Jeszcze w tym tygodniu na konta nauczycieli trafią nagrody z okazji Dnia Edukacji Narodowej. Są one wypłacane na różnych szczeblach – począwszy od dyrektorów szkół, wójtów, burmistrzów, prezydentów miast, a kończąc na kuratoriach i resorcie edukacji. Samorządy, które popierały strajk nauczycieli, w tym roku postanowiły zwiększyć pulę środków na tego typu gratyfikacje.

Na wysokość nagród mają też wpływ podwyżki i suma pieniędzy przeznaczanych na wynagrodzenia (od tej kwoty rezerwowane są finanse na premie). Oficjalnie są one przyznawane za ciężką pracę i wyniki w nauce uczniów. Wszyscy potwierdzają jednak, że udział w strajku nie jest przeszkodą w otrzymaniu gratyfikacji.

Bonus od prezydenta

Nagrody wypłacane nauczycielom z okazji Dnia Edukacji Narodowej (14 października) to przywilej, który pracownicy oświaty mają zagwarantowany w art. 49 ust. 1 Karty nauczyciela. Fundusz na ten cel w budżetach organów prowadzących szkoły lub przedszkola powinien wynosić co najmniej 1 proc. planowanych rocznych wynagrodzeń osobowych. Wiele samorządów daje jednak więcej, niż wymagają przepisy.

W tym roku wójt gminy Kobierzyce chce przyznać zasłużonym nauczycielom nagrody w kwotach: 2,5 tys. zł, 5 tys. zł i 6 tys. zł. Dla porównania w ubiegłym roku najniższa nagroda wynosiła 2 tys. zł, a najwyższa 4 tys. zł. W Sierakowie w ubiegłym roku było zarezerwowane na ten cel 24 tys. zł, a w tym o 6 tys. zł więcej. Dodatkowo podległe wójtowi szkoły mają do rozdysponowania na bonusy 163 tys. zł – o 25 tys. zł więcej niż w 2018 r.

Na najwyższe bonusy mogą liczyć nauczyciele w dużych miastach.

W Olsztynie, gdzie również zdecydowano się na przyznanie wyższych nagród, w 2018 r. 55 nauczycieli otrzymało od prezydenta 5960 zł, a w tym po 6555 zł. – Dyrektorzy w podległych placówkach oświatowych mogą przyznawać też nagrody w kwotach od 1625 zł do 3251,50 zł – wyjaśnia Marta Bartoszewicz, rzeczniczka prasowa tamtejszego urzędu.

– Średnia nagroda prezydenta w tym roku wyniesie 7650 zł, a w ubiegłym roku było to 6650 zł – wylicza Konrad Klimczak ze stołecznego magistratu. Premie od burmistrzów to kwoty 3250–6500 zł (w poprzednim roku – 2824–5648 zł), od dyrektora szkoły – 1625–3250 zł (w 2018 r. wahały się od 1412 zł do 2824 zł). Łącznie w tym roku stolica na bonusy dla nauczycieli zarezerwowała 18 mln zł, czyli o 3,4 mln zł więcej niż w roku poprzednim.

W Rzeszowie w ubiegłym roku na nagrody dla nauczycieli prezydent miał zarezerwowane 376 tys. zł, a w tym o 40 tys. zł więcej. Wielomilionowe kwoty na nagrody ma też zarezerwowany Kraków, gdzie w tym roku od prezydenta średnio jeden nauczyciel otrzyma 5,5 tys. zł (dla porównania w ubiegłym roku było to 4,9 tys. zł). Są też jednak miasta, które choć wspierały strajkujących nauczycieli, nie planują wydawać na nagrody więcej niż w poprzednich latach. Do takich samorządów zalicza się Lublin. – Nie zmieniła się wysokość nagrody, która tak jak rok wcześniej wynosi 4500 zł. Z kolei do dyspozycji dyrektorów będzie o 100 tys. zł wyższa niż w ubiegłym roku – mówi Olga Mazurek-Podleśna z tamtejszego urzędu miasta.

Za pracowity strajk

Dyrektorzy przekonują, że nagrody nie są uzależnione od tego, czy ktoś strajkował, lecz od zaangażowania w pracę w poprzednim roku.

– U nas nie było żadnych nacisków, aby te środki wypłacać tym, którzy uczestniczyli w strajku, a pomijać tych, którzy od niego stronili. Staram się premiować te osoby, które mają osiągnięcia w pracy dydaktyczno-wychowawczej – zapewnia Izabela Leśniewska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 23 w Radomiu.

Podobnie jest w Opolu. – Już wcześniej zrekompensowaliśmy nauczycielom strajk przez pozostawienie zaoszczędzonej nadwyżki do dyspozycji dyrektorów – mówi Irena Koszyk, naczelnik wydziału oświaty w Opolu. – Z pewnością to, że ktoś strajkował, nie jest przesłanką do tego, aby dyrektor pominął go w nagrodzie – dodaje.

Najwięcej bonusów otrzymują jednak dyrektorzy, są one też najwyższe. Na przykład dyrektorka przedszkola w Justynowie otrzymała 3 tys. zł gratyfikacji, a wybrani nauczyciele po 430 zł. W Nysie dyrektorzy otrzymali 2,5 tys. zł, ich zastępcy – 1790 zł, a nauczyciele – 1430 zł.

I to właśnie te nagrody budzą bardzo duże emocje, a ich wysokości często nie chcą ujawniać ani samorządy, ani dyrektorzy szkół.

– Co do zasady, powinny być one jawne (imiona, nazwiska, kwoty), gdyż są wypłacane ze środków publicznych. W tym roku będziemy w wybranych szkołach i JST będzie występować o pełne listy, czeka nas wniosek o udostępnienie informacji publicznej oraz postępowanie przed sądami administracyjnymi – zapowiada Sławomir Wittkowicz, przewodniczący branży nauki, oświaty i kultury w Forum Związków Zawodowych.

Jego zdaniem uchwała rady miasta czy gminy powinna precyzyjnie regulować tę kwestię. – Niestety, tak nie jest. Związki są usunięte np. z komisji opiniującej wnioski o nagrody. Oczywiście nie we wszystkich przypadkach mamy na to wpływ. W dużej części JST uczestniczymy w tym procesie, ale powinna to być zasada, a nie dobra praktyka. Największy problem to nagroda dyrektora – ona najczęściej jest uznaniowa – dodaje.

Rozrzutności w przyznawaniu odznaczeń i nagród nie przejawiają za to kuratoria. W woj. świętokrzyskim o prawie połowę zmniejszyła się liczba odznaczonych nauczycieli w porównaniu z ubiegłym rokiem. Co więcej, mniej osób z tego regionu otrzyma nagrody pieniężne od kuratora i MEN. Podobna sytuacja jest na Podkarpaciu. W Wielkopolsce w 2018 r. Medalem Komisji Edukacji Narodowej odznaczono 108 nauczycieli, a w tym roku – 79.