statystyki

Radwan: Wójta też dotyczy Karta nauczyciela

autor: Artur Radwan30.03.2016, 07:31; Aktualizacja: 30.03.2016, 12:06
Artur Radwan

Artur Radwanźródło: DGP

Anna Zalewska, szefowa MEN, w rozmowie z DGP stwierdziła, że ewentualne propozycje zmian w karcie muszą wypracować nauczyciele i związki zawodowe. Okazuje się, że samorządy, o których rolę ją spytałem, do dyskusji na temat tego dokumentu nie powinny się wtrącać. Ta odpowiedź zaskoczyła niejednego samorządowca. Tym bardziej że beneficjentem karty z 1982 r. są w dużej mierze właśnie lokalne władze, które wykładają pieniądze na pensje i masę niemotywujących dodatków do nich. Nie wspomnę już o trzynastce i czternastce (subwencja oświatowa w wielu gminach nie pokrywa nawet połowy wydatków na edukację). 

Reklama


Reklama



Obecna minister chce te przywileje rodem z PRL konserwować. Najwyraźniej polityczny rachunek wskazuje, że lepiej narazić się samorządowcom (także z własnego ugrupowania politycznego) i młodym, chętnym do pracy nauczycielom zasilającym grono bezrobotnych niż grupie ponad 600 tys. pracujących w zawodzie belfrów, którzy wraz ze swoimi rodzinami mają prawo głosu.

Czy musimy trwać w tym impasie kolejne lata? To wciąż decyzja czysto polityczna, niewynikająca z troski o uczniów czy rachunku ekonomicznego. I zanim obecna opozycja zacznie krytykować obecny rząd, warto przypomnieć, że i oni problemu nie rozwiązywali. Co prawda od 2010 r. w resorcie edukacji za unijne pieniądze próbowano wypracować konsensus w sprawie karty, ale efekt tych prac samorządy, które do dyskusji zaproszono, określiły jako zgniły kompromis. Prawie niczego nie zmieniał i w końcu trafił do kosza. Ówczesna minister Joanna Kluzik-Rostkowska tłumaczyła, że lepiej przygotować całkiem nowe przepisy o zawodzie nauczyciela, a kartę jej następca powinien zlikwidować. Ale prezes ZNP Sławomir Broniarz zabezpieczył się przed taką opcją, podpisując z partiami przedwyborcze obietnice, że nic w karcie się nie zmieni bez jego zgody.

I trudno mu się dziwić, także dlatego że bez karty można byłoby się zastanawiać, czy jest sens utrzymywania działaczy związkowych, których rola w ostatnich latach sprowadza się głównie do obrony tego jednego dokumentu.

Przy tym ponurym obrazie przychodzi mi na myśl takie mądre przysłowie, że kropla drąży skałę nie siłą, lecz częstym padaniem. Apelowałbym do samorządów, aby nie odpuszczały w sprawie Karty nauczyciela i lobbowały za jej likwidacją, gdzie tylko mają możliwość. Nowoczesnej ustawy potrzebują nie tylko nauczyciele, nie tylko wójt czy prezydent miasta, lecz także rodzice i uczniowie. Ci ostatni również widzą potrzebę rzeczywistego motywowania nauczycieli do pracy i wynagradzania ich sukcesów.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

  • ewcia(2016-03-30 12:03) Odpowiedz 1812

    Radwan. Polskojęzyczny goebbelsie - tobie kluzik roztworowska , czy jak jej tam naopowiadała głupot o 14 pensji dla nauczycieli, czy ty tak sam od siebie szczujesz Polaka przeciw Polakowi za szkopskie pieniądze.z Axel Springer.

  • Mural(2016-03-30 13:29) Odpowiedz 1612

    O takich jak pan Radwan w szkole powiedziano by, że beznadziejny przypadek. Nie wyuczalny. Słowo, które określa wszystko. Może na tym nieuctwie i braku profesjonalizmu dorobi się czegoś? Oby nie oberwał przysłowiowym kamieniem, które rzuca od lat ten sfrustrowany pismak.

  • Olo(2016-03-30 10:56) Odpowiedz 154

    Pismak - potocznie lekceważąco dziennikarz...

  • rob(2016-03-30 13:50) Odpowiedz 1118

    Piętnować dalej te grono belferskich nierobów i nieudaczników. Przepraszam tą niewielką grupę prawdziwych nauczycieli. Radwan tak dalej.

  • dużo za dużo(2016-04-04 11:52) Odpowiedz 101

    Nauczycieli jest za dużo, już od dawna. Uczniów o 1/3 mniej w stosunku do lat 90-ch, a nauczycieli jeszcze więcej, wyniki zaś nauczania z każdym rokiem gorsze. Już pora wreszcie przestać kształcić na kierunkach pedagogicznych, a jeśli już to odpłatnie. Korepetycje muszą być opodatkowane jak każdy inny dochód, ta potężna szara strefa powoduje to, że w szkole robią minimum, żeby "nauczać" w domu, więc powstaje zasadne pytanie : za co dostają pensje od państwa, skoro uczniowie muszą się douczać prywatnie?

  • podatnik, niestety, oburzony(2016-04-04 12:05) Odpowiedz 103

    Wiecznie nieszczęśliwa, nad wyraz roszczeniowa, o wiele bardziej liczna niż tego potrzeba, grupa zawodowa, niestety, wykazująca dość marne wyniki w nauczaniu. Gorsze z roku na rok. Z pewnością w tej ogromnej masie są prawdziwi nauczyciele, tyle że, jest ich nie wiele i nie mają łatwego życia w tym "zacnym" gronie, szczytem dążeń którego jest udzielenie jak największej ilości korepetycji, czyli uzyskanie dodatkowych nieopodatkowanych środków tym razem BEZPOŚREDNIO Z KIESZENI RODZICA. Nauczyciele powinni pracować na takich samych warunkach jak wszyscy i tak samo w tym zawodzie powinna być konkurencja w dostaniu się do danej pracy. Być może wtedy zaczną poważnie traktować swoje obowiązki ( przepraszam nie liczne grono prawdziwych nauczycieli).

  • bla bla bla(2016-03-30 22:04) Odpowiedz 1012

    Dopóki oświata będzie publiczna (=państwowa), to zgadzam się z panią Minister, że przepisy KN powinno się zmieniać ze środowiskiem nauczycielskim, a nie samorządami. Władze lokalne nie wykładają pieniędzy na szkoły, bo są one państwowe i w tym celu państwo zleca samorządom obsługę szkół i daje na to pieniądze. Jedyny dodatek jaki dają gminy, to pieniądze na godziny ponadwymiarowe, a więc wykraczające poza KN. Zgadzam się, że w wielu wypadkach subwencja jest niewystarczająca, ale są gminy, które nie wykorzystują nawet tego. Moja gmina od lat wypłaca w styczniu dodatek wyrównawczy z tytułu niewykorzystania subwencji oświatowej. Samorządy rekompensują to sobie ingerencją w sprawy szkoły, wójt staje się de facto dyrektorem szkoły i palcem pokazuje kto ma w niej pracować, poczynając od stanowiska sprzątaczki, a na dyrektorze kończąc. Nie znam żadnego konkursu na dyrektora, który odbył się w sposób uczciwy - zawsze wygrywa wcześniej wskazany przez samorząd kandydat. W ten sposób prowadzona oświata przestaje być państwowa i nie wyrównuje szans edukacyjnych uczniów z różnych regionów, tylko staje się prywatnym folwarkiem wójta, gdzie zatrudniani są jego krewni i znajomi, co ma zazwyczaj negatywne przełożenie na wyniki w nauce. W oświacie nie są wypłacane czternastki - autor wprowadza czytelników w błąd. Grupa nauczycieli już dawno spadła poniżej mitycznego poziomu 600 tys. - to kolejne celowe przeinaczenie autora. Polskawliczbach.pl, podaje, że w oświacie (bez przedszkoli i szkół specjalnych) pracuje 410 tys. osób. Spór o KN dotyczy w istocie sposobu zatrudniania nauczycieli. Szkoła jest państwowa, więc mamy państwowe regulacje. W szkołach prywatnych nauczyciele zatrudniani są w oparciu o kodeks pracy i zarabiają mniej. Likwidacja KN to oszczędności - chodzi więc tylko o pieniądze i o nic więcej. Tymczasem zawód nauczyciela jest bardzo specyficzny, bo ruch kadrowy odbywa się tylko w maju. Jak do końca maja (zatwierdzenie arkusza organizacyjnego na kolejny rok) nie będziesz miał etatu, to czekasz cały rok na kolejną szansę. To trochę inaczej niż w przypadku stolarzy i dziennikarzy.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Dobrze zarabiający Nauczyciel(2016-03-30 10:18) Odpowiedz 74

    Belfer -potocznie lekceważąco Nauczyciel.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • bob(2016-03-31 20:37) Odpowiedz 310

    Dobrze, że dali zdjęcie tego typa- wreszcie wiem jak wygląda kolejny nadredaktor (po kluzikowej (pisownia celowa) i reszcie gazetowych specjalistów) od edukacji. Wstydziłbyś się chłopie takie teksty rodzić!

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

Reklama