Telewizja publiczna wyemitowała kolejny już program wspierający ruchy antyszczepionkowe. Wydarzenie jest dziwne samo w sobie, ale nie rozumiem, dlaczego minister zdrowia i pani premier milczą w tej sprawie? W publicznej telewizji promowane są insynuacje, że przepisy ustanowione i firmowane przez rząd prowadzą do upośledzenia i śmierci dzieci, a rząd nie reaguje. Nie wiedzą, co powiedzieć? Jak wytłumaczyć, że szczepić absolutnie trzeba? Czy może po cichu podzielają poglądy przedstawione w programie? W to ostatnie raczej nie wierzę, bo jeszcze kilka tygodni temu sam minister Konstanty Radziwiłł szczepił się publicznie razem z komisarzem do spraw zdrowia i bezpieczeństwa żywności Unii Europejskiej i przekonywał do tego samego innych. Tym bardziej obecna postawa wydaje się zagadkowa.



Kiedy szef resortu zdrowia z Jackiem Kurskim, prezesem TVP, w sierpniu podpisywali umowę, w ramach której telewizja obiecała promować szeroko pojęte zdrowie w myśl swojej misji publicznej, wszystko odbywało się w blasku fleszy. Teraz nie ma nawet wzmianki na stronie resortu o zaskakujących „prozdrowotnych” działaniach na antenie TVP.
Zaprotestowała jedynie Naczelna Izba Lekarska, która w liście otwartym po sobotnim programie apelowała o to, by Polacy nie ulegali manipulacji i zadbali o zdrowie, szczepiąc się. Jednocześnie prezes NIL Maciej Hamankiewicz zwrócił się do swojego byłego kolegi z Izby – obecnego ministra, „by dołączył do wezwania i zaapelował do Prezesa Telewizji Polskiej Jacka Kurskiego, by publiczna telewizja zaprzestała akcji antyszczepionkowej i zaczęła propagować zachowania prozdrowotne służące dobru publicznemu”.
W sobotni wieczór w programie TVP Studio rozegrały się prawdziwe igrzyska. Po jednej stronie rodzice opowiadali dramatyczne historie: o głęboko upośledzonych dzieciach i przypadkach śmierci – kamera bardzo często najeżdżała na zdjęcie dziewczynki oprawione w czarne ramki albo pokazywała zbliżenia upośledzonego chłopca, który głaskał i całował matkę. Po drugiej siedzieli kompletnie zagubieni naukowcy. Jeden z lekarzy, czy to z nerwów (tak się to starałam tłumaczyć) nawet silił się na sarkazm, co w zderzeniu z wybrzmiałą dopiero co historią śmierci dwumiesięcznego noworodka – prawdopodobnie – po podaniu szczepienia, robiło fatalne wrażenie. Poglądy prowadzących były widoczne na pierwszy rzut oka. Przerywano wywody medyczne, fakty były mieszane z insynuacjami.
Szczerze? Gdybym nie miała na ten temat żadnej wiedzy, po programie miałabym poważne wahania, czy w ogóle szczepić dzieci. Po tym programie mam wątpliwości, czy zaszczepić moją córkę na HPV. Nikt nie zdołał mnie przekonać, że warto. Usłyszałam tylko opowieść matki, której córka od czasu zaszczepienia nieustannie mdleje.
W programie wybrzmiała jeszcze jedna rzecz – wielu polskim lekarzom brak elementarnej wrażliwości i wyczucia. Niezależnie o powodu tragedii w historiach opowiadanych przez rodziców pojawia się motyw zderzenia się ze ścianą obojętności. W dodatku są kłopoty z monitorowaniem niepożądanych odczynów poszczepiennych, pomimo że lekarze mają taki obowiązek prawny. Być może to jest temat, którym należy się zająć. Ale z obecnej formuły nie wynika, żeby to był cel programów TVP.
Telewizja jednak nie zamierza stonować swojej retoryki. Jeszcze w tym tygodniu w telewizyjnej Jedynce planowany jest kolejny materiał o szczepieniach. Tym razem o tym, jakie są przepisy, kary dla nieszczepiących i jak lekarze sprawozdają niepożądane odczyny poszczepienne. W odpowiedzi na pytania DGP Centrum Informacyjne TVP napisało mi, że po fali krytyki chce dopuścić do głosu środowisko lekarskie, które wyjaśni, dlaczego należy się szczepić. Brzmi obiecująco, ale do programu po raz kolejny został zaproszony ekspert „antyszczepionkowców” dr Jerzy Jaśkowski, postać budząca, delikatnie mówiąc, wiele kontrowersji.
Powód wydaje się dość oczywisty: słupki oglądalności. Sama telewizja przyznaje, że pierwszy odcinek o szczepieniach (w audycji występowali głównie ich przeciwnicy) obejrzała rekordowa liczba widzów. A do redakcji ponoć wpłynęły tysiące e-maili oraz dzwoniły setki telefonów. Dlatego kontynuują ten temat.
Może i prezes Jacek Kurski będzie mógł się pochwalić, jak skoczyły notowania wśród widzów. Jednak wiele wskazuje na to, że już minister zdrowia i inspektor sanitarny nie będą mieli powodów do radości. Statystyki zaszczepialności poszybują w dół.