Rośnie liczba zamykanych szkół wyższych. Obecnie na 460 uczelni aż 26 jest w trakcie likwidacji. W 2012 r. zostały wykreślone z rejestru cztery placówki. Liczba ta będzie rosnąć w kolejnych latach. Mimo niżu demograficznego nie będzie więc tak łatwo dostać się na studia.

Minister zamyka

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW) już prowadzi działania, które mają na celu zmniejszenie liczby szkół wyższych. Tym, które stoją na skraju bankructwa, proponuje konsolidację albo likwidację.

– W nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym przewidujemy usprawnienie i przyspieszenie postępowania administracyjnego w sprawie zawieszania kierunków studiów i zamykania uczelni – zapowiedziała prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

Dodaje, że celem konsolidacji jest zmniejszenie liczby szkół i stworzenie silnych ośrodków akademickich. W 2012 r. z tej możliwości skorzystało 9 uczelni.

– Nasza szkoła powstała z połączenia sześciu placówek dydaktycznych i jednego instytutu, planujemy dalsze konsolidacje i już trwają pracę nad włączeniem kolejnych jednostek w nasze struktury – zdradza prof. Krzysztof Rybiński, rektor Uczelni Vistula.

Tłumaczy, że połączenie z inną placówką zmniejsza koszty administracyjne, szkoła uzyskuje w ten sposób prawo do doktoryzowania, bo zostają spełnione wymogi kadrowe.

– Uczelnia jest także lepiej punktowana w rankingach, korzystają też na tym studenci, ponieważ mają dostęp do pełniejszej oferty dydaktycznej – mówi prof. Krzysztof Rybiński.

Konsolidacja w dobie niżu demograficznego po prostu się opłaca. Są też minusy takiego rozwiązania. Szkoły mogą zamykać mniejsze oddziały, centralizować się, co powoduje ograniczenie miejsc dla kandydatów.

Więcej dla dużych

Dodatkowo MNiSW zachęca szkoły do konsolidacji, obiecując wyższą dotację z budżetu. Zgodnie z propozycją resortu jeżeli w okresie trzech kolejnych lat przypadających po roku połączenia uczelni dotacja podstawowa dla utworzonej w ten sposób szkoły będzie niższa niż 102 proc. sumy dotacji przekazanych połączonym uczelniom, to minister wypłaci jej wyrównanie do tego poziomu.

Resort nauki tłumaczy, że zapewni to możliwość wypracowania przez nowo powstałą uczelnię solidnych podstaw do dalszej działalności i rozwoju. Tak wynika z projektu rozporządzenia zmieniającego rozporządzenie ministra nauki i szkolnictwa wyższego w sprawie sposobu podziału dotacji z budżetu państwa dla uczelni publicznych i niepublicznych. Jest w trakcie konsultacji społecznych. Ma wejść w życie dzień po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw z mocą od 1 stycznia 2013 r.

Nieuchronna likwidacja

Części uczelni nie uda się jednak przetrwać na rynku. Tylko w ciągu ostatnich czterech lat z rejestru wykreślono 22 szkoły wyższe. Dla porównania od 1993 r. do 2007 r. było to zaledwie 10 szkół.

Resort nauki zapowiada, że chce przejąć kontrolę nad tymi placówkami, które sobie nie poradzą. Zabroni przyjmowania kandydatów na studia.

Również niepubliczne uczelnie z negatywną oceną Polskiej Komisji Akredytacyjnej będą pod szczególnym nadzorem ministra nauki. Tak wynika z projektu założeń do nowelizacji ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz.U. nr 164, poz. 1365 z późń. zm.).

Na likwidację czekają również zamiejscowe ośrodki dydaktyczne (ZOD). W roku akademickim 2011/2012 było ich 149 i kształciły 27 tys. studentów. Tylko nieliczne (te, które otrzymają zgodę ministra nauki) będą mogły kształcić dalej. Pozostałe będą mogły być przekształcone w filię lub wydział zamiejscowy, ale pod warunkiem że rektor podejmie taką decyzję. To jednak wiąże się z dodatkowymi nakładami oraz zwiększeniem kadry. Dlatego przekształcenie wybierają tylko nieliczne uczelnie.

– Nasz ośrodek będzie zmieniony w wydział zamiejscowy, ale z moich obserwacji wynika, że większość ZOD-ów w Polsce czeka kasacja – twierdzi Andrzej Figiel, dyrektor ZOD Politechniki Wrocławskiej w Wałbrzychu.

Trudniejszy dostęp

Likwidacja ZOD-ów również utrudni dostęp do studiów.

– Studenci z małych miejscowości mogą mieć problem, żeby dotrzeć do uczelni, zwiększy to dla nich też koszty kształcenia – argumentuje Stanisław Heropolitański, rzecznik Zachodniopomorskiego Uniwersytetu w Szczecinie.

Obecnie uczelnie obniżają wymagania stawiane kandydatom na studia, bo to od ich liczby zależne są ich przychody.

– Placówkom powinno bardziej zależeć na tym, jakich kandydatów przyjmują, bo misją uczelni jest jakość kształcenia, a nie zysk – przekonuje prof. Tadeusz Luty, doradca prezydenta Wrocławia do spraw współpracy z uczelniami wyższymi.

Dodaje, że w dalszej perspektywnie przyjmowanie maturzystów z miernymi wynikami nie będzie się szkole opłacać. Wyjaśnia, że uczelnie powinny skupić się na inwestowaniu w badania naukowe, a tak się może stać, tylko jeśli będą miały odpowiednio przygotowanych studentów do ich prowadzenia.

Zatem jeśli liczba uczelni spadnie, te, które zostaną, mogą podnieść swoje wymagania wobec maturzystów. Niż demograficzny skończy się w 2022 r. i od tego momentu liczba kandydatów zacznie rosnąć, tyle że miejsc na studia będzie znacznie mniej.