Jarosław Kaczyński, prezes PiS, rozpoczynając kolejną zwycięską kadencję swojego ugrupowania, powiedział, że będzie ona trudniejsza od poprzedniej. Według mnie podobnie mógłby powiedzieć Sławomir Broniarz, który w listopadzie po raz enty został prezesem największego związku zawodowego nauczycieli.
Jego ugrupowanie liczy około 250 tys. członków na ponad 600 tys. wszystkich pracujących w szkołach i przedszkolach. Na horyzoncie pojawiła się jednak nowa oddolna inicjatywa pod nazwą „Ja Nauczyciel”. Na portalu społecznościowym zgromadziła ona 40 tys. sympatyków, którzy określają się jako superbelfrzy i już pracują nad statutem założycielskim nowego związku zawodowego. Można śmiało powiedzieć, że idzie nowe!
Widać to choćby w ostatnim wywiadzie udzielonym dla DGP przez Mirosławę Stachowiak-Różecką, przewodniczącą sejmowej komisji edukacji, nauki i młodzieży. Bez ogródek stwierdziła, że nie warto umierać za Kartę nauczyciela. Przypomniała, że dokument ten został sporządzony w stanie wojennym z wiadomych wszystkim powodów…. Te stwierdzenia rozsierdziły lewicę i Związek Nauczycielstwa Polskiego. Do Dariusza Piontkowskiego, szefa MEN, wysłano interpelację poselską, w której pytano, czy to prawda, że Karta nauczyciela będzie zlikwidowana (ja dodałbym: „wreszcie”).