Zarząd spółki Jeronimo Martins, do której należy sieć dyskontów, twierdzi, że majowy protest był nielegalny.
Wśród ukaranych są i kasjerzy, i kierownik sklepu. Podobne konsekwencje wobec protestujących, jak donosi Solidarność, wyciąga też polska sieć Dino. Sieci swoje decyzje uzasadniają niewypełnianiem w sposób należyty obowiązków przez pracowników. W praktyce wiązało się to zazwyczaj z otworzeniem w dniu protestu (2 maja) tylko jednej kasy w sklepach, przez co tworzyły się olbrzymie kolejki. Zarząd spółki Jeronimo Martins, do którego należy Biedronka, twierdzi, że protest nie był legalny. Zakładowa NSZZ „Solidarność” zapewnia, że faksem poinformowała pełnomocnika zarządu JM o akcji.
– Zaznaczyliśmy w nim, że nie jest to strajk polegający na odstąpieniu pracowników od pracy. Przeciwnie, pracownicy mieli w tym dniu pracować zgodnie z przepisami prawa, bhp i procedurami wewnętrznymi firmy. Praca w tym dniu nie naruszała obowiązków pracowniczych ani dobra zakładu, co mogłoby narazić pracodawcę na szkody – wyjaśnia Piotr Adamczak, przewodniczący Solidarności w Biedronce.
Reklama
Według prawników, z którymi rozmawialiśmy, protest nie był legalny. – Prawo mówi wyraźnie, że akcja protestacyjna, nawet jeśli nie ma formy strajku, wymaga wcześniejszego wszczęcia sporu zbiorowego z pracodawcą i przeprowadzenia rokowań – tłumaczy Sławomir Paruch, wspólnik w kancelarii Raczkowski Paruch. Biedronka tuż przed rozpoczęciem akcji protestacyjnej informowała DGP, że nie jest w sporze zbiorowym z żadną z organizacji związkowych.
Prawnicy twierdzą, że kary wymierzone pracownikom są łagodne. Nagana oznacza w praktyce możliwość zablokowania awansu czy niewypłacenie premii. Ale tylko przez rok od jej udzielenia.
– Pracodawcom przysługuje w podobnych przypadkach możliwość zwolnienia pracowników organizujących udział w nielegalnym proteście, nawet w trybie dyscyplinarnym – dodaje Paruch.
Alfred Bujara, przewodniczący sekcji handlu detalicznego NZSS „Solidarność”, która koordynowała akcję, uważa, że karanie pracowników za to, że sumiennie wykonywali swoją pracę, jest niezgodne z prawem. Zostali ukarani za to, że brakuje pracowników w sklepach. – Chcemy, by w tej sprawie wypowiedział się sąd – zapowiada Alfred Bujara.