– Optymalnym rozwiązaniem byłoby, aby stanowisko na temat słuszności ustawowego zakazu w tej sprawie zostało wypracowane w ramach współdziałania właściwej komisji parlamentarnej z przedstawicielami środowisk samorządowych oraz Państwowej Komisji Wyborczej – wynika z odpowiedzi, jaką Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) udzieliło na dezyderat sejmowej komisji ds. petycji.

Promocja w liczbach

Promocja w liczbach

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Zalecana rozwaga

Z kolei Ministerstwo Finansów (na jego stanowisko powołuje się MSWiA) uważa, że wprowadzenie dodatkowych ograniczeń dla samorządów wydaje się uzasadnione, bo „nie istnieje skuteczna regulacja prawna ograniczająca agitację polityczną jeszcze przed rozpoczęciem kampanii wyborczej”. Dalej MF zaleca jednak ostrożność, bo jego zdaniem wprowadzenie generalnego zakazu finansowania przez samorząd informacji i reklam, na których prezentowane są wizerunki osób pełniących funkcje publiczne, byłoby zbyt daleko idące.

– Nie zawsze bowiem służą promocji tych osób, często zaś stanowią faktycznie informację o istotnych wydarzeniach z życia danej społeczności i działalności samorządu – wynika z odpowiedzi resortu. Pismo kończy konkluzja, że ewentualny zakaz powinno się rozważać w powiązaniu z okresem poprzedzającym kampanię wyborczą oraz że należy jasno określić, jaka dokładnie forma prezentacji wizerunków byłaby niedozwolona.

Sprawą wydawania publicznych pieniędzy na billboardy i reklamy z wizerunkiem polityków od kwietnia ubiegłego roku zajmuje się sejmowa komisja ds. petycji. Wówczas do parlamentarzystów trafiła petycja jednego z mieszkańców Legionowa. Jej autor wnioskował o nowelizację ustaw o samorządzie gminnym, powiatu i województwa tak, by te jednostki nie mogły finansować informacji i reklam, na których występują szefowie gmin, starostowie, marszałkowie, radni i parlamentarzyści. Podawał przykłady – m.in. billboard z kampanii wyborczej z 2015 r., a na nim prezydent Legionowa Roman Smogorzewski dziękujący za współpracę jednemu z kandydatów na posła przy lobbowaniu za przebudową drogi krajowej nr 61. „To nasz wspólny sukces! Dziękujemy Janowi Grabcowi za wsparcie!” – informował plakat, którego połowę powierzchni zajmowały sylwetki prezydenta i posła PO, byłego starosty legionowskiego.

Ponadpartyjna zgoda

Zdaniem opozycji oba resorty widzą potrzebę zmian, ale wolałyby, by przygotowaniem projektu nowelizacji przepisów zajął się ktoś inny. – Jeżeli ze strony rządu nie ma konkluzji, że przygotują projekt ustawy, to znaczy, że nie chcą tego robić. Myślę, że trzeba poczekać do kolejnego posiedzenia komisji, by sprawę szerzej omówić – mówi DGP Grzegorz Raniewicz z PO, wiceprzewodniczący komisji ds. petycji.

Nieco inaczej widzi to inny jej członek, Bogdan Latosiński z PiS.

– Propozycja zawarta w petycji jest bardzo dobra, ale wymaga uszczegółowienia, być może stąd tak ostrożne stanowisko MSWiA – stwierdza. Uważa też, że wokół tematu powinna panować ponadpartyjna zgoda, bo ludzi bulwersuje wydawanie przez polityków nie swoich pieniędzy na promowanie swojego nazwiska. Dlatego w rozmowie z nami poseł deklaruje, że nie odpuści tego tematu. – Na pewno będę wnioskował o to, by temat kontynuować na jeden z dwóch sposobów: albo rozpocząć proces legislacyjny w Sejmie, bo jako komisja mamy prawo wnieść projekt ustawy, albo uznać odpowiedź MSWiA za niewystarczającą i wysłać jeszcze jeden dezyderat do resortu, tym razem z konkretnymi propozycjami legislacyjnymi, do których ministerstwo wprost będzie mogło się ustosunkować – zapowiada poseł Latosiński.

I wygląda na to, że nie będzie miał problemu ze znalezieniem chętnych do poparcia jednego z tych pomysłów. Zakazu lansowania się lokalnym włodarzom za publiczne pieniądze, co do zasady, chcieliby zarówno politycy partii rządzącej, jak i PO czy Kukiz’15. Problem w tym, że na najbliższe wybory samorządowe posłowie raczej nie zdążą przeforsować nowych zasad.

Samorządowcy obawiają się, że zapędy posłów pójdą zbyt daleko. – Może niech zaczną od siebie, bo wcale nie są lepsi – kwituje jeden z włodarzy.

Przypomina o już wprowadzonych zmianach, które jego zdaniem w równym stopniu mogłyby dotyczyć zarówno samorządowców, jak i parlamentarzystów, a mimo to dotknęły tylko władze lokalne – mowa o limicie dwóch kadencji, który zacznie obowiązywać od przyszłej kadencji, oraz likwidacji gabinetów politycznych w samorządach.