Dziś rusza proces, którego stroną jest jedna z największych sieci restauracji w Polsce. W ocenie byłych franczyzobiorców restauracji Sphinx i WOOK zarządzająca nimi spółka Sfinks Polska nie wykonywała obowiązków, jakie ciążyły na niej na podstawie umowy franczyzy. Domagają się zwrotu jednorazowej opłaty franczyzowej (250 tys. zł za otrzymanie know-how) cyklicznych opłat franczyzowych (w łącznej wysokości prawie 220 tys. zł), oraz kosztów, jakie ponieśli na opłaty marketingowe (21 tys. zł).

Powództwo wzajemne

W pozwie wskazują, że w przypadku restauracji WOOK, jaką do niedawna prowadzili w Poznaniu, nie otrzymali od Sfinks Polska m.in. podręcznika operacyjnego, w którym znajdować się winny informacje na temat prowadzenia lokalu gastronomicznego tej sieci, a nawet receptur dań. Padają również zarzuty, że spółka w sposób nieuprawniony narzucała im zatrudnianie osób przez agencję pracy tymczasowej, która dostarczała pracowników narodowości chińskiej bez wykształcenia gastronomicznego. Co następnie odbijało się na standardach serwowanych dań.

– Roszczenia naszych klientów dotyczą dwóch podstawowych aspektów. Pierwszym jest niewykonanie przez Sfinks podstawowych obowiązków franczyzodawcy wynikających z istoty i społeczno-gospodarczego przeznaczenia umowy franczyzowej. W naszej ocenie franchising to coś więcej niż tylko udostępnienie nazwy czy znaków towarowych – mówi Zbigniew Krüger, adwokat z kancelarii Krüger & Partnerzy.

– Gdyby obowiązki organizatora sieci ograniczały się tylko do przekazania jej uczestnikowi nazwy i znaków towarowych, mielibyśmy do czynienia z umową licencyjną – dodaje.

Działania byłych franczyzobiorców Sfinksa to reakcja na pozew o zapłatę, jaki spółka na początku roku wystosowała przeciwko nim. Domagała się w nim zapłaty ponad 306 tys. zł tytułem należności wynikających z umowy franchisingu.

– Powyższe opłaty rzeczywiście nie zostały wniesione. Spowodowane było to jednak tym, że franczyzodawca nie wypełniał swoich podstawowych obowiązków. Istotnym elementem franchisingu jest przekazanie know-how, czyli informacji o sposobie prowadzenia działalności, tajemnic produkcyjnych, handlowych i organizacyjnych, a także rozwiązań technicznych. Tych wszystkich elementów zabrakło – mówi Zbigniew Krüger.

Istotne elementy

Prawnik zastrzega, że brak płatności dotyczył jednego lokalu franczyzobiorców – restauracji WOOK. – W przypadków trzech restauracji Sphinx – również prowadzonych przez moich klientów – zobowiązania regulowane były już na bieżąco, franczyzodawca w tym przypadku wypełniał ciążące na nim obowiązki – dodaje mec. Krüger.

Przepisy nie wskazują, co powinno wchodzić w skład umowy franczyzy, a więc kiedy można mówić o naruszeniu jej podstawowych elementów.

– Umowa franczyzy jest przykładem umowy nienazwanej. Nie ma norm szczególnych, które by ją regulowały. Przy tworzeniu tego rodzaju umowy obowiązuje zasada swobody umów i w ramach tej swobody strony uzgadniają konkretne warunki współpracy. Nie sądzę, by orzeczenie sądu powszechnego wydane w sprawie Sfinksa zmieniło praktykę. Jeśli jednak sprawa trafiłaby do Sądu Najwyższego, ten mógłby wydać wytyczne odnośnie zapisów w tego rodzaju umowach. I byłoby to z pożytkiem dla przedsiębiorców – zauważa adwokat Radosław Płonka z kancelarii Płonka Ozga Adwokaci i Radcowie Prawni, ekspert BCC.

Być może będzie to możliwe. Sfinks deklaruje, że nie zamierza wycofać się z walki o nieuregulowane należności.

– Poznański franczyzobiorca współpracował z nami przez wiele lat, wcześniej prowadząc restaurację Sphinx, a następnie lokal WOOK. Na dzień dzisiejszy do spółki nie wpłynął formalnie pozew byłych franczyzobiorców, ale takiej linii obrony przed naszym roszczeniem się spodziewamy – wskazuje Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska. – W sensie prawnym co do powództwa wzajemnego byłych franczyzobiorców nie zaistniał stan zawisłości sporu. Oznacza to, że sąd nie doręczył nam jeszcze pozwu wzajemnego. Dziś toczyć się będzie zatem rozprawa z powództwa Sfinks Polska S.A. o należności wynikające z umowy franchisingu – dodaje radca prawny Dariusz Górnicki z Kancelarii Górnicki Durowicz Badowska-Domagała, pełnomocnik spółki.

Byli partnerzy biznesowi spółki zarzucają jej jednak nie tylko nienależyte wykonywanie umowy franczyzy. W ich ocenie Sfinks nie był uprawniony do wprowadzenia w kontraktach zapisów, na mocy których miał prawo do jednostronnego narzucania warunków promocji cenowych. Przez co franczyzobiorcy zmuszani byli czasem sprzedawać dania po cenie niższej niż koszt ich wytworzenia.

– Domagamy się ustalenia nieważności tych zapisów. W naszej ocenie stanowiły one praktyki ograniczające konkurencję, prowadząc do ustalania cen. Podobne klauzule stosowane przez Sfinks Polska SA były już przedmiotem decyzji prezesa UOKiK. Klauzule zawarte w obecnych umowach, mimo odmiennego brzmienia, mają ten sam cel i efekt jak klauzule zakwestionowane – zaznacza mec. Krüger.

Umowa franczyzy jest przykładem umowy nienazwanej. Nie ma norm, które by ją regulowały.