statystyki

Ocena nauczycieli nie będzie obiektywna. To instrument do podporządkowania [WYWIAD]

autor: Artur Radwan12.09.2018, 07:16; Aktualizacja: 12.09.2018, 07:27
Musieliśmy dać samorządom czas na przygotowanie szkół, bo na początku rodzice bali się, że młodsze dzieci nie będą miały w szkole odpowiednich warunków. Daliśmy pieniądze na place zabaw i wyposażenie świetlic. Później obniżenie wieku szkolnego stało się sprawą polityczną, ale to już całkiem inna historia.

Musieliśmy dać samorządom czas na przygotowanie szkół, bo na początku rodzice bali się, że młodsze dzieci nie będą miały w szkole odpowiednich warunków. Daliśmy pieniądze na place zabaw i wyposażenie świetlic. Później obniżenie wieku szkolnego stało się sprawą polityczną, ale to już całkiem inna historia.źródło: ShutterStock

Krystyna Szumilas: Nie wyobrażam sobie, aby dzieciom fundować kolejną rewolucję i na przykład przywracać gimnazja. Ważniejsza jest odpowiedź na pytanie, jaka ma być szkoła przyszłości

Straszyła pani, że przez wygaszanie gimnazjów będą masowe zwolnienia. Okazuje się, że w ubiegłym roku przybyło 18 tys. nauczycieli, w tym ma być podobnie...

Po pierwsze, ponad 6,5 tys. nauczycieli straciło pracę, i to jest fakt. Po drugie, praca jest przede wszystkim dla nauczycieli przedszkoli. Trudno, aby w ciągu roku fizycy, chemicy, wuefiści się przekwalifikowali. Poza tym większa liczba etatów w przedszkolach to efekt przygotowanego przez PO i PSL projektu, który dał prawo do wychowania przedszkolnego każdemu dziecku w wieku od 3 do 5 lat, a teraz po cofniętej przez PiS reformie związanej z wcześniejszym obowiązkiem szkolnym – również dla sześciolatków. W szkołach sytuacja jest dramatyczna, bo etaty przedmiotów wymagających systematyczności i ciągłości, takich jak chemia, fizyka, biologia, zostały rozbite na cząstki. Wcześniej nauczyciele pracowali w jednym gimnazjum, a teraz czasami aż w pięciu małych wiejskich szkołach. W jednej mają najwyżej 4 godziny, muszą do niej przyjechać przynajmniej dwa razy w tygodniu. Małych szkół jest w Polsce około 60 proc., a nauczycielom nikt nie płaci za dojazd.

Nie znam firmy, w której pracodawca płaci za dojazd.

Zgadza się, ale rozbicie etatów pokazuje skalę problemu w oświacie po likwidacji gimnazjów. Czy zna pan rodzica, który chciałby, aby jego dziecko było uczone przez nauczyciela, który do szkoły wpada tylko na chwilę? Który wie, że za chwilę musi być w szkole oddalonej o kilkanaście kilometrów?


Pozostało jeszcze 86% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane