Rodzice protestują, ale resort edukacji nie zmienia zdania w sprawie likwidacji indywidualnego nauczania w szkołach.
W ciągu trzech dni ponad 10 tys. osób podpisało petycję przeciwko propozycji Ministerstwa Edukacji Narodowej, które chce zakazać indywidualnego nauczania na terenie szkoły. O sprawie DGP pisał jako pierwszy. Protestują nie tylko rodzice, lecz także eksperci: nauczyciele, pedagodzy i dyrektorzy szkół. Uważają, że pomysł resortu edukacji może szkodzić dzieciom.
Reklama
MEN odpowiada, że dzieci, które nie mogą się dostosować do nauki w placówce powszechnej, powinny iść do szkoły specjalnej. Nauczanie indywidualne zdaniem urzędników jest dla tych, którym stan zdrowia utrudnia uczęszczanie do szkoły. Im ma wystarczyć nauka w domu. Uczniom z trudnościami szkolnymi czy problemami wychowawczymi dyrekcja placówki ma pomóc w inny sposób, obejmując różnymi formami pomocy psychologiczno-pedagogicznej. Urzędnicy mówią wprost: „Organizowanie indywidualnego nauczania dla ucznia niepełnosprawnego, którego stan zdrowia pozwala na uczęszczanie do szkoły, nie poprawia jego funkcjonowania w szkole i w grupie rówieśniczej, nie uspołeczni”.

Reklama
Właśnie z tym ostatnim punktem nie zgadzają się eksperci. Podkreślają, że pomysł MEN dotknie przede wszystkim dzieci autystyczne, których głównym problemem są relacje społeczne. Przebywanie w szkole, ale na innych zasadach, pomaga im w pokonaniu tych problemów.
O tym, jak brak indywidualnego nauczania w szkole może wpłynąć na życie dzieci, przekonuje w rozmowie z DGP matka chłopca z aspergerem, który korzysta z takiej formy nauki.
Bardzo emocjonalnie zareagowała pani na pomysł MEN likwidacji indywidualnego nauczania w szkołach.
Klaudia Borzucka, matka chłopca z zespołem Aspergera: Kiedy usłyszałam o pomyśle Ministerstwa Edukacji Narodowej, żeby zabronić nauczania indywidualnego na terenie szkoły, struchlałam. Taka forma nauki dwa lata temu uratowała mojego syna.
Dlaczego?
Marcel ma teraz 12 lat i chodzi do piątej klasy. Zespół Aspergera zdiagnozowano u niego sześć lat temu, kiedy był w zerówce. Wcześniej nie chodził do przedszkola, bo niestety musieliśmy spędzać dużo czasu w szpitalu ze względu na zespół nerczycowy, na który choruje. Miał mało kontaktu z rówieśnikami, ale rozwijał się bardzo dobrze – w wieku czterech lat zaczął pisać i czytać. W zerówce wychowawczyni zwróciła uwagę, że zachowuje się inaczej niż reszta dzieci. Nie bawi się z innymi, całymi godzinami siedział i pisał imiona i nazwiska kolegów. Albo zdarzało się, że w stołówce, kiedy pani puszczała muzykę, Marcel wstawał, zasłaniał uszy i krzyczał. Zaniepokoiłam się i poszłam do poradni psychologiczno-pedagogicznej. Tam rozpoznano zespół Aspergera.
Co wtedy?
Dostał orzeczenie. Natychmiast otrzymał też wsparcie pedagog szkolnej, wychowawcy i dyrekcji – to zwykła podstawówka nr 30 w Rudzie Śląskiej, a wszyscy od razu dali pełne wsparcie. Na pierwszym etapie, do trzeciej klasy, nie było kłopotów. Dobrze się uczył, pisał świetnie dyktanda. Wygrał kilka konkursów recytatorskich. Ale w trzeciej klasie zaczęły się pojawiać pierwsze zgrzyty – dzieci dorastały. A Marcel coraz bardziej czuł, że odstaje od grupy. Problem pogłębił się w czwartej klasie. Dzieci były przemieszane, uczniowie byli różni, zaczęli go prowokować, wyśmiewać się. Mój syn czuł się bezradny, on wszystko przyjmuje dosłownie – nie rozumie relacji społecznych. Reagował agresją. Konflikty zdarzały się codziennie.
Jak było z nauką?
Na początku czwartej klasy został wytypowany jako jedyny ze swojej klasy do ogólnopolskiego konkursu z języka angielskiego i zajął piąte miejsce w swojej grupie wiekowej. Ale z czasem nie był w stanie skupić się na lekcjach.
Kto wymyślił nauczanie indywidualne?
Ja. Widziałam, jak cała sytuacja go wykańcza. Bałam się, że albo jemu stanie się krzywda, albo przez przypadek on komuś zrobi coś złego. Zaczęły się pretensje innych rodziców na zebraniu. Wychowawczyni mediowała, ale wiem, że napięcie by narastało. Przede wszystkim widziałam, jak to wszystko wpływa na naukę. Pedagog była za takim rozwiązaniem, dyrekcja powiedziała, żebym nie czuła żadnego przymusu, bo oni sobie poradzą w każdej sytuacji, od tego są, żeby pomóc swoim uczniom. Ale zgodzili się. To był strzał w dziesiątkę. Marcel przerwy spędza z dziećmi, na czym mu zależy – jak mówi psycholożka, jest nietypowo jak na dzieci z aspergerem ciepły w relacjach. Chodzi na niektóre lekcje, ćwiczy razem na WF, czasem zostaje w świetlicy, jest na apelach. Szkoła to świetnie organizuje, często nawet mi nie mówią, że doszło do jakiegoś nieporozumienia – bo jak tłumaczy mi dyrektor, nie muszą mi zawracać głowy każdą sprawą. Dają mi pełen komfort psychiczny. A pedagog Ewa Banach jest oddana swojej pracy całym sercem, każda rozmowa z nią dodaje mi siły, bardzo nas wspiera. Teraz stan Marcela uległ pogorszeniu. Jest w piątej klasie – buzują hormony, on zaczyna coraz bardziej dostrzegać swoje niedostosowanie, przeżywa to. Wpada w rozpacz. Dzięki nauczycielowi, który może mu poświęcić czas sam na sam, ma szansę skupić się na nauce.
Może w szkole specjalnej opieka byłaby jeszcze lepsza.
Chodziłam z nim na wczesne wspomaganie rozwoju do szkoły specjalnej i pani dyrektor powiedziała, że program nauczania jest dla dzieci z niższą normą intelektualną i nikt dla jednego dziecka nie zwiększyłby wymagań. Sama mówiła, że to nie miejsce dla niego. W szkole też nikt nigdy nawet tego nie sugerował. Odwrotnie, mówią, że ma potencjał i nie można go marnować. Więc robią wszystko, żeby się udało, bo problemem są – tylko lub aż – relacje społeczne.
Nie łatwiej byłoby mu skupić się w domu?
Przecież jego problemem nie jest nauka – w czwartej klasie miał czwórki, piątki i szóstki na świadectwie – ale przyswojenie norm społecznych. Dzięki nauce w szkole ma określony rytm, musi się dostosować do reguł i cały czas pozostaje w kontakcie ze swoją klasą. Codziennie z kimś rozmawia. Gdyby został w domu, toby go cofnęło w rozwoju. Szkoła pełni niezastąpioną funkcję socjalizacyjną. Może w przyszłym roku spróbujemy z asystentem w klasie. Ale to, co osiągnęliśmy w ciągu tych dwóch lat takim sposobem nauki, jest nieporównywalne. Dlaczego jednym ruchem Ministerstwo Edukacji Narodowej chce odebrać mojemu synowi i innym dzieciom takim jak Marcel taką szansę?