statystyki

Reforma oświaty: PiS powtórzy błędy rządu AWS-UW?

autor: Anna Wittenberg13.11.2015, 07:24; Aktualizacja: 13.11.2015, 08:51
szkoła

Szybko okazało się, że projekt ekspresowego wprowadzania gimnazjów budzi wiele kontrowersji nie tylko wśród polityków, ale też wśród rodzicówźródło: ShutterStock

Dzisiejsze czołówki gazet dotyczące zmian oświatowych wytykają politykom te same błędy, które popełniali ich poprzednicy, wprowadzając gimnazja.

reklama


reklama


Co tak naprawdę robią urzędnicy MEN, ogłaszając wielką reformę edukacyjną, w wyniku której mają powstać całkiem nowe szkoły? Zmieniają struktury i szyldy. Mnożą administrację, bo ile gimnazjów, tyle będzie nowych dyrekcji. Tworzą nową formę, zaś o tym, co najważniejsze, czyli o treści reform, wypowiadają się w sposób – delikatnie mówiąc – niespójny” – tak reformę gimnazjalną, którą prowadził rząd AWS-UW, podsumowywała pod koniec 1998 r. „Polityka”. Dobre intencje, twarde decyzje, burzliwe protesty, a w efekcie – pierwszy dzwonek jak zwykle i pospieszne łatanie dziur w reformie. Jeśli przyjrzeć się, jak wprowadzanie nowych szkół relacjonowała prasa, można dojść do wniosku, że styl reformowania oświaty w Polsce w ogóle się nie zmienił. Nagłówki można by bez problemu kopiować i do dzisiejszych czasopism.

Pomysł

Reforma edukacji, którą zaprojektował rząd AWS-UW, przekształcała obowiązujący w Polsce od 1968 r. system szkolnictwa z podstawówką i szkołą średnią w system trzystopniowy. Między dwa dotychczasowe poziomy wprowadzono jeszcze trzyletnie gimnazjum. Nowością był też system egzaminów zewnętrznych – zamiast egzaminów do liceum czy technikum i matury w szkole wprowadzano test szóstoklasisty, egzamin gimnazjalny i maturę. Wszystkie złożone z arkuszy przygotowanych przez zewnętrznych ekspertów.

Była to jedna z czterech dużych reform. Poza oświatą zmieniano jeszcze systemy emerytalny, administracyjny i opieki zdrowotnej. Jak pisały ówczesne gazety, reformatorski zapał nie mógł dziwić – ogromna większość Polaków była niezadowolona z tego, jak funkcjonuje szkoła. W maju 1996 r. 71 proc. badanych mówiło ankieterom CBOS, że zmiana jest „potrzebna i pilna”. Powszechna zgoda na jakąś reformę była niezależna od opcji politycznej. Dotychczasowy system oświaty krytykowały i „Gazeta Wyborcza”, i „Nasz Dziennik”.

Mirosław Handke wspominał na łamach „GW”, że „pełne poczucie zadowolenia będzie miał, kiedy uda się wprowadzić reformę przy jak najmniejszym bałaganie”. Dość proroczo. Bowiem kiedy tylko opublikował rozkład jazdy reformy, nazywany od koloru broszurki „pomarańczową książeczką”, w prasie rozpoczął się festiwal wątpliwości.

Rzeczniczka MEN tłumaczyła na łamach „Wprost”, że niektórzy dyrektorzy po otrzymaniu pakietu informacyjnego wyrzucili go do kosza, zamiast omówić go na radzie pedagogicznej. Włodzimierz Paszyński, wtedy kurator, a dziś wiceprezydent Warszawy, przekonywał na łamach „Wyborczej”, że trudno będzie opanować nauczanie pod testy. Na łamach „Naszego Dziennika” ukazał się tekst podpisany przez Stowarzyszenie Rodzina Polska. W nim chyba najbardziej miażdżąca dla reformy ocena. „Czy [projekt] budzi niepokój? To za mało powiedziane. On budzi grozę i przerażenie. Polskiemu społeczeństwu proponuje się drastyczne obniżenie poziomu nauczania”. Stowarzyszeniu nie podobało się ograniczenie liczby godzin języka polskiego i historii Polski (reforma położyła większy nacisk na historię powszechną), wprowadzenie matematyki na maturę i jednocześnie zmniejszenie liczby jej godzin w szkole, ograniczenie zajęć plastyki i muzyki, a także połączenie biologii, chemii i fizyki w przyrodę. Autorzy tekstu postawili tezę, że nadrzędnym celem reformy jest realizacja ekonomicznych interesów Unii Europejskiej. A był to dopiero początek krytyki.

Sceptycznie o reformach wyrażali się też nauczyciele. „Zgadzamy się z koniecznością reformy, ale nie z jej kształtem” – mówił dla „Wprost” prezes ZNP Sławomir Broniarz. „Przede wszystkim nie odpowiada, o jakiego absolwenta nam chodzi. Nie wiemy też, czy państwo na to stać, szczególnie kiedy w tym samym czasie wprowadzane są trzy inne reformy”. Jak się później okazało, ministerstwo też nie do końca to wiedziało. Prawdziwy zalew newsów wywołała wiadomość, że w pierwszym roku reformy tylko ułamek 190 z 1600 gmin dostanie gimbusy, którymi można było dowozić dzieci do szkoły. Powód? Błąd rachunkowy ministra edukacji.


Pozostało jeszcze 77% treści
Aby zobaczyć cały artykuł, zaloguj się lub wykup dostęp
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

reklama

  • Pol(2015-11-13 10:13) Odpowiedz 10

    Rewolucja, autorstwa PiS jest moim zdaniem jeszcze gorzej przygotowana niż reforma AWS-u. Są hasła, ale brakuje badań, przyczyn, argumentów i szczegółów zmiany. AWS przygotowywał zmianę prawie 2 lata i przekonywał do niej, ale nie dopracowano między innymi kwestii bazy i powstały gimnazja molochy. Był to inny moment - wyż w oświacie, co osłabiało opór społeczny, bo uniknięto zwolnień.Teraz jest niż , a efekty reformy wątpliwe.

  • Greg(2015-11-15 14:23) Odpowiedz 00

    Niestety, zapewne będzie tak jak w tytule. Zmiana jednego elementy, czyli likwidacja gimnazjów nic nie da. Potrzebna jest dyskusja, długie przygotowania i zmiana całościowa. Jednak zapewne będzie tylko kosztowna rewolucja.

  • Brian(2015-11-15 12:56) Odpowiedz 01

    Przede wszystkim PIS musi wprowadzić nowe podręczniki historii, a w nich, Lech K. wielkim bohaterem był, i poległ. Pomniki na każdym skwerze pomogą w tym urojeniu.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

reklama