Szefowa MEN Anna Zalewska zapowiedziała, że skończy z umowami śmieciowymi w prywatnych szkołach i przedszkolach, a także w publicznych placówkach, które nie są prowadzone przez samorządy.

Takiemu rozwiązaniu od początku sprzeciwiali się właściciele takich podmiotów. Pomysł nie podobał się nawet nauczycielom pracującym na umowach cywilnoprawnych. Część z nich, np. nauczyciele języków obcych, prowadzi własne biznesy i nie są zainteresowani etatem. Podobnie jest z zawodowymi terapeutami, którzy zajmują się np. dziećmi z autyzmem. Dlatego, choć do rozpoczęcia roku szkolnego pozostał nieco ponad tydzień, wiele placówek niesamorządowych wciąż szuka pracowników, którzy chcieliby zamienić firmę na etat.

Dopiero analizują

Minister Zalewska, wprowadzając zmiany, uzasadniała, że apelowały o nie oświatowe związki. Jak się jednak okazuje, nie chodziło im o aż tak dużą ingerencję w przepisy.

– Takie rozwiązanie prawne, które zastosowało ministerstwo, sprawia, że nauczyciele nie będą mogli dorabiać w prywatnych placówkach. Może się nagle okazać, że ich główny pracodawca, czyli dyrektor samorządowej szkoły, nie wyda na to zgody, a przy umowach cywilnoprawnych nie było z tym problemu – tłumaczy Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Obecnie, w myśl art. 10a ustawy z 26 stycznia 1982 r. karta nauczyciela (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 967), nauczycieli zatrudnia się na podstawie umowy o pracę, zgodnie z kodeksem pracy. W efekcie od 1 września będą się oni dzielić na tych, którzy są zatrudniani w samorządach na podstawie Karty nauczyciela, i na tych, których z pracodawcą łączy choćby cząstka etatu.

– Dyrektorzy prywatnych placówek skarżą się, że umowy o pracę będą dla nich droższe. Część doświadczonych nauczycieli odchodzi z prywatnych szkół, bo nie chce pracować na etacie. A jeśli do tego dojdzie brak zgody na dorabianie ze szkoły samorządowej, to mają podwójny problem – alarmuje Elżbieta Rabenda, ekspertka z listy MEN, niezależna specjalistka ds. oświaty.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Dodaje, że wiele jednostek ma podpisane z nauczycielami zlecenia na więcej niż rok. I tu pojawia się konflikt prawny.

– Skoro nie ma przepisu przejściowego, że do 1 września 2018 r. umowy cywilnoprawne wygasają z mocy prawa lub przekształcają się w etat, to nie można mówić, że tak się faktycznie dzieje, jeśli zlecenia były zawarte na dłużej – mówi prof. Walerian Sanetra, były prezes Izby Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego.

– Obowiązujący od 1 września przepis brzmi: w przedszkolach i szkołach zatrudnia się, a ja przez to rozumiem, że od tego dnia zatrudniani nowi pracownicy powinni mieć umowy o pracę. Dlatego te kontrakty cywilnoprawne, które były wcześniej zawarte i nie wygasły, nadal trwają – przekonuje.

Zostawić, jak jest

Część przedsiębiorców nosi się z zamiarem, aby nic nie zmieniać. Pojawiają się pomysły, aby część pracujących na zleceniach opłacać z czesnego, wtedy nie będzie podstawy do odebrania gminnej dotacji. Jednak wielu z tych, którzy zdecydowali się na wprowadzenie umów o pracę, ma problemy kadrowe.

– Już kilka prywatnych szkół dzwoniło do mnie z propozycją pracy, bo okazało się, że wielu osobom nie odpowiada etat i rezygnują ze współpracy ze szkołami – potwierdza Elżbieta Dudek, nauczycielka w prywatnej szkole w Warszawie.

– Z mojej szkoły odeszła nauczycielka muzyki, która pracowała na zleceniu. Wciąż nie mogę znaleźć nowej osoby – potwierdza Kazimierz Stankiewicz, wiceprezes spółki Szkoły Marzeń w Piasecznie oraz jej dyrektor zarządzający.

Z kolei jeden z dyrektorów niepublicznego przedszkola integracyjnego w Lesznowoli wskazuje, że przez nowy przepis musiał się rozstać ze wszystkimi nauczycielami specjalistami, czyli logopedą, pedagogiem specjalnym, oligo frenopedagogiem. Na zleceniu pozostał fizykoterapeuta, bo jego stanowisko nie zalicza się do pedagogicznych.

– Musiałem na szybko szukać nowych specjalistów na część etatu. Ale to doprowadziło do tego, że dzieci z niepełnosprawnościami nie mają zapewnionych zajęć terapeutycznych, ale nikt się z tym nie liczy – mówi.

Właściciele prywatnych placówek uważają, że MEN zbyt sztywno określiło wymóg zatrudniania na etacie – bez względu na liczbę godzin przepracowanych w danej placówce. Część z nich postuluje, aby przepis ten został złagodzony do 40 godzin miesięcznie, czyli jednej czwartej etatu. Dopiero po przekroczeniu tego limitu byłyby wprowadzane etaty. MEN jednak na razie nie rozważa zmian w tym zakresie.