Zatrudnieni w instytutach badawczych obawiają się redukcji etatów po wprowadzeniu Sieci Badawczej Łukasiewicz.
Jej utworzenie zakłada poselski projekt ustawy, który jest już po pierwszym czytaniu w Sejmie. Cała reforma ma polegać na połączeniu kilkudziesięciu placówek naukowych w sieć koordynowaną przez Centrum Łukasiewicz. Ma ona realizować projekty w dziedzinach priorytetowych z punktu widzenia polityki kraju i komercjalizować ich wyniki.
W środowisku naukowym głosy odnośnie do propozycji poselskiej są podzielone. Uwagi do projektu ma też Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych. Pracownicy instytutów badawczych, które mają znaleźć się w sieci, sygnalizują bowiem związkowcom swoje obawy. Niepokoją się o to, że za reformą pójdzie redukcja etatów.
Reklama
Pracownicy mają też wątpliwości co do rozwiązania, zgodnie z którym wykaz stanowisk oraz wymagania w sprawie kwalifikacji pracowników Centrum Łukasiewicz i instytutów Sieci określone zostaną w rozporządzeniu. Obawy są związane ze statusem obecnych pracowników po wprowadzeniu nowych rozwiązań. Nie ma bowiem pewności, co stanie się z osobami, które nie posiadają wymaganych kwalifikacji, a zajmują równorzędne stanowiska. Będą przesunięci na inne, czy może zostaną zwolnieni? – zastanawia się OPZZ. Związkowcy uważają, że projektodawca powinien umożliwić uzupełnienie brakujących kompetencji w celu utrzymania zatrudnienia.
OPZZ kwestionuje też rozwiązania skutkujące tym, że pracownicy instytutów badawczych nie będą w praktyce mieć wpływu na funkcjonowanie ich zakładu pracy. Powodem jest m.in. struktura rady instytutu, w której są oni w mniejszości (do 40 proc.).
Związek uważa także, że niekorzystna jest propozycja, zgodnie z którą członkom rady, którzy są pracownikami, nie przysługuje wynagrodzenie za udział w jej posiedzeniach. Osoby niezatrudnione taką gratyfikację otrzymują. Zdaniem OPZZ, pracownicy powinni być wynagradzani za wykonywanie zadań związanych z uczestnictwem w radzie instytutu tak samo jak pozostali członkowie tego organu.
Etap legislacyjny
Projekt po pierwszym czytaniu w Sejmie