Sprawa, która trafiła do Trybunału Sprawiedliwości UE, dotyczy szwedzkich klientów, którzy czują się oszukani przez ubezpieczycieli. Jednak – jako że przepisy w całej UE są podobne – będzie również ważna dla Polaków.

– To będzie istotny wyrok dla posiadaczy różnego rodzaju produktów o charakterze inwestycyjnym „opakowanych” w polisę. Pośrednio może on pomóc rozstrzygnąć kwestię ważności tego typu umów – potwierdza Aleksander Daszewski, radca prawny w biurze rzecznika finansowego.

Dwa standardy

Czym jest standardowe ubezpieczenie, niemal wszyscy wiedzą. Sęk w tym, że od dekady ubezpieczyciele rozszerzają swój portfel produktów o takie, które mają coraz mniej wspólnego z asekuracją. Najlepszy przykład to ubezpieczenia z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym (tzw. uefki). Jeszcze kilka lat temu szalenie popularne w Polsce, dziś nazywane powszechnie toksycznymi polisami (choć znów zyskują na popularności).

Nie ma dnia w polskich sądach, by nie rozpoznawały one sporów między klientami a ubezpieczycielami, którzy mieli im niekorzystne produkty „wciskać”.

Podobna sytuacja występuje w wielu państwach UE. U nas większość klientów skupia się na kwestionowaniu wysokości opłat likwidacyjnych. W części państw należących do Wspólnoty popularniejszy jest jednak inny argument. Mianowicie kwestionowanie tego, że sprzedaż „uefek” stanowiła pośrednictwo ubezpieczeniowe.

W ramach UE bowiem przepisy dotyczące pośrednictwa ubezpieczeniowego oraz doradztwa inwestycyjnego ujęte są w zupełnie dwóch różnych aktach prawnych. To pierwsze szczegółowo opisane jest w dyrektywie 2002/92. Drugie – w dyrektywie 2016/97. Z punktu widzenia klientów lepiej by było, gdyby Trybunał Sprawiedliwości UE uznał, że sprzedaż „uefek” to doradztwo inwestycyjne. Albo – czego też nie można wykluczyć – że sprzedawca powinien spełnić wymogi obu dyrektyw, skoro jego produkt stanowi miszmasz kilku innych. To ważne dla przyszłych nabywców, bo zwiększa zakres wymogów (głównie informacyjnych) przedsiębiorcy. Ale istotne też dla tych, którzy obecnie walczą w sądach. Prawdopodobne jest, że jeśli trybunał uzna, iż należało stosować przepisy wynikające z jednej dyrektywy, a przy sprzedaży ubezpieczyciel korzystał z innej – cała umowa zostanie uznana za nieważną.

Charakter produktu

Rzecznik generalny TS UE w opinii przygotowanej dla sędziów uznał jednak, że polisy z choćby istotnymi składowymi inwestycyjnymi nadal podlegają pod przepisy ubezpieczeniowe.

„Większe ryzyko ekonomiczne, jakie ponoszą klienci instrumentów finansowych, wymaga ochrony silniejszej niż ta, która jest wymagana w przypadku osób ubezpieczonych. Jednakże art. 12 dyrektywy 2002/92 również oferuje ubezpieczonym, w przypadku ubezpieczeń na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym, poziom ochrony adekwatny do związanego z tymi ubezpieczeniami ryzyka” – wskazuje Manuel Campos Sánchez-Bordona. I dodaje, że wymaganie od ubezpieczycieli, by spełniali wszelkie wymogi stawiane przed funduszami inwestycyjnymi, byłoby nadmiernym obciążeniem.

Podobnie uważa rodzima Komisja Nadzoru Finansowego. W przesłanym nam stanowisku czytamy, że „działalność doradcy inwestycyjnego jest działalnością zagadnieniowo odrębną od pośrednictwa ubezpieczeniowego”. Co nie zmienia tego – o czym przypomina KNF – że pośrednik ubezpieczeniowy również ma obowiązek przygotowania porady dla klienta.

KNF swój pogląd opiera na uzasadnieniu do projektu ustawy o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej, która już obowiązuje (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 999). Projektodawca wskazał, że trzeba wzmocnić ochronę klientów nabywających skomplikowane produkty, aby upodobnić ją do tej, która występuje przy zakupie produktów stricte inwestycyjnych.

– Skoro celem ustawodawcy było zbliżenie zasad rządzących oferowaniem ubezpieczeń z elementem inwestycyjnym do zasad wynikających z dyrektywy MIFID (dyrektywa dotycząca rynku instrumentów i produktów finansowych – red.), to sprzedaż produktów z elementem inwestycyjnym nie podlega reżimom ustanowionym w tej dyrektywie – spostrzega Jacek Barszczewski z urzędu KNF.

Rzecznik finansowy jednak widziałby sprawę inaczej. Mecenas Aleksander Daszewski tłumaczy, że każdą umowę ubezpieczenia na życie z u.f.k. należy badać indywidualnie. Przede wszystkim pod kątem oceny, czy ryzyko demograficzne, tj. część ochronna umowy, przeważa nad ryzykiem finansowym związanym z lokowaniem aktywów pieniężnych w fundusze kapitałowe.

– Jeżeli w rezultacie powyższego badania dojdzie do ustalenia, iż przeważające jest ryzyko demograficzne, wówczas umowa będąca przedmiotem analizy powinna być oceniana przez pryzmat umowy ubezpieczenia na życie. W przeciwnym wypadku, w razie przeważającego czynnika ryzyka inwestycyjnego, badana umowa stanowić będzie umowę nienazwaną niespełniającą essentialia negotii umowy ubezpieczenia na życie – uważa mec. Daszewski. 

222 wniosków o wydanie istotnego poglądu w sprawie dotyczącej „uefek", mogącego pomóc w postępowaniu sądowym, trafiło do rzecznika finansowego w 2017 r.

5 mln szacuje się, że nawet tylu Polaków kupiło choć raz produkt ubezpieczeniowy z elementem inwestycyjnym

źródło: rzecznik finansowy, Polska Izba Ubezpieczeń

OPINIA

Produkty drogie, o nietransparentnej strukturze

Uważam, że sprzedaż ubezpieczeń z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym to świadczenie usługi zarządzania aktywami (a więc więcej niż doradztwo inwestycyjne), która jest zarezerwowana dla podmiotów z odpowiednimi licencjami.

Co do zasady jestem przeciwnikiem produktów, które łączą ze sobą ubezpieczenie z inwestycjami. Powodów jest kilka.

Po pierwsze, nie spotkałem jeszcze produktu ubezpieczeniowo-inwestycyjnego, w którym koszty obciążające klienta byłyby niższe niż suma kosztów dwóch osobnych produktów. Inaczej mówiąc, firmy ubezpieczeniowe często łączą w ofercie te produkty, by – wykorzystując ich złożony charakter – nałożyć dodatkowe opłaty.

Po drugie, produktom takim brakuje transparentności i często niemożliwa staje się ich obiektywna i rzetelna ocena. Firmy ubezpieczeniowe działają na mocy specjalnych przepisów, które nie regulują ich działalności jako zarządzających aktywami na rachunek klientów. Tak jak i fundusze inwestycyjne nie są tworzone po to, by prowadzić działalność ubezpieczeniową. Czyli ustawodawca sam określił rolę tych podmiotów na rynku. Firmy ubezpieczeniowe specjalizują się w ubezpieczeniach, a firmy inwestycyjne w zarządzaniu aktywami. Ich kompetencje są jasno określone. Ubezpieczyciele, wchodząc na rynek produktów inwestycyjnych, złamali tę zasadę, a wręcz uważam, że złamali prawo. Siła sprzedażowa i kapitałowa ubezpieczycieli wręcz ograniczyła rozwój funduszy inwestycyjnych. Ścisłe zasady działania narzucone funduszom inwestycyjnym przez ustawy i przez KNF nie pozwalają im efektywnie konkurować z podobnymi produktami ubezpieczycieli, które cechuje olbrzymia elastyczność i szybkość tworzenia (ich oferowanie nie wymaga zgody KNF).

Kolejny powód to niska świadomość klientów, którzy nie potrafią odróżnić ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych od funduszy inwestycyjnych. A różnic jest wiele. Zasadnicza to taka, że fundusz inwestycyjny to wydzielona masa aktywów, której właścicielami są jedynie jego uczestnicy. W przypadku UFK zaś to majątek firmy ubezpieczeniowej, która ma jedynie zobowiązanie wobec swoich klientów. Upadek takiej firmy oznacza brak środków na wypłaty dla posiadaczy UFK.

Jedynym rozsądnym rozwiązaniem, z punktu widzenia kosztów, transparentności, efektywności i bezpieczeństwa prawnego, jest oddzielenie usługi ubezpieczeniowej od usługi inwestycyjnej. Jeśli zależy nam na jakiejś formie ubezpieczenia, udajmy się do ubezpieczyciela, jeśli mamy nadwyżki i chcemy je pomnażać, udajmy się do firmy inwestycyjnej. Tak jest najtaniej i najmądrzej.