Fundacja Promocji Aut Elektrycznych chce wprowadzenia zakazu importu starych samochodów.
ikona lupy />
Prognoza liczby osobowych aut elektrycznych w Polsce do 2050 r. / Dziennik Gazeta Prawna
Bez zakazu wjazdu pojazdów spalinowych do centrów miast i zablokowania importu starych samochodów do Polski rządowy plan miliona e-aut może być zagrożony. Tak wynika z raportu Fundacji Promocji Aut Elektrycznych (FPAE) i Cambridge Econometrics. – Do elektryfikacji transportu potrzebna jest odwaga. Potrzebujemy bowiem blokady importu zdezelowanych diesli do Polski – uważa Marcin Korolec, szef FPAE i były minister środowiska.
– To jest również wyzwanie prawne. Jak to zorganizować, by się obronić przed zarzutami Trybunału Sprawiedliwości UE o naruszaniu swobodnego przepływu towarów – zastanawia się Korolec. Wiceszef fundacji Krzysztof Bolesta dodaje, że ważne jest pozwolenie samym samorządom na regulowanie kwestii wjazdu aut z silnikiem spalinowym do centrów. A ustawa o elektromobilności zabrania im pobierania za to opłat.
Postulat ograniczenia wjazdu do centrów podoba się Aleksandrowi Śniegockiemu z Wise Europe. – W okresie przejściowym zamiast zakazów można rozważyć wprowadzenie opłat dla najbardziej emisyjnych pojazdów – zauważa. Trudniej będzie zakazać importu starych aut. – Efektywniejszym i bezpieczniejszym prawnie sposobem byłoby zróżnicowanie akcyzy w zależności od spełnianych norm emisyjnych. W obu przypadkach da to dodatkowy impuls dla elektromobilności, jednak najważniejsza będzie poprawa jakości powietrza – uważa.
Obecnie ok. 60 proc. samochodów wchodzących na nasz rynek to używane auta z zagranicy. A problem może narastać, jeśli europejskie miasta szybciej niż my będą przechodzić na pojazdy elektryczne i pozbywać się starej floty.
– W Polsce mogą powstać zakłady do produkcji baterii do e-aut. To jakiś pomysł na transformację Śląska, choć oczywiście nie zatrudni się wszystkich górników przy mocno zautomatyzowanym procesie produkcji baterii – mówi Korolec.
Rewolucja związana z elektromobilnością będzie sprzyjała tworzeniu nowych miejsc pracy i wzrostowi gospodarczemu. W perspektywie 2050 r. cały transport publiczny będzie na prąd. Dzięki rozwojowi e-aut do 2030 r. – według autorów raportu – może powstać niemal 51 tys. miejsc pracy, a do 2050 r. nawet ponad 81 tys., choć zniknie przy tym część etatów w tradycyjnym przemyśle samochodowym. Jednak przestawienie się kierowców na auta elektryczne może w perspektywie 2050 r. spowodować spadek wydatków na paliwo o połowę.
To zaś będzie się wiązało ze wzrostem zużycia energii elektrycznej ze 150 TWh w 2015 r. do 260 TWh w 2050 r., co może stanowić bodziec do inwestycji w nowe elektrownie. Ale – podkreślają autorzy – przede wszystkim te na odnawialne źródła energii, bo węglowe nie pozwolą na zmniejszenie emisji zanieczyszczeń, czemu ma służyć rozwój elektromobilności. Sęk w tym, że problemem jest infrastruktura do ładowania e-aut. W całym kraju istnieje tylko 300 takich punktów publicznych. Według autorów raportu do 2020 r. powinno być ich ok. 127 tys., a w 2025 r. – ok. 1 mln.
Jak pisaliśmy w styczniu, współpracą z Polską – jeśli chodzi o e-auta – było pośrednio zainteresowane BMW. Jednak temat umarł po unieważnieniu umów farmom wiatrowym na zielone certyfikaty. Wśród tych firm była spółka C&C Wind, której udziałowcem jest niemiecki Nordex, w którym udziały ma współwłaścicielka BMW Susanne Klatten oraz jej mąż Jan. Jak ustalił DGP, Jan Klatten jest jednym z inwestorów w amerykańskiej firmie ładowarek Charge Point. Według naszych informatorów to ona wraz z białostocką spółką Electrum miała przygotować projekt infrastruktury ładowania e-samochodów. Charge Point nie odpowiedziała na nasze pytania. ⒸⓅ
Dzięki rozwojowi e-aut do 2030 r. ma powstać 51 tys. miejsc pracy
Eksperci w lutym ocenią e-auto znad Wisły
Komisja ekspertów powołana przez ElectroMobility Poland (EMP) jeszcze w tym miesiącu ma wytypować projekt samochodu elektrycznego, który zostanie skierowany do produkcji. Jednymi z kryteriów branych pod uwagę będą wielkość i cena auta.
Spółka odpowiedzialna za program elektromobilności w Polsce pod koniec ubiegłego roku rozstrzygnęła konkurs na wizualizację nadwozia. Kolejnym krokiem ma być budowa jeżdżącego prototypu. EMP chciałaby, aby był on gotowy za kilkanaście miesięcy. Rząd podtrzymuje deklarację o milionie aut elektrycznych w Polsce już w 2025 r.
– Podoba mi się młoda generacja konstruktorów, ludzi chętnych do stworzenia polskiego samochodu. Oni podchodzą do tego z wielkim zapałem – mówi Zbysław Szwaj, konstruktor leoparda – polskiego samochodu elektrycznego z Mielca – i członek komisji. W gronie ekspertów znalazł się też Wojciech Sierpowski, który od 1992 r. jest członkiem jury Car of the Year i jako jedyny Polak był jurorem w światowym konkursie Car of the Century. – Oczekujemy od projektów przede wszystkim innowacyjności, ponieważ wchodzenie w bezpośrednią konkurencję z firmami samochodowymi, które od wielu lat zajmują się elektromobilnością, nie będzie proste – tłumaczy Sierpowski.
Prawie 200 podmiotów jest zainteresowanych budową polskiego e-auta. – Ekspertów interesuje, jakie przewagi konkurencyjne może mieć dany pojazd, jakie będzie posiadał funkcje i czy jego produkcja będzie rentowna – wylicza Piotr Zaremba, dyrektor zarządzający ElectroMobility Poland. Wśród projektów, które trafiły do komisji, znalazły się m.in. elektryczny crossover z napędem na cztery koła oraz e-wersja nowej syreny. – Mamy nadzieję, że tak jak pierwsza syrena obudziła w Polakach mobilność, tak e-syrena pobudzi elektromobilność – mówi Piotr Kiljańczyk z AK Motor, które startuje w postępowaniu.