Czy rynek gazu tak naprawdę potrzebuje dziś kolejnych etapów liberalizacji?

Rynek gazu podlega procesowi liberalizacji od 2011 r. To wtedy przedsiębiorcy zyskali możliwość zmiany sprzedawcy gazu. Faktycznie pojawienie się na rynku nowych sprzedawców umożliwiło wprowadzenie tak zwanego obliga giełdowego, dzięki któremu obecnie 55% gazu wprowadzonego do sieci przesyłowej przez PGNiG S.A. trafia na Towarową Giełdę Energii, jak również rozwój połączeń transgranicznych z innym krajami np. Niemcami. Jakie są tego efekty? Pojawienie się na rynku wielu niezależnych sprzedawców, którzy dzięki zakupom na TGE czy z innych źródeł mogą oferować gaz ziemny po cenie konkurencyjnej do Grupy PGNiG.

Być może odbiorcy instytucjonalni na niej zyskali i zyskają więcej, natomiast odbiorca indywidualny?

Na niższej cenie zyskują nie tylko przedsiębiorcy, ale również gospodarstwa domowe. Gdy używamy gazu do ogrzewania domu oraz podgrzewania wody miesięczne rachunki za gaz mogą stanowić znaczny procent w strukturze wydatków. Jak pokazuje choćby nasz przykład, zmieniając sprzedawcę gazu można oszczędzić ok. 8-10 proc. w skali roku. To tak jakbyśmy mieli jeden rachunek w roku mniej do zapłacenia. Dla części gospodarstw domowych może oznaczać to rocznie nawet kilkaset złotych oszczędności.

O ile zużywają większą ilość gazu...

Oczywiście są również gospodarstwa domowe, które korzystają wyłącznie z kuchenki gazowej i ich wydatki za gaz to 20-30 zł miesięcznie. Tacy odbiorcy zmieniając sprzedawcę gazu w skali roku nie zyskają znaczących kwot, ale na pewno odczują jakościową zmianę obsługi. Odbiorca, który podpisze z nami umowę może liczyć na to, że będzie dokładnie wiedział ile zapłaci, cena będzie stała, a rachunki przejrzyste. Gdy dziś otrzymujemy rachunek z PGNiG nie wiemy tak naprawdę dlaczego widnieje na nim taka a nie inna suma. W dłuższej perspektywie to właśnie jakość obsługi, czyli możliwość elastycznego ustalenia terminu płatności czy różne sposoby rozliczeń, będą decydować o zmianie sprzedawcy przez odbiorcę.

Ale czy brak regulacji URE nie spowoduje, że sprzedawcy podniosą ceny?

Liberalizacja rynku gazu przyniosła odbiorcom końcowym wymierne korzyści, przede wszystkim ogromne obniżki cen, które na sprzedawcach wymusił wolny rynek. Oczywiście można zakładać, że sprzedawcy będą chcieli maksymalizować swoje zyski i w pełni uwolnionym rynku ceny znacząco wzrosną. Stąd nadal ceny gazu są regulowane przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki. Jednak rzeczywistość pokazuje, że faktyczne ceny są znacznie poniżej maksymalnego poziomu wyznaczonego przez prezesa URE. To więc wolny rynek gwarantuje odbiorcom końcowym, że będą płacić mniej za gaz, a przy tym mogą spodziewać się zdecydowanie wyższej jakości obsługi.

Niższe ceny gazu to jedno. Ale liberalizacja przyniosła też przypadki nieuczciwych przedsiębiorców na rynku, wprowadzających w błąd klientów, co skutkowało koniecznością zapłaty wysokich kar za odstąpienie od umowy.

Rynek gazu jest w podobnej sytuacji w jakiej kiedyś był rynek operatorów sieci telefonicznych czy też rynek energii elektrycznej. W pierwszym okresie liberalizacji zdarzały się przypadki firm, których celem było wprowadzenie klienta w błąd. Natomiast rynek i organy państwa zweryfikowały funkcjonowanie takich podmiotów i dziś mamy sytuację w której to klient dyktuje warunki. Myślę, że nikt nie chciałby wrócić do czasów, w których mamy tylko jednego operatora – Telekomunikację Polską. Dlatego jeszcze raz podkreślę, że dzięki konkurencji odbiorcy gazu, również Ci jedynie gotujący na gazie, mogą wybrać sprzedawcę, który oferuje im niższe ceny i najwyższą jakość usług. Bez uwolnienia rynku nie byłoby to możliwe. A perspektywa dalszej liberalizacji oznacza dla konsumentów jeszcze większe obniżki cen i jeszcze wyższą jakość usług.

A co Pan sądzi o kosztach przesyłowych gazu.  Dziś wielu odbiorców prywatnych płaci za okres rozliczeniowy więcej za opłaty przesyłowe, niż za wykorzystany gaz. Czy to jest naturalne?

Operatorzy Sytemu Przesyłowego oraz Systemów Dystrybucyjnych stoją na straży bezpieczeństwa i ciągłości dostaw gazu do wszystkich odbiorców w Polsce. Dlatego też, struktura opłat za przesyłany gaz składa się zarówno z elementów związanych z faktycznym przesyłem i dystrybucją surowca, jak również z opłat stałych wynikających m.in. z obowiązku przeglądów i modernizacji sieci gazowych, tak aby w każdym momencie gaz ziemny był dostępny dla każdego podłączonego odbiorcy końcowego. Należy przy tym podkreślić, iż sprzedawcy gazu ziemnego nie mają żadnego wpływu na wysokość opłat za przesył i dystrybucję, które są ustalane i zatwierdzane przez Prezesa URE i obowiązują wszystkich w takim samym stopniu.

Wspominał Pan o zniesieniu taryf. Co w praktyce może dać zniesienie taryf gazowych dla odbiorców przemysłowych. Kto na tym zyska i w jaki sposób?

Zniesienie taryf gazowych dla odbiorców przemysłowych to nieunikniony element liberalizacji rynku gazu w Polsce. Wynika to również z przepisów jakie nakłada na nas UE. Obowiązek zatwierdzania taryf gazowych przez Prezesa URE słusznie postrzegany jest jako czynnik hamujący rozwój konkurencyjnego rynku gazu w Polsce. Zniesienie tego obowiązku w przypadku sprzedaży gazu na rynku hurtowym w 2013 r. wraz z wprowadzeniem obliga giełdowego istotnie wpłynęło na wzrost konkurencji i spadek cen gazu ziemnego. Należy jednak zauważyć, że tam gdzie nadal obowiązują taryfy cena gazu jest znacznie niższa niż jej maksymalny dopuszczalny poziom. Po uwolnieniu rynku z obowiązku taryfikacji możliwe będzie zastosowanie nowych sposobów rozliczeń z klientami jak również nowych produktów dostosowanych do ich potrzeb. Obecnie Ministerstwo Energii planuje całkowite uwolnienie cen gazu ziemnego do 1 stycznie 2023 r.

Dziś mamy do czynienia z obniżkami cen gazu. Czy błękitne paliwo może wkrótce być jeszcze tańsze?

Przewidujemy, że w bieżącym roku ceny gazu spadną ok 10 proc. Cena gazu zależy od wielu czynników. Obecnie podaż przewyższa popyt. Ma to związek choćby z łagodnymi zimami w ostatnich latach. Cena gazu powiązana jest również z cenami ropy, a te nigdy nie były tak niskie na światowych rynkach. Stąd przedsiębiorcy oraz klienci indywidualni mogą spodziewać się kilkuprocentowych obniżek cen gazu.

Powstanie terminala LNG uznano za duży sukces, choć dopiero pierwsza dostawa tak naprawdę posłuży do jego uruchomienia. Część ekspertów twierdzi, że nie ma mowy o dywersyfikacji, nawet jeśli terminal LNG będzie działał w pełni. Czy ten terminal ma sens?

Dywersyfikacja źródeł gazu jest ważna i na pewno wpływa na poprawę naszego bezpieczeństwa. Oprócz terminala LNG warto odnotować ukończenie budowy rewersu w punkcie Mallnow dzięki czemu możliwy jest import gazu z kierunku zachodniego. Oznacza to, że nawet w przypadku zerwania umowy z Gazpromem możemy pokryć nasze zapotrzebowanie na gaz importując go z kierunku zachodniego. Terminal LNG daje nam pewne poczucie bezpieczeństwa i jest kolejnym źródłem pozyskania błękitnego paliwa. Jednak nie może pokryć naszego całościowego zapotrzebowania na gaz. W przypadku chwilowych braków na rynku terminal też nie jest rozwiązaniem problemu, bo dostarczenie gazu odbywa się w oparciu o długoterminowe umowy, a do tego przewiezienie go z kraju wydobycia trwa wiele tygodni. Należy też zauważyć, że gaz skroplony jest droższy niż ten, który możemy pozyskać na Towarowej Giełdzie Energii. Sam koszt terminala również jest znaczący – szacuje się go na ok. 4 mld złotych, a koszty ponoszone są przez wszystkich w formie zwiększonych opłat przesyłowych. Dlatego z naszego punktu widzenia ważniejsza jest rozbudowa sieci przesyłowej w kraju oraz dalsza liberalizacja rynku, bo tylko ona wymusi na sprzedawcach poszukiwanie nowych źródeł gazu, dalsze obniżanie cen oraz podnoszenie jakości.