W założeniach do pilotażu „Cyfrowej szkoły” MEN sprecyzowało jedynie, że należy zapewnić dostęp do 18 podręczników dotyczących 14 przedmiotów – i to zarówno dla dzieci ze szkół podstawowych, gimnazjów, jak i szkół ponadgimnazjalnych. Wszystkie mają powstać do 2015 roku, ale pierwsze mają się pojawiać już w przyszłym. I wszystkie mają funkcjonować na zasadach na licencji Creative Commons – czyli bezpłatnie dostępne w internecie. To z jednej strony korzystne dla uczniów, ale z drugiej może zlikwidować możliwość wyboru różnych podręczników i konkurencję wydawców. Plan ten zaniepokoił branżę wydawniczą.

Dziś rynek podręczników papierowych ocenia się na około 1 mld zł i działa na nim kilkanaście małych i kilka większych wydawnictw.

– Nieprzemyślane zastępowanie podręczników e-bookami udostępnianymi bezpłatnie w internecie może niestety doprowadzić do sytuacji podobnej jak ta w Norwegii – ostrzega dr Grażyna Szarszewska, prezes Polskiej Izby Książki. Tam po wprowadzeniu obowiązkowych e-booków rynek podręczników papierowych się załamał. U nas może nastąpić to samo lub rynek skurczy się znacznie, co spowoduje zubożenie oferty i jej konkurencyjności – dodaje Szarszewska.

Jednak to, co niepokoi wydawców, w ocenie zwolenników uwalniania treści edukacyjnych jest sporym sukcesem. Fundacja Nowoczesna Polska, która od lat walczy o prawo do wolnego i nieograniczonego korzystania z materiałów edukacyjnych, ogłosiła wręcz, że wreszcie osiągnęła swój cel. Eksperci jednak ostrzegają, że tak naprawdę jeszcze nic nie udało się osiągnąć, a wizja e-booków jest bardzo mglista.

32 mln złotych przeznaczono na darmowe książki dla uczniów dostępne w sieci

– Brakuje jakichkolwiek konkretów, co w tych e-bookach miałoby być. Czy mają być dostosowane do używania na laptopach, na czytnikach czy na tabletach? Czy mają być multimedialne, czy to będzie po prostu elektroniczna wersja papierowych podręczników? – mówi Roman Lorens, trener e-learningu i dyrektor liceum w Jaśle. – Już nie mówiąc o tym, jak i za co przeszkolić nauczycieli i ile czasu to zajmie. Są same pytania, a ze strony MEN brakuje specyfikacji wymagań, jakie zostaną postawione producentom tych e-booków. Może się okazać, że w efekcie powstanie po prostu kilkanaście bardzo drogich, ale mało przydanych e-książek – dodaje ekspert.