Są regiony, gdzie trzy czwarte dzieci nosi za ciężkie plecaki. Winni są resort edukacji, nauczyciele, dyrektorzy, a także rodzice.
Reklama
„Plecak mojej córki (8 klasa) waży 11 kg. Na wszelki wypadek ja podnoszę go dwiema rękami”. „Piątek, dzień, w którym moje dzieci mają najlżejsze plecaki. Waga plecaka 12-latka, 7 klasa – 8 kg. Waga plecaka 9-latki, 4 klasa – 5 kg” – relacjonują rodzice. Waga tornistrów to jeden z najgorętszych tematów tej jesieni. Problem nie jest nowy – rzecznik praw dziecka interweniuje w tej sprawie od 2003 r. Tornistrami zajmowały się główny inspektorat sanitarny i Najwyższa Izba Kontroli oraz kuratoria. Teraz Ministerstwo Edukacji Narodowej postanowiło się włączyć do prób ulżenia dzieciom – podpisało z GIS porozumienie o współpracy i ogłosiło październik miesiącem ważenia tornistrów.
Wyniki powodują, że robi się ciężko na sercu. – Plecaki uczniów klas młodszych ważyły od 1,5 do 4 kg. W 11 na 17 przypadków ciężar tornistra wynosił więcej niż dopuszczalne 10–15 proc. wagi dziecka. Podobnie było w klasach starszych. Trzecioklasiści dźwigali od 1,7 do 5,5 kg, a najcięższy plecak w klasie piątej ważył aż 6,5 kg – relacjonuje Ewa Sobór z łódzkiego kuratorium oświaty. W województwie opolskim 1 października zważono plecaki 717 uczniów. 42 proc. z nich nie przekraczało 10 proc. masy ciała właścicieli, 42 proc. było lżejsze niż 15 proc. masy ciała, a 16 proc. plecaków ważyło więcej niż 15 proc.
Ale kłopotu zbyt ciężkich plecaków nie rozwiąże ani samo ministerstwo, ani szkoły, ani tylko rodzice. Do uczniowskich tornistrów dokładają bowiem wszyscy po kolei.

MEN

Przynajmniej jeden kamień do uczniowskiego plecaka włożyło ministerstwo. Pierwszym problemem paradoksalnie stały się bezpłatne podręczniki. A to dlatego, że trzeba je nosić z domu do szkoły i z powrotem, zamiast zostawić w szafce w szatni. Bez nich nie można bowiem odrobić zadania domowego – uczniowie muszą je wpisywać do „papieru”, gdyż zestawów ćwiczeń do rozwiązania online jest mniej niż było.
Ciężki bagaż wiedzy / Dziennik Gazeta Prawna
Trudno jest kupić komplety książek na wolnym rynku (wydawnictwom nie opłaca się dostarczać ich do księgarń). Rodzice nawet gdyby chcieli, nie mogą więc nabyć drugiego zestawu książek, z którego uczeń mógłby korzystać w domu.
Kolejnym krokiem do obciążenia uczniów było wprowadzenie nowej podstawy programowej. W szkołach zaczynało raczkować wykorzystanie e-podręczników przygotowanych na zlecenie MEN. Po reformie trudno je już wykorzystać, bo opierały się na starej podstawie. Nie bez znaczenia okazały się też zmiany w planach lekcji: uczniowie mają dziś więcej godzin tygodniowo.

Dyrektorzy

Zgodnie z rozporządzeniem MEN w sprawie bezpieczeństwa i higieny w publicznych i niepublicznych szkołach i placówkach dyrektor zapewnia uczniom bezpieczne i higieniczne warunki pobytu w szkole, a także podczas zajęć poza szkołą. Plan dydaktyczno-wychowawczy powinien uwzględniać potrzebę równomiernego obciążenia dzieci i młodzieży zajęciami w poszczególnych dniach tygodnia. W pomieszczeniach placówki zapewnia się uczniom możliwość pozostawienia części podręczników i przyborów szkolnych – przypomina Monika Kończyk, pomorska kurator oświaty.
Tyle teoria, bo w wielu szkołach jest to problemem. Jak zdiagnozował GIS, wśród przyczyn, że nie wszystkie szkoły umożliwiają uczniom zostawienie w nich rzeczy, znalazły się: warunki lokalowe (nie wszędzie na przykład ze względu na wymogi przeciwpożarowe szafki można ustawić na korytarzu, a innego miejsca nie ma), organizacja zajęć (przemieszczanie się uczniów między salami) czy brak środków na zakup wyposażenia.
Problemy pogłębiły się w obliczu reformy oświaty, która sprawiła, że w przystosowanych do sześciu roczników szkołach trzeba znaleźć miejsce na dwa dodatkowe – siódme i ósme klasy. Część szkół zamienia więc nawet szatnie na klasy.

Uczniowie i rodzice

– W zeszłym roku szkolnym skontrolowaliśmy jedną ze szkół podstawowych. Przeprowadziliśmy też ankietę wśród ponad 260 uczniów i 80 rodziców dzieci z klas czwartej i siódmej. Okazało się, że co trzeci czwartoklasista i połowa siódmoklasistów uważa, że ich szkolne plecaki są za ciężkie. Większość ankietowanych uczniów była świadoma tego, że mają w szkole możliwość pozostawienia części podręczników i przyborów szkolnych – mówi Małgorzata Palanis z Kuratorium Oświaty w Białymstoku.
Jak tłumaczył w piśmie do rzecznika praw dziecka były już szef GIS Marek Posobkiewicz: „Uczniowie niejednokrotnie nie decydują się na skorzystanie z takiego rozwiązania z obawy przed zagubieniem czy kradzieżą. Uczniowie mają też trudności w korzystaniu z oferowanych udogodnień z uwagi na zamykanie klas podczas przerw na klucz, uniemożliwiające zabieranie czy pozostawianie w nich podręczników czy przyborów”.
– W tornistrach możemy znaleźć wszystko to, co dzieci lubią, co wydaje im się potrzebne i ważne, m.in. słowniki, pamiętniki, zabawki, gry. Często nie zdają sobie sprawy z tego, że każda dodatkowa rzecz to zbędny i szkodliwy ciężar – przyznaje Ewa Sobór z Kuratorium Oświaty w Łodzi. Jej spostrzeżenia potwierdza GIS. Jak wykazały jego badania, szczególnie w starszych klasach, kiedy rodzice nie kontrolują już, co dziecko nosi ze sobą, uczniowskie plecaki osiągają rekordowe masy. Są uczniowie, którzy potrafią nosić co dnia wszystkie podręczniki, potrzebne na cały tydzień. Także strój sportowy i buty na w-f.

Nauczyciele

Nauczyciel jest zobowiązany do realizacji podstawy programowej, a nie treści szkolnego podręcznika. Książki są mu więc w zasadzie niepotrzebne. Jednak pedagodzy, którzy rezygnują z wykorzystania podręczników, to wyjątki. W dodatku zwykle wymagają od dzieci tego, żeby przynosiły książki na lekcje, a potem także w domu odrabiały lekcje za ich pomocą.
Uczniowie więc, chcąc nie chcąc, muszą z książkami kursować.
A te bywają nielekkie. Także dlatego, że wydawcy drukują je na kredowym papierze. Tymczasem RPD od dawna postuluje, by wydawać je na kartkach o mniejszej gramaturze albo na przykład w formie segregatorów. Uczeń mógłby zabierać w ten sposób tylko potrzebny na daną lekcję rozdział.
Ogólnopolski miesiąc ważenia tornistrów to przede wszystkim akcja uświadamiająca. Konkretne działania proponują natomiast poszczególne kuratoria. Dla przykładu: w Opolu od dziewięciu lat działa program przeciwdziałania wadom postawy ciała u dzieci. Przekazano szkołom podstawowym elektroniczne wagi. Na Pomorzu w listopadzie ma się odbyć Pomorski Hackaton Edukacyjny, którego uczestnicy będą szukać rozwiązania dla problemu zbyt ciężkich tornistrów.
Jak zdjąć z uczniów zbyt ciężkie plecaki? Nie ma jednej odpowiedzi.
Pomóc mogą rodzice, np. kserując komplet podręczników, by mieć w domu treść zadań do odrabiania. Dyrektorzy mogliby wyjąć kilkaset gramów z ciężaru tornistrów, udostępniając w szkołach wodę pitną, dzięki czemu uczniowie nie musieliby nosić swoich butelek z napojami. Nauczyciele mogliby ulżyć dzieciom, zadając prace domowe niewymagające korzystania z podręczników. A ministerstwo mogłoby zainwestować więcej sił w tworzenie i promocję e-zasobów. Dzięki temu uczniowskie plecaki mogłyby przestać przypominać wagą wyposażenie na wysokogórskie wędrówki.