statystyki

Kredyty w euro: Czy „eurowcy” mają powody do obaw?

20.02.2016, 17:00
euro-waluty-lupa-finanse

Kredyty rozliczane w euro stały się popularne, gdy pierwszy wzrost notowań franka ostudził zapał do pożyczania środków rozliczanych w szwajcarskiej walucie.źródło: ShutterStock

Stosunkowo niedawno notowania europejskiej waluty oscylowały na poziomie 4,00 zł (zobacz dane z początku II kw. 2015 r.). W połowie stycznia b.r. kurs EUR/PLN zbliżył się już do psychologicznej granicy 4,50 zł. Ta zmiana z pewnością wpłynie na koszty obsługi kredytów rozliczanych w europejskiej walucie. Ze względu na popularność tematu „frankowców” niewiele osób zdaje sobie sprawę, że kredytobiorcy zadłużeni w euro też są bardzo liczną grupą.

reklama


reklama


Obecnie około 100 000 rodzin oraz singli spłaca kredyt udzielony w euro lub kredyt z waloryzacją do tej waluty. Sytuacja krajowych „eurowców” na razie nie jest zła. Można jednak wskazać kilka źródeł ryzyka. Jednym z nich jest spadek wartości krajowej waluty względem euro (np. związany z kolejną obniżką ratingu Polski). Długoterminowym zagrożeniem będą wysokie marże, które obowiązywały pod koniec minionej dekady.

W nieco gorszej sytuacji znajdują się kredytobiorcy z 2010 roku i 2011 roku

Kredyty rozliczane w euro stały się popularne, gdy pierwszy wzrost notowań franka ostudził zapał do pożyczania środków rozliczanych w szwajcarskiej walucie. Dane Związku Banków Polskich wskazują, że popularność „eurowych” kredytów szybko wzrastała od początku 2009 r. do połowy 2010 r. W szczytowym okresie (II kw. 2010 r.), rynkowy udział takich „hipotek” przekraczał 20% - tłumaczy Andrzej Prajsnar, analityk portalu RynekPierwotny.pl. Wraz z umocnieniem się euro, popularność kredytów rozliczanych w tej walucie zaczęła maleć. Od stycznia do grudnia 2013 r. ich rynkowy udział nie przekraczał już 1,00%. Informacje ZBP wskazują, że zdecydowanie najwięcej spośród 100 000 kredytów w euro, zostało zaciągniętych w 2010 r. i 2011 r.

Sytuację osób zadłużonych w euro możemy sprawdzić na podstawie trzech reprezentatywnych przykładów. Modelowe kredyty mają następujące parametry:

  • kredyt ze stycznia 2009 r. - wartość: 250 000 zł (60 788 EUR), okres spłaty: 25 lat, marża: 3,20 proc., marża analogicznego kredytu w złotym: 2,70 proc.
  • kredyt ze stycznia 2010 r. - wartość: 300 000 zł (75 563 EUR), okres spłaty: 30 lat, marża: 3,40 proc., marża analogicznego kredytu w złotym: 2,80 proc.
  • kredyt ze stycznia 2011 r. - wartość: 350 000 zł (92 118 EUR), okres spłaty: 35 lat, marża: 2,40 proc., marża analogicznego kredytu w złotym: 2,20 proc.

Po uwzględnieniu średnich kursów NBP i bankowych spreadów (patrz założenia pod poniższym wykresem) okazuje się, że pod koniec stycznia 2016 roku przykładowi „eurowcy” nie mogli mieć jeszcze dużych powodów do narzekań. Ich styczniowa rata była bardzo zbliżona do średniej ze wszystkich wcześniejszych płatności. W tym kontekście warto pamiętać, że wzrost notowań euro na razie jest łagodzony przez spadek stopy referencyjnej kredytów mieszkaniowych. Obecnie stawka LIBOR EUR 3M znajduje się na poziomie niższym od zera (ok. -0,20 proc.).

Trzeba również zwrócić uwagę, że przykładowy „eurowiec”, który zaciągnął kredyt w styczniu 2009 roku, obecnie ma prawie takie samo zadłużenie, jak osoba posiadająca analogiczny kredyt w złotym (marża: 2,70 proc.). W przypadku „hipotek” z 2010 r. i 2011 r. różnica zadłużenia jest już znacznie większa (patrz poniższy wykres). To wynika z faktu, że w 2010 r. i 2011 r. kredyty były zaciągane przy niższym kursie euro.

Odsetek zagrożonych kredytów w euro wzrasta, ale wciąż jest niewielki

Informacje dotyczące udziału zagrożonych kredytów potwierdzają, że „eurowcy” na razie nie doświadczali poważniejszych problemów ze spłatą – tłumaczy ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Dane NBP prócz „hipotek” rozliczanych w złotym i franku, uwzględniają również kredyty uzależnione od notowań innych walut. Można uznać, że ta kategoria dotyczy zobowiązań powiązanych z euro, gdyż udział innych walut (USD, GBP) w portfelu hipotecznym banków jest minimalny (< 0,2%).

Informacje z poniższej tabeli wskazują, że odsetek zagrożonych kredytów w euro wzrósł z 0,63 proc. (I kw. 2012 r.) do 1,44 proc. (III kw. 2015 r.). Ten wynik nie uwzględnia przymusowych przewalutowań po wypowiedzeniu umowy, które nieco poprawiają statystyki dotyczące kredytów rozliczanych w walucie. Z drugiej strony trzeba jednak pamiętać, że do portfela „eurowych” kredytów praktycznie nie trafiają już nowe umowy. To skutkuje szybszym wzrostem udziału zagrożonych „hipotek”. Mimo obserwowanej zmiany, pod koniec III kw. 2015 r. udział problematycznych kredytów w euro (1,44 proc.), był znacznie niższy od analogicznych wyników, które dotyczyły pozostałych umów o finansowanie nieruchomości (umowy w PLN - 3,42 proc., umowy w CHF - 3,54 proc.).

Długoterminowe perspektywy dla „eurowców” niestety pogarsza fakt, że takie osoby często zaciągały kredyt z relatywnie wysoką marżą (np. 3,00% - 4,00%). Po wzroście stóp procentowych Europejskiego Banku Centralnego, obciążenie wynikające ze sporych marż będzie bardziej odczuwalne. W krótszej perspektywie, zagrożeniem jest okresowe osłabienie złotego związane z kolejnymi obniżkami ratingów Polski i restrukturyzacją „frankowych” kredytów. Dlatego osoby, które nie są zainteresowane przewalutowaniem swojego kredytu w euro, powinny podjąć z bankiem negocjacje dotyczące obniżenia marży. Większe szanse na taką zmianę w umowie, mają kredytobiorcy bez wcześniejszych opóźnień w spłacie.

Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

reklama


Źródło: Źródło zewnętrzne

Polecane

reklama

  • dosc naciągania(2016-02-21 12:24) Odpowiedz 210

    "Frankowicze" mogli już dawno temu przewalutować swoje kredyty, jak tylko frank minimalnie poszedł w górę i nieliczni tak zrobili. Większość zaś nadal chciała zarabiać, bo przecież tych, którzy spłacali swoje mieszkania w PLN uważali za durniów. Niestety, z czasem to już oni, a nie "złotówkowicze " mieli większe raty, bo zachłanność nieraz przeszkadza myśleć racjonalnie. Teraz żądają pomocy, tyle że , większość tych nieruchomości, to są domy i duże apartamenty ponad 100 m2 czasem z ogromnymi tarasami po 150 -200 m2 na Wilanowie, czasem jedna osoba ma ich kilka, bo kupowane były na wynajem lub odsprzedanie po droższej cenie. Więc kto im ma dać pieniądze na ten luksus, czy te rodziny, mieszkające w blokach na 60m, czy może "złotówkowicze", które wg. nich są nierozgarnięci, bo przez wiele lat płacili większe raty. Każdy powinien sam odpowiadać za swoje zobowiązania, mało to rodzin wylądowało na bruku i nikt za nich nie spłacał długów, więc skąd u frankowiczów takie przekonanie, że za nich muszą zapłacić inni? NIE MOŻE PAŃSTWO SPŁACAĆ DŁUGÓW ZAMOŻNYCH LUDZI KOSZTEM RESZTY SPOŁECZEŃSTWA LUB INSTYTUCJI Z KTÓRYCH KORZYSTA RESZTA OBYWATELU, BO POWSTAJE ( I SŁUSZNIE) DOMNIEMANIE ZE DŁUGI ZA TE LUXUSY OSTATECZNIE SPŁACI PRZECIĘTNY NIEZAMOŻNY KOWALSKI, KTÓRY MIESZKA W STARYM SZARYM BLOKU NA 50 M2.

  • dość hipokryzji(2016-02-21 08:02) Odpowiedz 190

    Niby dlaczego pomagać Frankowiczom , a nie pomagać np. GRACZOM NA GIEŁDZIE którzy ponieśli stratę . Jedni i drudzy podjęli ryzyko ryzyko biznesowe jako dorośli odpowiedzialni ludzie i powinni ponosić konsekwencje swych decyzji.

  • dość naciągania(2016-02-21 12:22) Odpowiedz 80

    "Frankowicze" mogli już dawno temu przewalutować swoje kredyty, jak tylko frank minimalnie poszedł w górę i nieliczni tak zrobili. Większość zaś nadal chciała zarabiać, bo przecież tych, którzy spłacali swoje mieszkania w PLN uważali za durniów. Niestety, z czasem to już oni, a nie "złotówkowicze " mieli większe raty, bo zachłanność nieraz przeszkadza myśleć racjonalnie. Teraz żądają pomocy, tyle że , większość tych nieruchomości, to są domy i duże apartamenty ponad 100 m2 czasem z ogromnymi tarasami po 150 -200 m2 na Wilanowie, czasem jedna osoba ma ich kilka, bo kupowane były na wynajem lub odsprzedanie po droższej cenie. Więc kto im ma dać pieniądze na ten luksus, czy te rodziny, mieszkające w blokach na 60m, czy może "złotówkowicze", które wg. nich są nierozgarnięci, bo przez wiele lat płacili większe raty. Każdy powinien sam odpowiadać za swoje zobowiązania, mało to rodzin wylądowało na bruku i nikt za nich nie spłacał długów, więc skąd u frankowiczów takie przekonanie, że za nich muszą zapłacić inni? NIE MOŻE PAŃSTWO SPŁACAĆ DŁUGÓW ZAMOŻNYCH LUDZI KOSZTEM RESZTY SPOŁECZEŃSTWA LUB INSTYTUCJI Z KTÓRYCH KORZYSTA RESZTA OBYWATELU, BO POWSTAJE ( I SŁUSZNIE) DOMNIEMANIE ZE DŁUGI ZA TE LUXUSY OSTATECZNIE SPŁACI PRZECIĘTNY NIEZAMOŻNY KOWALSKI, KTÓRY MIESZKA W STARYM SZARYM BLOKU NA 50 M2 zwiń

  • marysia(2016-02-22 19:26) Odpowiedz 00

    Pewnie po tych zawirowaniach frankowych wielu z nas obawia się obcych kredytów. osobiście też zdecydowałam się na kredytowanie zakupu samochodu w Getinie po polsku.

  • Łukasz(2016-02-21 23:58) Odpowiedz 00

    ja zaciągałem kredyt w euro i marże mam na poziomie 1,6 a w drugiej połowie roku 2011 kurs euro to 4,30, materiał nie jest do końca rzetelny, w sumie kilku znajomych ma kredyty w euro ale nie słyszałem o marżach na poziomie 3 procent raczej 2 i poniżej

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

reklama