Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk zamierza dopuścić do drogowych akcji ratowniczych motocykle i quady. Ratownicy przyklaskują pomysłowi, a sprzedawcy liczą zyski.
Cel: skrócić czas dojazdu do ofiar wypadku, zwłaszcza tam, gdzie zwykła karetka będzie musiała przeciskać się w korkach. A tym samym spowodować, że większa liczba ofiar wypadków będzie przeżywać nawet najpoważniejsze kraksy. Nie wiadomo, ile osób umiera ze względu na niemożność udzielenia natychmiastowej pomocy – takich danych nie ma. Liczy się każda minuta. W 2013 r. karetka w Słupsku zamiast być na miejscu w kwadrans, dotarła po 20 minutach. Człowiek zmarł.
Reklama
Możliwość zmian w przepisach dopuszczających wykorzystanie przez ratowników innych sprzętów niż obecnie używane (i tym samym kontraktowanie ich przez NFZ) sugeruje Ministerstwu Infrastruktury i Budownictwa (MIB) działająca przy nim Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.

Reklama
Resort przyznaje, że jest zainteresowany tego rodzaju zmianą. – Uznajemy za celowe dopuszczenie do udziału w działaniach ratowniczych odpowiednio wyposażonych i oznakowanych motocykli oraz innych pojazdów, które dotychczas nie są wykorzystywane do tych celów. Mogą one usprawnić akcje ratownicze, np. skrócić czas dojazdu do miejsca zdarzenia i przyspieszyć podjęcie akcji ratowniczej – stwierdza Ministerstwo Infrastruktury i Budownictywa.
Taka rewolucja wymagać będzie wprowadzenia zmian w regulacjach obejmujących m.in. strukturę funkcjonowania ratownictwa medycznego oraz rodzaje pojazdów wykorzystywanych przez lekarzy i ratowników medycznych, a także ich wyposażenie.
– Prace nad nowymi regulacjami prawnymi w tym zakresie wymagają też zaangażowania kilku resortów – dodaje MIB.
Na zmiany liczą też ratownicy medyczni. – Już od 2007 r. apelujemy o to, by choćby motocykle wprowadzić na stałe do naszej pracy. Znakomicie sprawdziłyby się w coraz bardziej zatłoczonych miastach – argumentuje Roman Badach-Rogowski, przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego. Jak dodaje, obecnie ustawa o państwowym ratownictwie medycznym przewiduje tylko trzy kategorie pojazdów do wykorzystania w akcjach ratowniczych: ambulanse, śmigłowce i zespoły wodne.
– Dlatego NFZ nie chciał kontraktować np. motocykli, i to mimo że kiedyś były testowane w Krakowie czy Bydgoszczy – opowiada Roman Badach-Rogowski.
I dziś można spotkać na ulicach ratowników na motorach. Oni jednak dokładają do interesu, bo jeżdżą na swoim sprzęcie za swoje pieniądze, NFZ nie refunduje nawet paliwa.
Pytanie, czy pomoc ratownika jadącego do wypadku na motorze nie będzie za bardzo okrojona – na jednoślad nie zmieści się przecież takiej ilości sprzętu, co w ambulansie, w dodatku kierowca będzie sam na miejscu zdarzenia.
– Chodzi o pierwszy kontakt z poszkodowanym, szybszy czas dotarcia i podtrzymanie funkcji życiowych. Motocykl dotrze na miejsce szybciej niż ambulans. Poza tym wiele urządzeń, np. defibrylatory, łatwo przewieźć z uwagi na ich niewielkie rozmiary – przekonuje Roman Badach-Rogowski.
Zgodnie z ustawą o państwowym ratownictwie medycznym maksymalny czas dotarcia do ofiar wypadku nie może byc´ dłuższy niż 15 minut w mies´cie powyżej 10 tys. mieszkan´ców i 20 minut poza miastem powyżej 10 tys. osób. Ratownicy przyznają, że te limity zdarza im się przekroczyć głównie z powodu korków.
Dopuszczenie do kontraktowania przez NFZ motocykli czy quadów byłoby także dobrą wiadomością dla branży motoryzacyjnej, choć ta i tak odnotowuje wzrosty sprzedaży. W ubiegłym roku liczba rejestracji nowych jednośladów osiągnęła poziom ok. 54,3 tys. Jest wyższy o 7,4 proc. niż w 2014 r. Rośnie też liczba quadów – szacuje się, że jest ich u nas 40–50 tys., podczas gdy jeszcze np. w 2009 r. zarejestrowanych było mniej niż 20 tys. W Polsce jest ponad 900 szpitali, dlatego rynek ten powinien być dla producentów i sprzedawców motocykli bardzo perspektywiczny.
Powstaje pytanie, czy intencje rządu – mimo szerokiego poparcia ze strony ratowników – nie pozostaną wyłącznie intencjami. Na razie rozwój systemu ratownictwa medycznego jest jednym z zadań, które Krajowa Rada BRD w sprawozdaniu wskazała jako „niezrealizowane”.