statystyki

Dzieci w szpitalach psychiatrycznych: nie chcieli ich ani rodzice, ani domy dziecka

autor: Anna Wittenberg, Klara Klinger09.01.2015, 17:00
O tym, że młodzież wykracza poza standard, świadczą kraty oddzielające skrzydła szkoły.

O tym, że młodzież wykracza poza standard, świadczą kraty oddzielające skrzydła szkoły.źródło: ShutterStock

Teoretycznie są pacjentami, którzy przebywają tu na leczeniu. W praktyce do szpitala psychiatrycznego trafiają takie przypadki, których nikt nie chciał: ani rodzice, ani domy dziecka.

Na drzwiach wgniecione ślady po uderzeniach pięścią, szpitalne łóżka szczelnie przykryte kocem, pokoje z pustymi ścianami i kratami w oknach, niewielki spacerniak, obdrapane krzesła i mrugająca świetlówka – tak mieszka 60 dzieci. W dwu pięknych kamienicach z początku XX wieku, otoczonych drutem i zamykanych na wielki klucz jak z wiktoriańskich powieści, mieszczą się jedyne w Polsce sądowe oddziały dla dzieci chorych psychicznie.

– Chowamy tu kolejnych Trynkiewiczów – pojawiają się zarzuty.

– Nie jesteśmy sadystami. Zależy nam na tych dzieciakach – odpowiadają lekarze.

W malutkiej miejscowości nad Odrą obok największego w Europie klasztoru cysterskiego mieści się szpital psychiatryczny. To dwa główne znaki rozpoznawcze Lubiąża. Szpital ma swoje tradycje, kiedyś działał w klasztorze. Przed drugą wojną światową to on i miejskie stajnie dawały zatrudnienie całej miejscowości. Dzisiaj stajni już nie ma.

Na niewielkim parkingu przed bramą placówki stragany na plastikowych płachtach otwierają sprzedawcy legginsów, damskiej bielizny, mydła i powidła. Na jednej przy kałuży błota leżą dziecięcy laptop zabawka, stary odtwarzacz, kozaczki z lat 80. i filmy DVD z gazet.

Za szpitalnym płotem otwiera się miasto ogród. Kompleks wybudowany został z myślą o chorych psychicznie. Ponad stuletnie pawilony z czerwoną dachówką i elementami pruskiego muru osadzono na planie koła. W 2005 r. powstał tu pierwszy oddział sądowy dla chorych psychicznie nieletnich. W 2007 r. drugi, odwykowy. Ich pawilony położone są w głębi kompleksu, otoczone wysoką siatką. Jeśli ktoś przeskoczyłby płot, musiałby biec dwa kilometry polem, by znaleźć się w najbliższej wsi – Glinianach. Szesnaście do Wołowa, najbliższej stacji kolejowej.


Pozostało 94% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • cd(2015-01-10 16:06) Zgłoś naruszenie 00

    To świadczy o tym, że Polakom zaprowadzono zdegenerowany system Społeczno - polityczny, na którego nazwę brak słów jeżeli stosowany nihilizm zaczyna się od dzieci

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane