Zawetowana pod koniec ubiegłego roku ustawa z 21 listopada 2025 r. o zmianie ustawy – Prawo oświatowe oraz niektórych innych ustaw (nr druku sejmowego 1857) przewidywała przygotowywaną przez MEN reformę edukacji. Barbara Nowacka, szefowa resortu edukacji, zapowiedziała, że ma plan B. Zdecydowała, że część zawetowanych rozwiązań wprowadzi w aktach niższej rangi, czyli w rozporządzeniach. Zdaniem prawników i ekspertów materia ustawowa nie powinna być umieszczana w rozporządzeniu. Resort edukacji jest głuchy na takie uwagi i przekonuje, że zaproponowane zmiany wejdą w życie.
Jak nie ustawą, to rozporządzeniem w nauczycieli
Zostały zawarte m.in. w projekcie nowelizacji rozporządzenia ministra edukacji z 20 maja 2024 r. w sprawie ramowych planów nauczania dla publicznych szkół (Dz.U. 2024 r. poz. 781 ze zm.). Nowe wytyczne szczegółowo rozpisano w pięciu nowych załącznikach do rozporządzenia, które zastąpią dotychczasowe ramowe plany nauczania. Jedną z głównych zmian jest przebudowanie nauczania przedmiotów przyrodniczych w klasach IV–VIII szkoły podstawowej. Przewidziano odejście od dotychczasowego, rozproszonego modelu na rzecz większej integracji treści i bardziej równomiernego rozłożenia obciążeń uczniów.
– Projekt narusza przepisy, ingeruje w materię zastrzeżoną dla ustawy, w szczególności w zakresie czasu pracy i obowiązków nauczycieli. Obciąża szkoły i nauczycieli nowymi zadaniami bez podstawy prawnej oraz bez zabezpieczenia organizacyjnego i finansowego. Nie ma charakteru wyłącznie porządkującego ramowe plany nauczania, lecz wprowadza istotne zmiany ustrojowe w sposobie funkcjonowania szkoły i organizacji pracy nauczycieli – uważa dr Waldemar Jakubowski, przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”.
Związek jest zdania, że zawarte w Karcie nauczyciela upoważnienie do wydania rozporządzenia dotyczy wykazu zajęć edukacyjnych, minimalnego wymiaru godzin oraz struktury kształcenia. Projekt rozporządzenia wykracza poza ten zakres.
Takie samo stanowisko zajmuje też Forum Związków Zawodowych. – Nie może być tak, że nagle w rozporządzeniu narzuca się nauczycielowi obowiązek organizowania w szkole tzw. tygodnia projektowego. Przecież w akcie prawnym takiej rangi nie można ograniczać osobie uczącej prawa do swobodnego dobierania metod i sposobów realizacji zajęć – mówi Sławomir Wittkowicz, członek prezydium Forum Związków Zawodowych, przewodniczący WZZ „Forum-Oświata”.
Podobnego zdania są dyrektorzy i nauczyciele. – Cała reforma nie może wejść w życie przez weto prezydenta. Dlatego dostajemy części wyrwane z olbrzymiej ustawy w postaci rozporządzenia, które narusza autonomię zarówno dyrektorów, jak i nauczycieli. Nie sądzę, aby zbytnie ingerowanie w pracę nauczycieli przyniosło dobre rezultaty. Metody nauczania ma dobierać nauczyciel, bo on wie, jakie potrzeby mają jego uczniowie. Formy pracy dobiera rada pedagogiczna pod kierownictwem dyrektora i tak powinno pozostać – mówi Danuta Kozakiewicz, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 103 w Warszawie.
Oceny (nie)funkcjonalne w szkole podstawowej
W konsultacjach jest też projekt rozporządzenia ministra edukacji z 21 stycznia 2026 r. w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej. Wprowadza nową podstawę programową dla przedszkoli i szkół podstawowych, która ma obowiązywać od 1 września 2026 r. Główne zmiany obejmują ograniczenie korzystania z ekranów w przedszkolach (od roku szkolnego 2027/2028), skupienie się na umiejętnościach, emocjach, współpracy oraz rozszerzenie edukacji zdrowotnej. Nowe podstawy dotyczą klas I i IV od 1 września 2026 r., a w kolejnych latach obejmą następne roczniki. Zmiany w treściach mają polegać na tworzeniu celów kształcenia, które mają być bardziej precyzyjne, z naciskiem na odchudzenie zakresu materiału, w tym w obszarach takich jak fizyka (dociekanie naukowe) i ogólna edukacja społeczna.
– Projekt nie stanowi korekty treści nauczania. W istocie wprowadza nową koncepcję funkcjonowania szkoły, nowy model roli nauczyciela oraz nową wizję odpowiedzialności państwa za rozwój psychiczny, emocjonalny oraz społeczny dzieci i młodzieży, bez dokonania zmian ustawowych – zaznacza dr Waldemar Jakubowski.
– Projekt cechuje się ponadto wewnętrzną niespójnością. Z jednej strony deklaruje autonomię nauczyciela, podmiotowość ucznia oraz elastyczność procesu kształcenia, z drugiej – narzuca rozbudowany, psychologicznie i ideowo obciążony katalog celów wychowawczych i rozwojowych, ograniczając realną swobodę programową. Z jednej strony mówi o odciążeniu szkoły, z drugiej – radykalnie poszerza jej zakres odpowiedzialności i katalog zadań, tworząc podstawę do wzmocnienia mechanizmów kontroli i rozliczania nauczycieli – zaznacza.
Z tymi argumentami zgadzają się też szefowie placówek oświatowych. – Ocena funkcjonowania uczniów będzie dla nas kolejnym narzuconym obowiązkiem, który przecież generuje ogromną biurokrację. Nauczyciele będą opisywali dzieci, a te będą stały obok i czekały na realną pomoc – krytykuje dyrektor jednej ze szkół. ©℗
Podstawa prawna
Etap legislacyjny
Projekty w konsultacjach międzyresortowych