Od września 2016 r. oddziały przedszkolne, które działają przy szkołach, będą z mocy prawa przekształcone w zespoły szkolno-przedszkolne. Takie rozwiązanie wprowadza art. 5 ustawy z 13 czerwca 2013 r. o zmianie ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. poz. 827). Podjęcie uchwały przez radnych o takim przekształceniu wydawałoby się formalnością, gdyby nie rozporządzenie ministra edukacji narodowej z 31 grudnia 2014 r. w sprawie wymagań ochrony przeciwpożarowej, jakie musi spełniać lokal, w którym jest prowadzone przedszkole utworzone w wyniku przekształcenia oddziału przedszkolnego lub oddziałów przedszkolnych zorganizowanych w szkole podstawowej (Dz.U. z 2015 r. poz. 20).

Czekają na ruch rządu

Samorządy powinny już rozpocząć dostosowywanie oddziałów przedszkolnych do nowych wymagań. Ale większość gmin czeka, co w tej sprawie zrobi nowy rząd, bo z przedwyborczych zapowiedzi wynika, że przepisy czeka korekta. Proponowane zmiany wiążą się z ogromnymi kosztami, a jeśli zostanie zniesiony obowiązek nauki dla sześciolatków, samorządy będą musiały więcej takich przedszkoli utworzyć w szkołach. Dodatkowo 350 tys. dzieci trafi do tego typu placówek.

– W czasie wakacji przeprowadzimy dostosowanie oddziałów przedszkolnych do wymogów przeciwpożarowych. Dziś nie wiemy jeszcze, ile zespołów szkolno-przedszkolnych powstanie. Wszystko zależy od decyzji nowego rządu w sprawie sześciolatków – przyznaje Andrzej Piechociński, naczelnik wydziału oświaty Urzędu Miejskiego w Łomży.

Gminy zwracają też uwagę na problemy techniczne.

– Brakuje dodatkowych pomieszczeń, szkoły są za ciasne, bez odpowiedniego zaplecza sanitarno-socjalnego, większość budynków wymaga gruntownych remontów i rozbudowy – wylicza Władysław Czychyn, kierownik Ośrodka Administracji Szkół Gminy Stargard Szczeciński.

Inne samorządy udowadniają, że ten obowiązek ich nie będzie dotyczył. Urząd Miejski w Bytomiu wskazuje, że wprawdzie sześć przedszkoli korzysta z sal w budynkach szkół podstawowych, ale oddziały przedszkolne tam funkcjonujące były zatwierdzone w arkuszu organizacyjnym danego przedszkola. Argumentuje, że te oddziały nie podlegały szkole i nie mieściły się w jej strukturze organizacyjnej (są zawierane umowy o nieodpłatne użyczenie pomieszczeń na potrzeby przedszkoli). Zatem w opinii tego urzędu nie zachodzi konieczność zmian.

Gminy mówią też otwarcie, że nowe przepisy sprawią, iż oddziały przedszkolne będą znikać ze szkół, a nie łączyć się w zespoły.

– Rozporządzenie MEN spowoduje, że nie wszystkie funkcjonujące oddziały przedszkolne będą spełniały wymagania do tego, aby stanowiły przedszkole. Adaptacja pomieszczeń zarówno dydaktycznych, jak i socjalnych nie w każdej placówce będzie możliwa do zrealizowania – przekonuje Marta Stachowiak, doradca prezydenta miasta Bydgoszczy.

Wyjaśnia, że jednym z zadań placówki przedszkolnej jest zapewnienie wychowankom co najmniej trzech posiłków. To wymaga przystosowania kuchni i zwiększenia personelu.

Podobnie w nie wszystkich gdańskich podstawówkach powstaną zespoły.

– Prezydent po konsultacjach społecznych i analizach finansowych zdecydował, że oddziały przedszkolne pozostaną tylko w tych szkołach, które spełniają warunki określone ustawą. Dzieci przedszkolne znajdą miejsca w przedszkolach prowadzonych przez miasto – potwierdza Dariusz Wołodźko z Urzędu Miejskiego w Gdańsku.

Problemem są pieniądze

Kraków oszacował, że koszty utworzenia zespołów szkolno-przedszkolnych w 13 szkołach wyniosą ok. 4 mln zł.

– Środki na ten cel będziemy musieli znaleźć we własnym budżecie – informuje Dominika Biesiada z Urzędu Miasta Krakowa.

W Stargardzie Szczecińskim wyliczono, że na dostosowanie oddziałów do nowych norm potrzeba 480 tys. zł.

Wszystkie samorządy twierdzą, że na dostosowanie placówek będą musiały szukać pieniędzy we własnych budżetach. MEN w 2013 r. przekonywało, że na wsparcie oddziałów przedszkolnych wyodrębniona została pula środków w wysokości 53,7 mln euro. Środki te miały trafić do ponad 2,5 tys. oddziałów przedszkolnych w publicznych szkołach podstawowych prowadzonych przez gminy i inne podmioty oraz niepublicznych szkołach podstawowych. Dziś resort edukacji odsyła samorządy do marszałków, aby tam wnioskować o wsparcie.

– U marszałków nie ma tych pieniędzy. Ja rozumiem, że MEN kierowało się dobrem dziecka i bezpieczeństwem, ale wiele placówek po prostu fizycznie nie można dostosować do tych nowych wymagań – podsumowuje Marek Olszewski, wójt gminy Lubicz, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP.

Jeśli dodatkowo sześciolatki wrócą do przedszkoli – przekonuje wójt – to najzwyczajniej w świecie nie uda się z własnych środków utworzyć tych szkolnych zespołów.