statystyki

Koniec z kopiowaniem prac dyplomowych. Ale nie dla wszystkich

autor: Urszula Mirowska-Łoskot18.11.2013, 06:55; Aktualizacja: 18.11.2013, 08:31

Uczelnie będą musiały wprowadzić do systemu antyplagiatowego 1,5 mln tekstów prac licencjackich czy magisterskich. Mają na to czas do końca 2016 r.

reklama


reklama


Osoby, które w przyszłym roku będą bronić prac dyplomowych, jeszcze unikną sprawdzania ich w ogólnopolskiej bazie antyplagiatowej. Tak wynika z projektu nowelizacji ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym.

Zgodnie z proponowanymi przepisami uczelnia będzie zobowiązana do weryfikowania prac (licencjackich, inżynierskich czy magisterskich) z tymi znajdującymi się w ogólnopolskim systemie.

– Przed obroną szkoła wyższa będzie musiała sprawdzić tekst, wykorzystując do tego celu programy antyplagiatowe oraz ogólnopolską bazę prac dyplomowych – mówi Kamil Melcer, rzecznik prasowy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

– Poszerzenie możliwości porównywania prac w skali kraju pozwoli na pełniejszą weryfikację tego, czy dana praca nie jest plagiatem. Z bazy będą korzystali zarówno promotorzy, jak i Polska Komisja Akredytacyjna – dodaje.

Obecnie nie ma takiego obowiązku. Uczelnia musi jedynie zapewnić, że sprawdza oddane do obrony teksty pod kątem plagiatu, ale nie musi tego robić za pośrednictwem systemu informatycznego.

Poza tym szkoły wyższe zostaną zobowiązane do wprowadzenia do ogólnopolskiej bazy tekstów już napisanych. Trafią do niego te obronione po 30 września 2009 r. Będą z nimi weryfikowane nowe dzieła studentów.

– Istnieje możliwość, że przy tej okazji baza ujawni prace już obronione, które również są skopiowane. System antyplagiatowy pokazuje bowiem źródło, z jakiego pochodzi użyty fragment – zauważa Przemysław Lech z Plagiat.pl.

Na tej podstawie osoba, która wychwyci rażące podobieństwa, będzie mogła dociekać, na ile praca została skopiowana i czy uzyskany dyplom się należy.

Jej autorowi będzie mógł zostać odebrany bezterminowo tytuł zawodowy.

Nowy wymóg zobliguje uczelnie do wprowadzenia do systemu 1,5 mln zaliczonych już prac. Obejmie zarówno publiczne, jak i prywatne szkoły wyższe. Będą miały na to czas do 31 grudnia 2016 r. W bazie znajdą się takie informacje, jak: tytuł pracy dyplomowej i jej treść, dane autora, promotora i recenzentów, nazwa wydziału i uczelni. Z wyliczeń resortu nauki wynika, że koszt wprowadzenia jednego tekstu wyniesie 3 zł i zajmie pracownikowi uczelni 4 minuty.

– Wprowadzenie ogólnopolskiego systemu antyplagiatowego oceniam pozytywnie, choć niepokojące może być grożące utożsamienie walki z plagiatami z użyciem narzędzi informatycznych – mówi prof. Jarosław Płuciennik, prorektor ds. programów i jakości kształcenia Uniwersytetu Łódzkiego.

Odpowiedzialny za jakość pracy powinien być nadal promotor, który wspiera studenta, m.in. w przygotowaniu się do obrony. Resort nauki zapewnia, że to się nie zmieni.

Proponowane przepisy mają obowiązywać od przyszłego roku. Na razie czekają na rozpatrzenie przez Radę Ministrów. Mają wejść w życie trzy miesiące od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

Etap legislacyjny

Projekt nowelizacji czeka na rozpatrzenie na Radzie Ministrów

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • :](2013-11-18 12:03) Odpowiedz 10

    ciekawi mnie, jak można i jak często, jak wiele, ile razy można zmienić coś co zostało już stwierdzone i napisane - chodzi o teorie.

  • guru122(2013-11-18 15:00) Odpowiedz 10

    Tzw. prace dyplomowe to relikt komuny. Powinien być egzamin końcowy z całości studiów.

  • Sanos(2013-11-18 09:28) Odpowiedz 10

    Dziwnym trafem nikt nie próbuje wyciągnąć konsekwencji wobec niewywiązujących się z obowiązków promotorów i recenzentów prac...

    Druga mniej konspiracyjna kwestia dotyczy samych prac magisterskich i ich celowości, uczelnie i prawodawca bardzo sie stara by prace magisterskie licencjackie nie były plagiatami, tylko ich wartość dla samych studentów i pracodawców jest znikoma, a uczelnie nie zapewniają wiedzy i umiejętności wymaganych do napisania pracy na poziomie, który podobno same promują. Gra w ciuciubabke pomiędzy ministrestwem, uczelniami, problem w tym że pochłania coraz więcej energii, która mogłaby być spożytkowana dużo lepiej.

  • Marcin M.(2013-11-18 10:55) Odpowiedz 00

    Kto stworzy ten system? Pytam oczywiście o zewnętrznego dostawcę, bo nie przeszło by nikomu przez myśl, żeby zrobiły to same bezpośrednio dotknięte / zainteresowane szkoły wyższe... Chociaż precedens jest - tak stworzono bodajże USOS-a. Tymczasem państwo w zamówieniach publicznych dot. infrastruktury informatycznej najlepiej sobie nie radzi.

  • Tessa(2013-11-18 13:03) Odpowiedz 00

    A co z dotychczasowymi plagiatami. Znowu się ekipie uda bezkarnie być magistrem ?

  • mjk(2013-11-18 15:40) Odpowiedz 00

    Ale nawet jak ktoś nie napisał plagiatu, to mógł przepisać książkę własnymi słowami, co niektórym zajmuje 2 weekendy. Program tego nie wychwyci, ale czy to jest plagiat?

  • cd(2013-11-18 16:50) Odpowiedz 00

    Trzeba będzie stworzyć nowy język bo ten ma określony zasób słów i będą się wiele razy powtarzać a tytuły będą sobie przyznawać nacjonaliści jednej nacji która robi to już od dziesiątek lat nawet nie studiując mają tytuły naukowe.

  • kto i...(2013-12-19 18:47) Odpowiedz 00

    nie specjalnie obchodzi mnie kto z prominentnych przedstawicieli władzy legitymuje się jakim dyplomem, gdyż to nie wpływa na tzw -"wybieralność"; a sam program anty-plagiatowy na pewno temu nie zaradzi; zarówno promotor jak i recenzent powinien - "być obecny" w toku powstawania pracy magisterskiej; co do prac licencjackich i zasadności samego trybu "pół-studiów" nie chcę się wypowiadać

  • ...z nawiązką...(2013-12-19 19:06) Odpowiedz 00

    Trudno jest walczyć z plagiatami prac magisterskich przy tak dużym przyzwoleniu społecznym takiego procederu; wiosną tego roku nie oparłam się ciekawości i odpowiedziałam na zamieszczone w Internecie ogłoszenie brzmiące w ogólnym zarysie tak: ..." osoba do napisania pracy dyplomowej do 01 maja potrzebna... i ... adres e-mailowy"; pchnęła mnie ciekawość w pierwszej chwili; po krótkiej wymianie e-maili- wiedziałem już jaka dziedzina itp; szybko rozszyfrowałam, żże chodzi o jedną z najlepszych polskich uczelni w jednym z miast wojewódzkich; w swej naiwności pomyślałam, ze swoim podejściem i rzeczowymi argumentami uda mi się nakłonić ogłoszeniodawcę do pisania samodzielnie; mając nadzieję, że podanie kilku argumentów tudzież uwag dotyczących jak się do tego zabrać wystarczy; w momencie gdy rzeczona osoba zorientowała się, iż nie mam zamiaru napisać za nią pracy - mówiąc prosto- posłała mi wiązkę soczystych słów w ostatnim e-mailu; i tak moja ciekawość została zaspokojona z nawiązką.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

reklama