W szpitalu im. Kopernika w Łodzi w piątek wstrzymano przyjęcia pacjentów na oddział ortopedyczny. W ten sposób została zawieszona praca w jednym z 14 działających w kraju centrów urazowych. Stało się to dzień po zawarciu ugody między ministrem zdrowia i Porozumieniem Rezydentów, które miało zakończyć trwającą od października akcję protestacyjną, polegającą głównie na wypowiadaniu klauzuli opt-out, czyli zgody na pracę powyżej 48 godzin tygodniowo. Utrudniła ona funkcjonowanie wielu placówek, które bazowały przede wszystkim na pracy lekarzy ponad ustawową normę.

Pieniądze na służbę zdrowia

Pieniądze na służbę zdrowia

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Klauzule opt-out wypowiedziało u nas 45 ze 162 rezydentów. Jak dotąd żaden z nich nie przyszedł z propozycją ponownego jej podpisania – wylicza Julia Ścigała z biura prasowego łódzkiej placówki. To jeden z powodów wstrzymania pracy oddziału ortopedycznego i centrum urazowego. Zabrakło wystarczającej obsady dyżurowej. – Lekarzy nie przekonały nawet podwyżki o 51 proc., do 7 tys. zł. Gdy do tego dojdą trzy dyżury, pensja rośnie do 14 tys. zł, a przy sześciu do 19 tys. zł. Zgodzili się na nie lekarze z innych oddziałów. Na oddziale urazowo-ortopedycznym żądają jednak 100-proc. wzrostu płac – wyjaśnia Julia Ścigała.

W szpitalu im. Biziela w Bydgoszczy protestowało ok. 70 lekarzy, głównie rezydentów. Po zakończeniu akcji umowę opt-out podpisał... jeden. – Trwają negocjacje z kolejnymi, głównie dotyczące wysokości wynagrodzeń – mówi Kamila Wiecińska, rzeczniczka szpitala. W dziecięcym szpitalu klinicznym w Warszawie klauzulę wypowiedziało 99 lekarzy. Od zeszłego tygodnia nikt nie wrócił do dłuższego czasu pracy. Podobnie jest w szpitalu w Krakowie Prokocimiu. – Ze 100 lekarzy, którzy zrezygnowali z klauzuli opt-out, na razie tylko jeden podpisał ją na nowo – mówi Natalia Adamska-Golińska, rzeczniczka placówki. Dyrekcja ma nadzieję, że lekarze specjaliści wrócą, bo faktycznie wiele dyżurów było realizowanych w tych godzinach, które są ponad 48-godzinowy wymiar czasu pracy.

W klinicznym szpitalu dziecięcym w Białymstoku umowy opt-out wypowiedziało ok. 90 proc. lekarzy. Na razie nikt nie wrócił do dawnych zasad pracy. Specjaliści walczą o podwyżki. Okazało się bowiem, że po podwyżkach, które zagwarantował były minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, niektórzy zaczęli zarabiać mniej niż ich młodsi koledzy będący w trakcie zdobywania specjalizacji.

Taka sytuacja wywołała też burzę w łódzkim szpitalu im. Jonschera. – Lekarze specjaliści zarabiają dziś 4,5 tys. zł brutto, czyli mniej niż rezydenci. Wszyscy specjaliści wystąpili więc z podaniem o wzrost płac. Domagają się dwóch średnich krajowych. Inaczej nie będą szkolić rezydentów – informuje Kamil Szyszow, zastępca dyrektora ds. medycznych szpitala. Placówka nie jest w stanie przystać na taką propozycję, bo to oznaczałoby utratę płynności finansowej.

Aby rozwiązać część kłopotów z wynagrodzeniami w szpitalach, Ministerstwo Zdrowia zaproponowało, że dopłaci wszystkim specjalistom tak, aby ich podstawowa pensja wynosiła 6,7 tys. zł brutto, jeżeli zgodzą się na pracę w jednym szpitalu. Dyrektorzy szpitali mówią, że zapowiedzi ministra zdrowia nie są dla nich jasne. – A co z tymi lekarzami, którzy już zarabiają więcej? Czy też będą mieli obowiązek pracować w jednym miejscu – zastanawia się Jolanta Węgłowska, dyrektor ds. medycznych wrocławskiego szpitala specjalistycznego. Według niej lekarze, którzy za podwyżkę będą musieli pracować w jednym miejscu, mogą czuć się potraktowani niesprawiedliwie w porównaniu z kolegami, którzy już wcześniej zarabiali więcej. – Poza tym po podwyżkach rezydent z najwyższą pensją może mieć podobne wynagrodzenie jak specjalista, to krzywdzące dla lekarzy z kilkunastoletnim stażem – dodaje.

Są miejsca, gdzie sytuacja wraca do normy. W szpitalu nr 1 w Rzeszowie, w którym protestowało ponad 80 lekarzy, pracownicy zaczynają powoli podpisywać umowy o dłuższym czasie pracy. Sam minister zdrowia Łukasz Szumowski deklarował, że otrzymał wiadomości od kilku szpitali, w których lekarze wrócili do pracy, m.in. wojewódzkiego szpitala w Opolu.

W podpisanym 7 lutego porozumieniu minister zdrowia zaproponował obok wyższych wynagrodzeń dla lekarzy i rezydentów również zwiększenie nakładów na służbę zdrowia do 6 proc. PKB do 2024 r., a także odbiurokratyzowanie pracy lekarzy i wprowadzenie sekretarek medycznych.