Fundusz chce wszczepiać soczewki tanio. Kliniki – najchętniej za pieniądze chorych. Pacjentom pozostaje czekanie w kolejkach.
Finansowanie zabiegów zaćmy / Dziennik Gazeta Prawna
Od 2013 r. stale rośnie liczba operacji usuwania zaćmy finansowanych przez NFZ. Dwa lata temu takich procedur wykonano ponad 185,5 tys., w ubiegłym roku już ponad 219 tys., a do połowy bieżącego roku – nieco ponad 112 tys. Ubiegłoroczny przyrost procedur był możliwy dzięki korekcie, której NFZ dokonał w 2013 r. Teraz fundusz chce powtórzyć ten manewr. Eksperci wątpią jednak w jego skuteczność. Paradoks polega na tym, że oszczędności nie poprawiają sytuacji pacjentów. Na wszczepienie soczewki wciąż czeka się średnio ponad dwa lata. W kolejce jest zapisanych przeszło 534 tys. osób.
Reklama
Wyceny znów w dół

Reklama
Fundusz radykalnie obniżył cenę zabiegu usunięcia zaćmy na koniec 2013 r. z 3,2 tys. zł do 2,3 tys. zł za świadczenie realizowane w trybie jednodniowym w szpitalu. W ten sposób, choć ogólna pula pieniędzy na tego typu operacje obniżyła się tylko nieznacznie (patrz infografika), fundusz mógł w 2014 r. sfinansować o ponad 33,5 tys. więcej procedur niż w poprzednim roku. Od nowego roku znów mniej zapłaci placówkom za usunięcie zaćmy. Obniżka tym razem nie będzie tak radykalna jak dwa lata temu, bo za jedną procedurę NFZ zapłaci o 104 zł mniej niż dotychczas. Zmiana była planowana już w ubiegłym roku, ale po medialnej awanturze NFZ się wycofał. Nowa wycena została jednak wpisana do ubiegłorocznego zarządzenia prezesa NFZ nr 81/2014/DSOZ z 5 grudnia 2014 r. zmieniającego zarządzenie w sprawie określenia warunków zawierania i realizacji umów w rodzaju: leczenie szpitalne.
Fundusz nie ukrywa, że wzoruje się na cenniku czeskim. Od roku polscy pacjenci uprawiają turystykę medyczną do tego kraju, którą umożliwiła im dyrektywa transgraniczna. Z leczenia w czeskich klinikach okulistycznych skorzystało już prawie 2,5 tys. osób. Pacjent musi co prawda za zabieg zapłacić z własnej kieszeni, ale NFZ ma obowiązek zrefundować mu koszt leczenia, który jest o wiele niższy niż w Polsce. W klinikach okulistycznych w Ostrawie, Zlinie czy Pardubicach pacjenci z Polski mogą przejść zabieg wszczepienia najprostszej soczewki jednoogniskowej już za 995 zł, a nieco droższej z filtrem – za 1595 zł. W efekcie NFZ uważa, że wycena zabiegów w Polsce jest nadal przeszacowana. Z taką argumentacją nie zgadzają się eksperci. – To nie do końca prawda. Tam się operuje zaćmy, które dają mało powikłań i są tańsze – podkreśla Wanda Romaniuk, konsultant krajowy ds. okulistyki.
Wtórują jej inni eksperci, którzy podkreślają, że kolejna obniżka wyceny negatywnie wpłynie na jakość świadczenia.
– Tylko z pozoru wydaje się, że NFZ zrobi na tym interes. Okulistyka już teraz jest deficytowa, a będzie jeszcze bardziej. Stracą na tym publiczne szpitale, które nie mają możliwości uzupełniania swoich finansów wykonywaniem zabiegów odpłatnych. Obniżka odbije się też rykoszetem na placówkach niepublicznych, które żeby mieć korzyści z tych zabiegów, muszą obniżyć standardy, ciąć koszty. A nie będą miały innego wyjścia, bo zainwestowały pieniądze w sprzęt – uważa prof. Jerzy Szaflik, były konsultant krajowy ds. okulistyki.
– Już teraz mamy sygnały, że pacjentom wszczepiane są soczewki najniższej jakości importowane z Chin, Malezji czy Indii. Kolejna obniżka to dalszy spadek standardu leczenia, który zmniejszy bezpieczeństwo pacjentów i zwiększy ryzyko powikłań – podkreśla Małgorzata Pacholec, dyrektor Polskiego Związku Niewidomych.
Wabienie pacjentów
Paradoksalnie takie działania NFZ mogą się odbić też na kieszeniach pacjentów, których prywatne kliniki kuszą kontraktem z NFZ. Niektóre placówki zapisują pacjentów na zabieg w ramach NFZ nawet np. za siedem lat, ale prywatnie oferują go od ręki w cenie od ok. 3 tys. do 7 tys. zł (zależności od rodzaju soczewki). Ci chorzy, którzy ze względów medycznych nie mogą czekać w długich kolejkach, chętniej decydują się na wykonanie zabiegu za własne pieniądze. Tę prawidłowość potwierdza zresztą Marian Zembala, były minister zdrowia.
– Mamy do czynienia z takim zjawiskiem, że przychodzącemu pacjentowi okulista mówi, że w kolejce do NFZ będzie czekał bardzo długo, a jeśli zdecyduje się wykonać zabieg prywatnie, to stanie się to bardzo szybko – podkreśla Marian Zembala.
Jak alarmują pacjenci, sposób prowadzenia kolejek do operacji nie zawsze jest przejrzycty. W klinice Mediq z Legionowa nowe osoby są zapisywane na zabieg w 2018 r. Tymczasem ci, którzy mieli mieć operację w październiku 2015 r., zostali przesunięci na kolejny rok. W tym samym miesiącu klinika miała tzw. niedowykonania (czyli zrealizowała mniej świadczeń, niż przewiduje umowa z NFZ) na kwotę 80 tys. zł. Placówka tłumaczy, że miała zmniejszony kontrakt w 2012 i 2014 r., a niedowykonania są spowodowane m.in. tym, że pacjenci nie zgłosiłi się na zabieg.
Takie przypadki nie należą do rzadkości. Do rzecznika praw pacjenta poskarżyło się na problemy związane z leczeniem zaćmy w 2013 r. 66 osób, w kolejnym – 72, a do 24 listopada 2015 r. – już 123 pacjentów. Najczęściej sygnalizowali długi okres oczekiwania na zabieg (od 2 do 4 lat) problemy związane z przełożeniem planowanego zabiegu lub odwoływanie operacji bez podania nowego terminu (również w stosunku do pacjentów w podeszłym wieku).