Czytelniczki DGP zainteresowały się popularnymi ostatnio kosmetykami handmade. Ich producenci oferują naturalne mydła, balsamy i musy do ciała oraz kremy do twarzy przygotowywane na specjalne zamówienie. Swoje produkty przeciwstawiają zwykłym kosmetykom sprzedawanym w drogeriach. Zapewniają, że ich preparaty są przygotowywane domowymi sposobami z naturalnych składników bez użycia konserwantów, parabenów czy ostrych detergentów. – Czy takie kosmetyki są bezpieczne, czy przeszły wszystkie niezbędne badania i jak sprawdzić, czy mają wszystko, co potrzeba – pyta pani Anna.
Reklama
Joanna Bilnicka-Janus doradca prawny w kancelarii Carpe Diem / Dziennik Gazeta Prawna
Zapytani o to eksperci zauważają, że przepisy, które regulują produkcję i dystrybucję kosmetyków, nie różnicują ich na produkty drogeryjne i handmade. – Jeśli dany produkt spełnia definicję kosmetyku, to automatycznie powinien też spełniać wszystkie przewidziane prawem wymogi, bez względu na to, czy jego producentem jest międzynarodowy koncern, czy Jan Kowalski, który wytwarza kosmetyk metodą chałupniczą – mówi Paweł Gutowski, partner i adwokat w kancelarii adwokackiej Czyżewscy. Ekspert tłumaczy, że producenci, którzy wytwarzają kosmetyki metodą domową, nie są w żaden sposób uprzywilejowani. Zasadniczo więc każdy produkt powinien przejść wszystkie niezbędne badania, a jego wytwórca musi zebrać całą niezbędną dokumentację (w tym raport bezpieczeństwa sporządzony przez fachowca), która świadczy o tym, że to, co produkuje, jest bezpieczne i skuteczne. Producent powinien też odpowiednio oznakować opakowanie, opisać produkt i zgłosić kosmetyk na elektronicznym portalu rejestracji (CPNP). – Jeśli dopełni tych wymogów, to w zasadzie można zakładać, że kosmetyk jest bezpieczny i nie zawiera niedozwolonych substancji, które mogą szkodzić zdrowiu – mówi Paweł Gutowski. Tego samego zdania jest Justyna Stefańczyk-Kaczmarzyk, partner i radca prawny w kancelarii Kondrat i Partnerzy, która dodaje jednak, że samo dopełnienie procedury poprzez zgłoszenie w CPNP nie oznacza jeszcze, że kosmetyk jest na 100 procent bezpieczny, bo zarówno skład zgłoszonych kosmetyków, jak i ich oznakowanie nie podlegają w tej procedurze weryfikacji.
Eksperci mają też poważne wątpliwości, czy wszystkie oferowane na rynku kosmetyki przeszły tę procedurę. Paweł Gutowski uważa, że nie wszyscy producenci zdają sobie sprawę z wymogów, które powinni spełnić, zanim wprowadzą wyrób do obrotu. Ich zdaniem ryzyko jest ograniczone do minimum w przypadku tych, którzy produkują kosmetyki na masową skalę, a zwiększa się przy produkcji chałupniczej.
Justyna Stefańczyk-Kaczmarzyk zwraca uwagę, że procedura notyfikacji w CPNP leży w zasadzie w gestii producenta, a obowiązujące regulacje nie przewidują sankcji za jej niedopełnienie. – Obecnie nie ma też jednego organu, który odpowiada za kontrolę rynku kosmetycznego. Po części jest to Inspekcja Handlowa, po części Inspekcja Sanitarna – wyjaśnia ekspertka.
Organy te mogą nakazać wycofanie z obrotu produktu kosmetycznego, ale ich kompetencje w zakresie kar administracyjnych lub sankcji karnych są ograniczone. – Wynika to częściowo z faktu, iż ustawa o kosmetykach, która formalnie nie została uchylona, przewiduje kary za naruszenie przepisów, które już nie obowiązują – tłumaczy. Sytuacja powinna się zmienić już wkrótce na skutek nowelizacji ustawy kosmetycznej, która ma wprowadzić sankcje za nieprzestrzeganie obowiązującego rozporządzenia 1223/2009 regulującego obrót kosmetykami, ale na razie na rynku kosmetycznym panuje dość duża swoboda.
Justyna Stefańczyk-Kaczmarzyk zapytana o to, w jaki sposób przeciętny konsument miałby sprawdzić, czy dany kosmetyk przeszedł wszystkie niezbędne badania i został zgłoszony do obrotu, odpowiada, że w zasadzie nie ma takiej możliwości, i to zarówno w przypadku kosmetyków handmade, jak i drogeryjnych. – Przyczyną jest to, że nie istnieje rejestr zatwierdzonych produktów kosmetycznych. Pozostaje nam więc jedynie zaufanie do producenta, że dopełnił niezbędnych wymogów i produkt, który oferuje, w żaden sposób nie zagraża naszemu zdrowiu – wyjaśnia. Dodaje, że w sytuacjach wątpliwych można rozważyć kontakt z Inspekcją Sanitarną lub Handlową, które mają określone kompetencje w zakresie kontroli takich produktów.
Eksperci przestrzegają jednak przed generalizowaniem. Uważają, że niektóre produkty chałupnicze mogą być równie bezpieczne albo nawet bezpieczniejsze niż te oferowane przez znane firmy kosmetyczne. Z drugiej strony podkreślają jednak, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż znane marki funkcjonujące na rynku od lat lepiej znają wymogi prawne i nie będą ryzykowały uchybiania tym wymogom, bo to mogłoby oznaczać dla nich kres działalności.
Justyna Stefańczyk-Kaczmarzyk przyznaje, że sama spotkała się z kosmetykami kupionymi od osób, które nie przestrzegały żadnych przepisów. – Domowi producenci tną koszty do minimum, nie zdają sobie jednak sprawy, jak wiele ryzykują – mówi. Podkreśla, że mimo niedoskonałości regulacji rynku kosmetycznego producenci kosmetyków nie mogą czuć się bezkarni. Każdy z nich ponosi bowiem odpowiedzialność za produkt, który wprowadził do obrotu. W związku z tym, jeśli coś nam się stanie na skutek użycia kosmetyku, możemy pozwać jego producenta o odszkodowanie. W takim przypadku konsument będzie musiał udowodnić szkodę i dowieść jej związku z użytym produktem. – Dokładne przebadanie preparatu i opisanie jego składu leży więc de facto w interesie producenta – podsumowuje Justyna Stefańczyk-Kaczmarzyk.
Rynek domowych kosmetyków
Kosmetyki DIY – z ang. „do it yourself” (zrób to sam). Receptury na kosmetyki z ogólnodostępnych półproduktów są zamieszczane na internetowych blogach. W ich przypadku nie obowiązują żadne wymogi prawne, bo gotowe produkty nie są wprowadzane do obrotu. Produkt przygotowuje konsument, który sam ponosi odpowiedzialność za ewentualne szkodliwe działanie preparatu.
Kosmetyki handmade – z ang. ręcznie robione. Gotowe produkty kosmetyczne, które można zamówić w internecie, kupić na targach lub w małych sklepikach. Ich producenci powinni się stosować do regulacji rynku kosmetycznego, a ich produkty spełniać te same wymogi co kosmetyki sprzedawane w drogeriach. Jeśli ich nie spełniają i np. zawierają niedozwolone substancje, to producent naraża się na odpowiedzialność karną. Niezależnie od tego, jeśli kosmetyk wyrządzi komuś szkodę, to producent będzie mógł zostać pociągnięty przez tę osobę do odpowiedzialności cywilnej (odszkodowawczej).
PORADA EKSPERTA
Osoba, która zamierza sprzedawać kosmetyki handmade, musi przede wszystkim założyć działalność gospodarczą, a następnie spełnić wymagania przewidziane w rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego w sprawie produktów kosmetycznych. Pierwszym krokiem jest wyznaczenie osoby odpowiedzialnej za produkt kosmetyczny i udzielenie jej pisemnego upoważnienia. Następnym przeprowadzenie oceny bezpieczeństwa produktu kosmetycznego i sporządzenie raportu bezpieczeństwa. Najczęściej zleca się to firmom zawodowo zajmującym się przygotowywaniem tego rodzaju dokumentów. Wynika to między innymi z tego, że ocena musi być przeprowadzona przez osobę specjalizującą się w dziedzinie farmacji, toksykologii, medycyny lub innej zbliżonej dyscypliny. Średni koszt przygotowania oceny i raportu bezpieczeństwa wraz ze wszystkimi wymienionymi wyżej badaniami to 5–6 tys. zł za jeden produkt. Kolejnym obowiązkiem jest zgłoszenie kosmetyku do elektronicznej bazy CPNP, które nie wiąże się jednak z obowiązkiem uiszczenia jakichkolwiek opłat.
Podstawa prawna
Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1223/2009 z 30 listopada 2009 r. dotyczące produktów kosmetycznych (Dziennik Urzędowy Unii Europejskiej L 342/59).