Ważniejsza niż dyplom wyższej uczelni będzie umiejętność uczenia się, rozwiązywania problemów oraz szybkiego analizowania informacji z różnych źródeł. No i biegła znajomość co najmniej dwóch języków: najlepiej angielskiego i rosyjskiego. Będą one niezbędne tym, którzy zechcą pracować w sektorze usług, który z regionalnego będzie się stawał coraz bardziej globalny.

Osób, dla których praca jest hobby, będą poszukiwali szefowie firm już w 2020 roku. – Nie warto więc posyłać syna, który uwielbia rysować, na biotechnologię, bo choć jest to tzw. zawód z przyszłością, to nigdy nie będzie w nim tak dobry jak koledzy, którzy najlepiej się bawili, przeprowadzając eksperymenty chemiczne lub zakładając hodowlę bakterii – mówi Monika Zakrzewska z PKPP Lewiatan.

Według autorów raportu w 2020 r. rynek pracy będzie potrzebował głównie inżynierów z różnych dziedzin nauk ścisłych, a także specjalistów od ochrony zdrowia i środowiska, analityków finansowych, doradców biznesowych, specjalistów od ubezpieczeń. I niekoniecznie z dyplomami wyższej uczeni. W cenie będą również absolwenci szkół zawodowych, którzy w małym palcu będą mieli nowe technologie, a przede wszystkim non stop będą doskonalili swoje umiejętności i wiedzę.

Większy niż obecnie popyt ma być też na specjalistów o najwyższych kwalifikacjach oraz na fachowców od zadań specjalnych, czyli nierutynowych. Spadnie natomiast zapotrzebowanie na zawody związane z rolnictwem, rybołówstwem, a także z rzemiosłem.

Zmieniający się rynek pracy wymusi rewolucję w systemie kształcenia, a uczelnie, które nie zmienią modelu nauczania, znikną z rynku.