dydaktyczną. Z takim stanowiskiem zgadza się Beata Patoleta, adwokat i ekspert ds. prawa oświatowego. – Przy tych obostrzeniach rolą nauczyciela w przedszkolu będzie głównie pilnowanie dzieci, czyli prowadzenie opieki, a nie realizowanie podstawy programowej – zauważa.

Przepisy nieprecyzyjne

Prawnicy są podzieleni w sprawie konieczności kontynuowania nauki zdalnej.
– Jeśli organ prowadzący nie może zapewnić bezpieczeństwa zgodnie z wytycznymi Głównego Inspektora Sanitarnego (GIS), może podjąć decyzję o pozostawieniu jednostki w kształceniu zdalnym. Wtedy nadal jest ono prowadzone zgodnie z rozporządzeniem w sprawie szczególnych rozwiązań w okresie czasowego ograniczenia funkcjonowania jednostek systemu oświaty (Dz.U. z 2020 r. poz. 781), czyli w formie kształcenia zdalnego – tłumaczy Beata Patoleta.
Zaznacza, że tak też kształcenie powinno być realizowane w stosunku do tych wychowanków, których nie przyjęto do placówki z uwagi na limit miejsc, oraz tych, których rodzice nie zdecydowali się na wysłanie ich do placówek stacjonarnych.
Z tym stanowiskiem nie zgadzają się inni prawnicy.
– Z przepisów jasno wynika, że skoro przedszkola zostały otwarte i jeśli samorządy samodzielnie nie zdecydują się na ich zamknięcie, to zakończyła się możliwość kształcenia zdalnego dla dzieci, w tym sześciolatków objętych obowiązkowym rocznym przygotowaniem przedszkolnym – twierdzi Robert Kamionowski, radca prawny, ekspert ds. oświaty z kancelarii Peter Nielsen & Partners Law Office.
Dodaje, że ministerstwo nie przewidziało sytuacji, że rodzice z obawy o zdrowie i życie dzieci nie poślą ich do przedszkola i będą chcieli w dalszym ciągu korzystać ze zdalnego kształcenia.
Takie stanowisko zdaje się potwierdzać resort edukacji.
– Nauczyciele nadal mogą prowadzić zajęcia przy wykorzystaniu metod i technik kształcenia na odległość, gdy działalność przedszkola zostanie zawieszona na mocy decyzji dyrektora, za zgodą organu prowadzącego – wyjaśnia Anna Ostrowska.

Wszyscy zdezorientowani

Dyrektorzy przedszkoli nie wiedzą, czy polecać nauczycielom kontynuowanie kształcenia na odległość, czy skupić się na funkcjonowaniu placówki.
– Jeszcze się nie otwieramy, ale analizujemy wytyczne. Mamy już kilkoro chętnych przedszkolaków. Zastanawiamy się, czy kontynuować zdalną naukę, bo dla części podopiecznych może zabraknąć miejsca – mówi Anna Łuczak, dyrektor samorządowego przedszkola nr 51 w Krakowie.
Irena Koszyk, naczelnik wydziału oświaty w Urzędzie Miasta w Opolu, informuje, że przy ograniczeniu liczebności oddziałów miasto stworzyło 50 proc. miejsc, czyli 1,8 tys.
– Około 80 proc. dzieci z tego limitu już się rodziców do nas zgłosiło. Ponieważ mamy okrojoną kadrę, bo wielu nauczycieli jest w grupie ryzyka, nie będzie czasu ani możliwości na realizację podstawy programowej. Na tym, że przedszkola zostaną otwarte, stracą też te dzieci, które pozostaną w domu, bo już nie będzie podstawy do zdalnego kształcenia – alarmuje.
Robert Kamionowski zwraca uwagę, że wytyczne wspólnie wydane przez MEN, MZ i GIS są mniej restrykcyjne niż te, które GIS wydał oddzielnie dla przedszkoli. Na stronie resortu edukacji możemy przeczytać, że liczba dzieci w oddziałach powinna być mniejsza niż przewidują to przepisy (dziś to 25 uczniów). GIS chce, aby wynosiła ona maksymalnie 12 (może być zwiększona do 14), a przestrzeń na jedno dziecko musi wynosić 4 mkw. (nie wliczając do tego np. korytarzy i łazienek). GIS domaga się, aby personel pomocniczy i kuchenny nie kontaktował się z dziećmi. We wspólnych wytycznych resortowych takich obostrzeń nie ma.
– Jest też pewna nieścisłość w zakresie konieczności zakrywania ust i nosa przez dzieci powyżej lat 4. Obowiązek ten nie został wyłączony w stosunku do dzieci w tym wieku, które uczęszczają do przedszkoli. Ale w wytycznych GIS ten obowiązek nie istnieje – mówi Beata Patoleta.
ZNP: nauczyciele stracili na epidemii
W ankiecie przeprowadzonej przez Związek Nauczycielstwa Polskiego wypowiedziało się 9 tys. nauczycieli. 62,1 proc. z nich deklaruje, że ich wynagrodzenie jest niższe od tego przed pandemią. Powodem obniżki zarobków jest to, że przy kształceniu zdalnym aż 87,4 proc. pedagogów utraciło godziny ponadwymiarowe. Dyrektorzy i samorządy tłumaczą, że zmienili tzw. siatkę godzin (czyli okroili liczbę zajęć, nie chcąc nadmiernie obciążać uczniów). Kolejne 15,5 proc. straciło dodatek za trudne warunki pracy, a 3 proc. dodatek wiejski (który ma raczej charakter socjalny).