Pracownicy stawiają szefostwu Biedronki 18 zarzutów. Wśród wskazywanych przez nich nieprawidłowości są m.in.: obowiązek planowania dwóch dni opieki nad dzieckiem do lat 14, czyli niemożność brania ich w dowolnym, dogodnym dla pracownika momencie, brak zapewnienia wymaganego tygodniowego odpoczynku (nieprzerwany urlop), co najmniej raz na cztery tygodnie niedzieli wolnej od pracy oraz 15-minutowych przerw, co jest spowodowane brakiem etatów i nadmierną liczbą obowiązków. Poza tym pracownicy skarżą się na ustalanie urlopów bez porozumienia z nimi, delegowanie do pracy w innych miejscowościach bez ich zgody czy rozliczanie czasem wolnym przepracowanych godzin nadliczbowych bez ich pisemnej zgody.

– Ponieważ pracownicy obawiają się konsekwencji dyscyplinarnych za złożone zgłoszenia, wnioskujemy również o przeprowadzenie anonimowej ankiety wśród nich na temat stosowania mobbingu. Zwłaszcza że wcześniejsze kontrole inspektora pracy potwierdziły ten fakt – dodaje przedstawiciel NSZZ „Solidarność” w sieci Biedronka.

Od szczegółu do ogółu

Główny inspektor pracy Roman Giedrojć w rozmowie z DGP przyznaje, że pismo w sprawie kontroli od Solidarności w Biedronce wpłynęło do GIP dopiero wczoraj. Zostanie szczegółowo przeanalizowane, by ustalić, co dokładnie będzie w sieci sprawdzane. Zauważa, że największą wadą wniosków jest duży stopień ogólności zgłaszanych zarzutów. Do tego często bywa, że nieprawidłowości dopuszczają się kierownicy tylko niektórych sklepów, czyli nie jest to działanie systemowe.

– Jednak zarzut dotyczący choćby obowiązku planowania dwóch dni opieki nad dzieckiem do lat 14 jest poważny i uzasadnia podjęcie czynności kontrolnych. W harmonogramie na ten rok nie mieliśmy dotąd formalnie ujętej Biedronki, dlatego nie wykluczam, że zdecydujemy się na pilotażowe kontrole w wybranych sklepach. Jeśli zgłoszone przez pracowników nieprawidłowości się potwierdzą, zwiększymy zasięg prac na całą sieć – tłumaczy Roman Giedrojć.

Pismo w sprawie zbadania sytuacji w Biedronce, które trafiło do Inspekcji Pracy, zostało również wysłane do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

– Liczymy na poparcie ze strony resortu. To zwiększa szanse na kompleksową akcję, podobną do tej z 2007 r., która została przeprowadzona bardzo szeroko. Inaczej może zostać ograniczona tylko do kilku wybranych placówek handlowych – słyszymy od przedstawiciela NSZZ „Solidarność”.

Nic do ukrycia

Przypomnijmy – kontrola w 2007 r. miała miejsce na wniosek prokuratury i była kontynuacją śledztwa, które ruszyło w 2004 r. po wybuchu skandalu wywołanego ujawnieniem fatalnych warunków pracy w sklepach sieci Biedronka. Wtedy przez ponad rok ponad 100 pracowników inspekcji pracy badało nieprawidłowości w kilkuset marketach. Wyszły na jaw: łamanie prawa pracy, niewypłacanie wynagrodzeń za nadgodziny, nierzetelne prowadzenie ewidencji czasu pracy i nieprawidłowości przy udzielaniu pracownikom urlopów wypoczynkowych.

MRPiPS potwierdza, że otrzymało do wiadomości wniosek o przeprowadzenie kontroli. Z informacji uzyskanych z biura prasowego resortu wynika, że wiceminister Stanisław Szwed zwrócił się do głównego inspektora pracy z prośbą o poinformowanie go o wynikach przeprowadzonej kontroli. To oznacza, że decyzję w sprawie zasięgu akcji ministerstwo zostawia w rękach GIP.

Co na to Jeronimo Martins Polska, właściciel sieci? Firma podkreśla, że jest odpowiedzialnym pracodawcą, który bezwzględnie przestrzega prawa pracy.

– Szczególną wagę przykładamy do kwestii związanych z bezpieczeństwem i higieną pracy oraz prawidłowym rozliczaniem czasu pracy, a także traktowaniem pracowników z szacunkiem i poszanowaniem ich godności. Wdrożyliśmy w tym celu rozwiązania systemowe pozwalające zarządzać tymi kwestiami i sprawować należyty nadzór. Każdy sygnał dotyczący ewentualnych nieprawidłowości jest przez nas sprawdzany, a w przypadku jego potwierdzenia podejmowane są stosowne kroki – informuje biuro prasowe Jeronimo Martins Polska, przyznając jednocześnie, że sieć jest na bieżąco sprawdzana przez inspekcję pracy pod względem prawidłowości dokumentacji bhp, rozliczania czasu pracy, oznakowania i drożności dróg oraz wyjść ewakuacyjnych. – Jeśli kontrola PIP wykazuje uchybienia w danym sklepie, są one niezwłocznie korygowane – zapewnia biuro prasowe firmy.

Inspekcja pracy potwierdza, że co roku weryfikuje warunki pracy obowiązujące w Biedronce. Są to jednak kontrole wyrywkowe, z których wynika, że sytuacja w sieci w ostatnich latach się poprawiła. Zdaniem inspektorów nie można jednak wykluczyć, że teraz, kiedy branża boryka się z niedoborem kadrowym, warunki pracy znowu uległy pogorszeniu.

Na ich zmianę na gorsze wskazuje Bożena Łopacka, zatrudniona w Biedronce w latach 2000–2004, która wystąpiła z pozwem przeciwko sieci o zapłatę za godziny nadliczbowe i wygrała proces. Dziś współpracuje ze Stowarzyszeniem Stop Wyzyskowi – Biedronka. Przyznaje, że po nagłośnieniu sprawy warunki pracy się poprawiły. Od roku otrzymuje jednak sygnały od pracowników, że znowu jest gorzej.

Podobne wnioski płyną z zakończonej właśnie kontroli w 13 sklepach Praktikera. Inspektorzy ujawnili niepłacenie wynagrodzenia za pracę i ekwiwalentu za pranie odzieży roboczej na czas, obsługę wózków jezdniowych przez pracowników, którzy nie mieli na to zezwolenia, i niezapewnianie pracującym dostępu do szatni oraz umywalni. W efekcie sieć, w praktyce w stanie upadłości, musi zapłacić 512 pracownikom 1,5 mln zł zaległych świadczeń. 

Pracownicy kontra markety

O problemach zatrudnionych w sieciach handlowych pisaliśmy w tym roku już niejednokrotnie. Zaczęło się od artykułu „W Auchan musisz się przyznać, że bierzesz 500 zł na dziecko”, który ukazał się 25 stycznia 2017 r. Poruszyliśmy w nim problem pracowników tej sieci, którzy pod groźbą zwolnienia z pracy musieli wypełniać zaświadczenia, czy otrzymują świadczenia w ramach programu „Rodzina 500 plus”. Auchan zapowiedział, że będzie doliczać 500 plus do dochodu, który jest podstawą do wypłat zapomogi z zakładowego funduszu świadczeń socjalnych. Konsekwencją artykułu była kontrola francuskiej sieci, którą zarządziła Elżbieta Rafalska, minister rodziny, pracy i polityki społecznej, o której poinformowaliśmy w tekście „Wielka inspekcja w sieciach handlowych” z 31 stycznia 2017 r. Objęto nią centralę francuskiej firmy, centra dystrybucyjne oraz sklepy należące do sieci. Doniesienia o nieprawidłowościach okazały się prawdziwe. Wkrótce wyszło na jaw, że nie są to jedyne zarzuty, jakie pracownicy stawiają tej sieci, a Auchan nie jest jedyną firmą, w której zatrudnieni uskarżają się na warunki pracy.

2 maja doszło do ogólnopolskiego protestu pracowników handlu. Przygotowania do niego opisaliśmy w artykule „Bunt Biedronek. Co o rynku pracy mówią protesty w marketach” z 27 kwietnia br. Początkowo protest miał odbyć się wyłącznie na terenie sklepów sieci Biedronka. Ostatecznie przystąpili do niego również pracownicy Dino i Tesco. Chodziło o zwrócenie uwagi konsumentów i zarządów firm na warunki panujące w marketach. Ponieważ protest niewiele zmienił, pracownicy popularnych sieci weszli w spór zbiorowy z pracodawcą. Zatrudnieni w Tesco i Biedronce zagrozili nawet całkowitym paraliżem sklepów, o czym powiadomiliśmy 8 czerwca w tekście „Dyskonty i markety zamknięte na klucz”. Wcześniej, 18 maja, w artykule „Zbiorowa skarga na Biedronkę” podaliśmy informację o pozwie przeciwko Biedronce, który w tym roku zamierzają złożyć byli pracownicy sieci. W ten sposób będą walczyć o zadośćuczynienie za naruszanie ich prawa do bezpiecznych i higienicznych warunków pracy, w tym dopuszczanie do wykonywania obowiązków bez ważnych badań lekarskich. Sprawa dotyczy sytuacji sprzed kilku lat.