Studenci skarżą się, że ich prace nie są chronione w systemach antyplagiatowych. Resort nauki twierdzi, że to sprawa uczelni.
– Przypadkowo odkryłam, że jeden z systemów ma nieszczelność i publikuje dane swoich klientów z nazwiskami, adresami e-mail i statusami pracy. Rekordów jest ponad 7 tys. – zwraca uwagę jeden z czytelników DGP. Właściciel systemu antyplagiatowego już rozwiązał ten problem. Teraz do tych informacji można mieć dostęp tylko po zalogowaniu.
Z innymi przypadkami spotkał się natomiast rzecznik praw studenta. – Docierają do mnie sygnały, że studenci na własną rękę sprawdzają sobie pracę w systemie antyplagiatowym. Otrzymują wynik, że praca nie jest plagiatem. Po czym, gdy weryfikacji dokonuje już uczelnia, okazuje się, że z uwagi na to, że tekst był już umieszczony w systemie, wykrywany jest plagiat – mówi Justyna Rokita, rzecznik praw studenta.
Reklama
Problem wynika stąd, że niektóre systemy antyplagiatowe są wątpliwej jakości i niedostatecznie dbają o zamieszczane teksty. Nie ma bowiem żadnych wytycznych, które określałyby standardy dla tych programów. – Może problem udałoby się rozwiązać przez określenie np. w rozporządzeniu minimalnych wymogów dla programów antyplagiatowych. W nich można by wskazać nie tylko zasady przetwarzania treści prac i ochrony danych osobowych ich autorów, ale także standardy ich wydajności czy sprawności – wskazuje dr Sebastian Kawczyński, twórca systemu Plagiat.pl.

Reklama
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie planuje jednak wprowadzać takich warunków. – Obecnie uczelnie nie mają obowiązku ustawowego sprawdzania prac dyplomowych z wykorzystaniem systemów antyplagiatowych – wskazuje resort w odpowiedzi przygotowanej dla DGP. Został on bowiem odroczony i zacznie obowiązywać dopiero od roku akademickiego 2018/2019. Tak przewiduje znowelizowana ustawa – Prawo o szkolnictwie wyższym (t.j. z 2016 r. poz. 1842). Uczelnie będą musiały wtedy sprawdzać każdą pracę pisemną przed egzaminem dyplomowym, wykorzystując do tego jednolity system antyplagiatowy.
– Teraz to same szkoły wyższe decydują, czy i z jakiego systemu korzystają. Warunki są określone w umowie czy porozumieniu zawartym pomiędzy uczelnią a firmą, która udostępnia system. Każda szkoła wyższa powinna jednak dbać o zapewnienie ochrony przetwarzanych przez nią danych zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych – zaznacza resort.
Problem może zniknąć, gdy pojawi się wspomniany system jednolity, nad którym Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego już pracuje. – Takie rozwiązanie zostało przyjęte przez ministerstwo m.in. z uwagi na zapewnienie ochrony własności intelektualnej oraz danych osobowych studentów przystępujących do obrony pracy dyplomowej i autorów obronionych już tekstów – wskazuje resort.
Eksperci są jednak sceptyczni. – Nie ma żadnej gwarancji, że takich problemów jak obecnie nie będzie ze stosowaniem jednolitego systemu antyplagiatowego – uważa dr Sebastian Kawczyński. – Teraz na rynku działa konkurencja, która wymusza doskonalenie się systemów. Gdy powstanie jeden, darmowy system, z którego będą musiały korzystać uczelnie, praktycznie jej nie będzie – dodaje Kawczyński.
Inny pomysł ma prof. Krzysztof Diks, przewodniczący Polskiej Komisji Akredytacyjnej. – W mojej ocenie nie jest potrzebny żaden system antyplagiatowy. Wystarczy, żeby uczelnie miały obowiązek umieszczania tekstów prac dyplomowych na swoich stronach internetowych. Wówczas nie tylko wykrywane byłyby plagiaty, ale także można by ocenić, jakiej jakości są bronione prace w szkołach wyższych – uważa prof. Diks.