Jeśli reforma edukacyjna wejdzie w życie musimy przygotować się na chaos; podstawa programowa przygotowywana jest w pośpiechu i na kolanie, a w takich warunkach nie może powstać nic dobrej jakości - mówiła w czwartek w Sejmie rzeczniczka Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer.

Szefowa MEN Anna Zalewska poinformowała w czwartek, że nowa podstawa programowa jest prawie gotowa, a jej projekt zostanie przez nią podpisany 14 lutego. Projekt podstawy programowej kształcenia ogólnego, która ma obowiązywać po wejściu w życie reformy zmieniającej strukturę szkół, resort edukacji skierował do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji publicznych pod koniec stycznia.

Odnosząc się do zapowiedzi szefowej MEN ws podstawy programowej Lubnauer stwierdziła, że projekt został stworzony w pośpiechu, bez porozumienia i bez konsultacji m.in. z "ekspertami z prawdziwego zdarzenia". "Nic co w ten sposób powstanie nie może być dobrej jakości" - oceniła posłanka Nowoczesnej.

"Tak naprawdę nie wiemy, jakie uwagi ekspertów zostaną uwzględnione, ale wiemy jakie są ich opinie o tych programach" - mówiła Lubnauer. Według niej, "eksperci mówią, iż są one archaiczne, że nie ma korelacji między przedmiotami". "Wiemy, że pojawia się nawet słowo +skansen+" - dodała wskazując, że minister Zalewska nowe podstawy programowe nazywa nowoczesnymi.

Reklama

W ocenie Lubnauer po reformie edukacji, którą wprowadza PiS należy spodziewać się chaosu. "Najpierw będzie chaos, ponieważ we wszystkich gminach muszą być przyjęte nowe sieci szkół. Po chaosie będą podręczniki. Nauczyciele i rodzice dość szybko przekonają się, że są one słabej jakości, przygotowane na kolanie i oparte o złe programy" - mówiła posłanka Nowoczesnej.

Następnie - według niej - "rodzice obecnych szóstoklasistów przekonają się, że ich dziecko w siódmej klasie ma podstawę programową niedopasowaną do dotychczasowej podstawy programowej", bo - jak zaznaczyła - do szóstej klasy takie dziecko będzie szło według jednej podstawy programowej, a siódma i ósma klasa będzie się uczyć według innej podstawy.

Reklama

"Kulminacja tego bałaganu będzie w 2019 r., w momencie, w którym dwa roczniki pójdą równolegle do szkół" - stwierdziła Lubnauer.

Ironizowała, że opozycja powinna się temu procesowi spokojnie przyglądać, punktować PiS i wykorzystać to w kolejnych wyborach parlamentarnych. "Szkoda jednak dzieci" - zaznaczyła posłanka Nowoczesnej. Dlatego, jak dodała, jej partia opowiada się za przeprowadzeniem referendum ws. zmian w systemie edukacji.

"Jeśli referendum okaże się nieskuteczne (...), jeżeli ta reforma przejdzie, obiecujemy, że będziemy bardzo uważnie patrzeć PiS na ręce. Będziemy starać się jak najbardziej zmniejszać złe skutki tej reformy dla dzieci" - podkreśliła Lubnauer.

Porozumienie w sprawie referendum, w którym Polacy mieliby odpowiedzieć na pytanie: "Czy jest pan/pani przeciwko reformie edukacji, którą rząd wprowadza od 1 września 2017 roku", podpisali we wtorek przedstawiciele partii politycznych, stowarzyszeń, organizacji i ruchów społecznych popierających pomysł referendum, m.in. Krajowego Porozumienia Rodziców i Rad Rodziców, Społecznego Towarzystwa Oświatowego, Krajowego Forum Oświaty Niepublicznej, OPZZ, PO, Nowoczesnej, PSL, Razem i Inicjatywy Polska. Inicjatorem akcji był Związek Nauczycielstwa Polskiego.

Reforma edukacji, w ramach której zmieniona zostanie m.in. struktura szkół, rozpocznie się od roku szkolnego 2017/2018. W miejsce obecnie istniejących typów szkół zostaną wprowadzone stopniowo: 8-letnia szkoła podstawowa, 4-letnie liceum i 5-letnie technikum oraz dwustopniowe szkoły branżowe; gimnazja mają zostać zlikwidowane.