statystyki

Obowiązkowe dyżury anestezjologów rujnują szpitale powiatowe

autor: Aleksandra Kurowska27.01.2016, 07:25; Aktualizacja: 27.01.2016, 08:46
medycyna, pielęgniarka, badania, pacjent, szpital, zdrowie

Wiceminister przypomina, że radiolodzy nie zawsze mają nawet bezpośredni kontakt z pacjentami, ponieważ do badania ustawia ich technikźródło: ShutterStock

Obowiązek zatrudniania przez całą dobę radiologa i dwóch anestezjologów rujnuje finanse małych placówek. Chcą przekonać resort zdrowia, by uelastycznił przepisy. Ten nie mówi „nie”.

reklama


reklama


– Wiele szpitali powiatowych ma w ciągu miesiąca tylko parę ostrych przypadków, przy których dodatkowy anestezjolog byłby potrzebny. Roczny koszt utrzymania lekarza tej specjalności to 600 tys. zł i więcej – wyjaśnia Radosław Pigoń, dyrektor Szpitala Powiatowego w Radomsku. Tymczasem część szpitali cały budżet na leczenie z NFZ ma na poziomie 20–30 mln zł i musi za to utrzymać budynki, personel, sprzęt, leki.

– Rzeczywiście są mniejsze podmioty, gdzie wystarczy jeden anestezjolog na dyżurze. W niektóre dni już popołudniami zabiegów planowanych się nie wykonuje – potwierdza Piotr Miadziołko, dyrektor szpitala powiatowego w Gostyniu i członek Rady Naczelnej Polskiej Federacji Szpitali. Bez trudu znaleźliśmy placówki, których szefowie przyznali, że u nich przez większość doby są właśnie takie przestoje. Podkreślali, że w razie potrzeby szpital może się zabezpieczyć, mając dodatkowego lekarza pod telefonem. Ale rozporządzenie ministra zdrowia z 20 grudnia 2012 r. w sprawie standardów postępowania medycznego w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii dla podmiotów wykonujących działalność leczniczą (Dz.U. z 2013 r. poz. 15) nie dopuszcza takiej możliwości.

– Nie chodzi o to, by wszyscy mieli tylko po jednym anestezjologu, ale o zdrowy rozsądek. Powinno się zostawić dyrektorom możliwość decyzji – mówi dyrektor Pigoń. I zapewnia, że szefowie placówek nie będą ryzykować dobra pacjentów i narażać szpitali na procesy. – U mnie zostawimy ich więcej, ponieważ szpital ma dużo oddziałów, a na dodatek leży koło dwóch ważnych dróg i trafiają do nas też ofiary wypadków – wyjaśnia.

Ale jego placówka ma inny problem ze sztywnymi regulacjami. Choć zdjęcia radiologiczne pacjentów są opisywane zdalnie przez zewnętrzną firmę, musi mieć przez całą dobę radiologa. Jak i inne szpitale. – Zarówno radiologów, jak i anestezjologów brakuje. Przy obecnych możliwościach zdalny opis zdjęć powinien być standardem – mówi Pigoń. Dlatego część szpitali z teleradiologii korzysta, ale ostatnio łódzki oddział NFZ przeprowadził kontrole i kwestionował to rozwiązanie. – U mnie lekarza nie było pięć dni w miesiącu. Dostaliśmy karę i zagrożono nam odebraniem kontraktu, na czym najbardziej straciliby pacjenci – mówi Pigoń.

Drodzy specjaliści

Drodzy specjaliści

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Poszczególne oddziały funduszu różnie podchodzą do tej sprawy, niektóre zgadzają się na takie rozwiązanie w placówkach medycznych mających kontrakty, a inne nie. Dlatego wyjaśnienie tej kwestii w przepisach i ujednolicenie zasad na pewno byłoby przydatne – przyznaje wiceminister zdrowia Marek Tombarkiewicz. Centrala funduszu powołując się na rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego z 20 października 2014 r. (Dz.U. poz. 1441), twierdzi, że lekarz jest potrzebny.

Czy są szanse na zmianę przepisów?

Tombarkiewicz był szefem szpitala powiatowego w Staszowie i dokładnie zna bolączki dyrektorów podobnych placówek. – Dyskusja na temat zmian w wymogach na pewno nas czeka. Musimy przeanalizować skalę problemów, to, jakie są faktyczne koszty utrzymania dwóch anestezjologów i radiologów w małych szpitalach, jak często są oni wykorzystywani i czy placówki rzeczywiście spełniają ten wymóg – mówi. Przypomina jednak, że wymogi podnoszono z myślą o bezpieczeństwie pacjentów.

Zwolennikami teleradiologii są właściwie wszyscy. Wiceminister, eksperci, politycy, a nawet pacjenci. – To dobry pomysł, pod warunkiem że lekarz opisujący wyniki będzie mieć dobre zaplecze. Nie powinien oglądać badań np. na telefonie komórkowym – mówi Ewa Borek, prezes Fundacji My Pacjenci. Podobnie uważa m.in. wiceszef sejmowej komisji zdrowia Tomasz Latos, lekarz radiolog. A wiceminister przypomina, że radiolodzy nie zawsze mają nawet bezpośredni kontakt z pacjentami, ponieważ do badania ustawia ich technik.

Więcej wątpliwości budzą zmiany dotyczące anestezjologów. – Obowiązek zatrudniania dwóch wprowadzono na fali protestów tej grupy zawodowej pod koniec lat 90. Chodziło o to, by gdy jeden jest na bloku operacyjnym, drugi opiekował się pacjentami na intensywnej terapii – mówi Jerzy Gryglewicz, ekspert Uczelni Łazarskiego. – Propozycja wymaga analizy. Pacjenci co do zasady chcą się leczyć w ośrodkach z najlepszym dostępem do specjalistów – mówi Ewa Borek. Podkreśla, że przy porodach drugi lekarz na telefon może być w wielu przypadkach rozwiązaniem, ale w innych lepszym wyborem może być leczenie w szpitalu bardziej specjalistycznym. 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • anestezjolog(2016-01-27 12:24) Odpowiedz 120

    Szanowni Państwo, Anestezjolog zajmuje się znieczuleniami i pacjentami w stanie bezpośredniego zagrożenia życia. Jak Pani Ewa Borek - wyobraża sobie - że lekarz z oddziału Intensywnej Terapii wyjdzie i znieczuli pacjentkę do pilnego cięcia? Co ma zrobić zostawić samych pacjentów - którzy są w stanie bezpośredniego zagrożenia życia i w każdej chwili może się coś z nimi dziać czy ma pójść uratować dziecko i ciężarną???? nie po to wymyślano takie rozwiązania i po to właśnie anestezjolodzy walczyli o bezpieczeństwo pacjentów, żeby to teraz przekreślać..... A że drogo? mój Boże i tak taniej niż odszkodowania za śmierć pacjenta z powodu braku lekarza na dyżurze (już nie piszę o moralnej kwestii) Drugi anestezjolog nie jest rozwiązaniem - jest obowiązkiem, zarówno wynikającym z przywołanego rozporządzenia MZ jak i z czysto ludzkich przyczyn. Może ekspertami w końcu powinni być właściwi ludzie.... A tym bardziej prezes Fundacji My Pacjenci powinien o nich dbać a nie poddawać w wątpliwość liczbę lekarzy do opieki nad pacjentem. - o to Polska właśnie. Każdy się na wszystkim zna, a jak dramat - to jak to mogło się wydarzyć.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • prawdziwy radiolog(2016-01-30 00:36) Odpowiedz 80

    posadze tego Tymbarkiewicza za monitorem i będzie uprawiał telemedycyne ratunkową, a tego Pigonia zrobimy telepołożnikiem. Nie znosze ignorantów, dlatego wiem jak często trafny opis zawdzięczam rozmowie z pacjentem albo jedynie spojrzeniu na pacjenta , który jest w zasięgu. To samo dotyczy planowania faz badania tomografii z kontrastem. Nie podjąłbym się opisywania badania planowanego nie przeze mnie. Ta cała zgraja teleradiologów powinna sie raczej nazwać obrazkologami. Działanie w tym trybie naraża pacjenta na nietrafne rozpoznanie,wykonywanie dodatkowych niepotrzebnych badań, gdyż odbywa się najczęściej przy niedostatku informacji potrzebnych do trafnej interpretacji. Inna sprawa, że kwoty które szpitale poprzez NFZ płacą zewnętrznym firmom, w których siedzą na taśmie obrazkolodzy są zawsze większe niż porównywalnych szpitali ze stacjonarnymi lekarzami (do sprawdzenia na stronach informatora umów NFZ) Oznacza to, że publiczny płatnik dotuje prywatne firmy.

  • dotka(2016-01-29 08:25) Odpowiedz 60

    Dziennikarz się postarał. Tytuł znowu sugeruje, że to lekarze są czemuś winni, np. rujnowaniu szpitali. Tymczasem sedno rzeczy tkwi w nierealnej ustawie, na którą nie ma środków, braku dofinansowania przez NFZ, niskiej wycenie procedur i kiepskiej organizacji szpitali. Lekarze w tych szpitalach tylko pracują wg warunków, jakie im politycy zapewniają.

  • interna(2016-02-02 13:00) Odpowiedz 50

    A i tak na dyżurze w powiatowym szpitalu najwięcej roboty ma internista. Liczne konsultacje, ostre przyjęcia (włącznie ze stanami zagrożenia życia, bo to że ktoś nie jest zaintubowany, to nie znaczy że nie jest w takim stanie). Zgadza się, że anestezjolog na dyżurze do "najwyższa instancja", schodzi tylko jak już musi, albo gdy nas lubi. W innych przypadkach radź sobie sam. Zarabiają godnie (nie dużo!), a i interniści też by chcieli zarabiać podobnie.

    Pokaż odpowiedzi (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

reklama