Szefowie podstawówek przeczesują wygaszane gimnazja w poszukiwaniu najzdolniejszych pedagogów. W cenie są zwłaszcza ci od chemii i fizyki.
Sprawa jest prosta. Z jednej strony są gimnazja, które znikną za trzy lata, a uczący w nich nauczyciele – zwłaszcza ci z placówek, które nie są w zespole szkół – nie mają żadnych gwarancji zatrudnienia. Z drugiej – podstawówki, w których wraz z pojawieniem się siódmych i ósmych klas potrzebni będą nauczyciele nowych przedmiotów. I okazuje się, że ich szefowie już zarzucają sieci na najlepszych pedagogów.
W trosce o wysoki poziom