Wyniki testów PISA: Pytamy nauczycieli, co sądzą o poziomie edukacji uczniów [ROZMOWY]

19.12.2019, 08:50; Aktualizacja: 19.12.2019, 08:56
Nauczyciele dzielą się z nami swoimi, skrajnie różnymi, poglądami

Nauczyciele dzielą się z nami swoimi, skrajnie różnymi, poglądamiźródło: ShutterStock

Brak kreatywności czy nauka rzetelnej pracy – po ogłoszeniu wyników międzynarodowych testów PISA, sprawdzających poziom edukacji, dyskusja o modelu kształcenia nabrała rozpędu. Sprawdzian pisali ostatni gimnazjaliści (od tego roku już zlikwidowane na rzecz ośmioletniej szkoły podstawowej i czteroletniego liceum). I poszło im wyśmienicie: zarówno w matematyce, jak i czytaniu ze zrozumieniem znaleźli się w czołówce europejskiej. Czy po wprowadzeniu reformy i zmianie podstawy programowej będzie tak samo? Nauczyciele dzielą się swoimi, skrajnie różnymi, poglądami.

Izabela Saganowska* Nie ma czasu na dyskusję, na własne opinie, tak aby porównać klasyczne treści do nowoczesnej literatury

Czego oczekuje się od obecnych uczniów?

Zmieniono wymagania, ewidentnie został postawiony nacisk na zdobywanie wiedzy encyklopedycznej. W nowej podstawie programowej, czyli takich wytycznych dla nauczycieli, czego mają nauczyć dzieciaki – jest bardzo dużo punktów. I to konkretnych. Nie zostawiono wiele przestrzeni na powolne rozwijanie umiejętności, kreatywne myślenie czy życiowe podejście do literatury.

Czyli?

Na przykład nie ma czasu na dyskusję, na własne opinie, tak aby porównać klasyczne treści do nowoczesnej literatury. Kiedyś czytałam z dziećmi treny Jana Kochanowskiego i to było wstępem do rozmowy o śmierci, o żałobie. Potem braliśmy na warsztat coś bardziej współczesnego – na przykład „Oskar i pani Róża”, powieść o 10-latku umierającym na raka, czy Urszulkę Leśmiana. Szukałam muzyki, obrazów, innych wierszy, żeby pokazywać odniesienia ze starych tekstów w tych bardziej współczesnych, wskazywać konteksty. Chodziło o uczenie „motywami”. Teraz co prawda wciąż wymaga się szukania takich powiązań, ale tempo jest szalone. Dziś kończę część literacką i zaraz zaczynam gramatyczną. Nie ma czasu na taką zabawę z literaturą.

A wcześniej był czas?

W gimnazjum było pięć konkretnych, nie dowolnych lektur. Poza tymi pięcioma nauczyciel mógł wybierać razem z uczniami także inne. Teraz jest tak dużo lektur obowiązkowych dla klas 7–8, że na żadne inne po prostu nie ma czasu. Zasadniczą zmianą jest to, że w klasach 7–8, czyli w ciągu dwu lat, musimy przeczytać 18 lektur. W tym całe „Quo vadis”, „Kamienie na szaniec” czy „Pana Tadeusza”. Omawianie „Syzyfowych prac” kojarzy się z tytułem – czytanie zdania, które ma siedem linijek, jest męczarnią dla uczniów, odpadają w połowie. Oni żyją w innym świecie, inaczej się komunikują. Takie lektury ich zniechęcają do czytania.

I uważam, że one – a uczę 20 lat – są naprawdę za trudne. Język jest wymagający. Wystarczyłoby przeczytać fragmenty. Wyjaśnić je dokładnie, skupić się na jednym wątku. Nauczyciel mógłby wybrać to, co jest zrozumiałe, zaciekawić. Bo żeby uczeń w coś się zaangażował, a potem zapamiętał, musi się wciągnąć, również emocjonalnie. Gdyby mieli wybrane fragmenty, nie musieliby poznawać historii w całości. Moim zdaniem obecny system to oszustwo. Część uczniów i tak nie czyta lektur. To tworzenie pewnej fikcji. Nie wiem, po co. Przynajmniej połowę treści bym wyrzuciła.

Język jest naprawdę za trudny? Może dzięki temu go oswajają?


Pozostało 65% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (3)

  • Krzysztof M.(2019-12-19 10:33) Zgłoś naruszenie 163

    To fragment. Z innych przedmiotów podobnie, mój syn ośmioklasista pracuje 40 godzin tygodniowo, plus od 17-18 do 23. Czas od 15tej to korki z angielskiego (akurat anglistka się niebotycznie leni). Lektury i poprawki to week, podobnie olimpiady. Zupełny brak dzieciństwa, gdzie czas na poznanie drugiego człowieka i budowę więzi. Specjaliści narzekają i analizują dlaczego Polacy to skupieni na sobie indywidualiści, to jedna z przyczyn, może decydująca.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Rodzic(2019-12-19 20:39) Zgłoś naruszenie 912

    Zawsze trzeba było czytać lektury, nigdy uczniowie nie mieli zbyt dużo wolnego czasu, bo zadań było sporo. Byli i tacy, którzy nie czytali w ogóle. Problem dzisiaj jest w tym? Ze dzieci ogrom czasu poświęcają na " komórki" , gry komputerowe itd. To im zabiera tak dużo czasu. Moje dziecko, po pozostawieniu komórki w kuchni odrabia zadania 2 razy krócej

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane