We Francji centralizacja, w Anglii duża autonomia – pomysły na szkołę są różne. Po naszej sondzie, z której wynika, że ponad 80 proc. kuratorów oświaty jest z nadania partyjnego, sprawdziliśmy, jak w innych krajach wygląda nadzór nad placówkami edukacyjnymi.
W szkołach angielskich ocena efektów nauczania opiera się na wynikach zewnętrznych egzaminów. W 1992 r. wprowadzono tam nadzór zewnętrzny sprawowany przez Ofsted – Office for Standards in Education, Children’s Services and Skills, urząd zajmujący się kontrolą jakości oświaty. Raporty z kontroli są upubliczniane. Ofsted interweniuje jednak dopiero, gdy w placówkach np. spada gwałtownie jakość kształcenia.
Z kolei w Finlandii lokalne władze mają dużą autonomię w zakresie prowadzenia placówek oświatowych. Kluczowym dokumentem jest podstawa programowa, która przewiduje możliwość regionalnego modyfikowania nauczania. Nauczyciele mają więc dużo swobody w tworzeniu metod kształcenia.
Reklama
Zdaniem Macieja Jakubowskiego z Fundacji Evidence Institute i Wydziału Nauk Ekonomicznych UW, byłego wiceministra edukacji (PO), system oświaty łączący silną autonomię szkół z egzaminami zewnętrznymi jako formą weryfikacji to najlepiej sprawdzający się model edukacyjny w krajach rozwiniętych. Przykład to właśnie system fiński, gdzie celem ewaluacji jest nie szukanie uchybień, ale poprawa jakości nauczania. Istnieje tam krajowa rada zarządzająca edukacją, powiązana z ministerstwem edukacji, jednak z dużą dozą niezależności. W jej skład wchodzi kilkadziesiąt osób z różnych środowisk, przedstawiciel resortu jest więc w mniejszości. – W Finlandii uczniowie wypełniają regularnie standaryzowane testy. Są pretekstem do wewnętrznych dyskusji nad sposobem nauczania. Podobnie jest w Kanadzie czy Estonii, gdzie nauczyciel i szkoła są autonomiczni. Rozliczani są z efektów nauczania, a nie według arbitralnej oceny ich pracy – wyjaśnia Jakubowski.
Inaczej działa system francuski, który jest silnie scentralizowany. Ministerstwo edukacji narodowej, szkolnictwa wyższego i badań naukowych opracowuje szczegółowe programy nauczania. Rekrutuje nauczycieli, którzy zyskują status urzędników państwowych. Rekrutuje również inspektorów odpowiedzialnych za kontrolę systemu oświaty.

Reklama
Zdaniem Jakubowskiego to nie może być dobre rozwiązanie na dłuższą metę. Przekonuje, że brak większej autonomii dla nauczycieli przełożył się tam m.in. na słabe wyniki uczniów w badaniu PISA.
W Holandii za system edukacji odpowiada ministerstwo edukacji, kultury i nauki, które określa wymogi wczesnej edukacji, szkolnictwa podstawowego i średniego. Nie ma krajowej podstawy programowej, jednak obowiązują regionalne cele planowanych wyników w nauce. Szkoły podstawowe i średnie są zarządzane przez władze lokalne. Ich rolą jest sprawdzanie, czy dana placówka osiąga cele edukacyjne, aby, w razie konieczności, sugerować zmiany.
Odpowiedzialność za placówki edukacyjne na Węgrzech jest w gestii ministerstwa zasobów ludzkich. W 2013 r. system oświaty został tam mocno scentralizowany. Rząd Viktora Orbána zdecydował, że decyzje administracyjne i finansowe dotyczące szkolnictwa podejmuje Centrum Utrzymania Instytucjonalnego im. Kuna Klebelsberga. Wywołało to protesty wśród nauczycieli, w efekcie urząd podzielono na mniejsze podmioty. Nie zmienia to tego, że dyrektor szkoły nie ma dziś żadnej autonomii. Nauczyciele w tym systemie mają prawo do wyboru metod dydaktycznych, jednak co pięć lat podlegają ocenie inspektorów państwowych.
Zbigniew Dolata (PiS), wiceszef komisji edukacji narodowej, przekonuje, że kuratorium jest potrzebne jako nadzór organu pedagogicznego. – Powinno być przedłużeniem władzy centralnej, bowiem Ministerstwo Edukacji i rząd muszą mieć wpływ na jakość edukacji – przekonuje. Jego zdaniem, jeżeli minister jest rozliczany z tego, jak wygląda szkoła, nie może być pozbawiony wpływu na nią.