W zeszłym roku (do listopada) sądy lekarskie prowadziły 17 spraw dotyczących postaw antyszczepionkowych oraz stosowania przez lekarzy metod niezweryfikowanych naukowo. W poprzednich latach były to pojedyncze przypadki. Sądy to odpowiednik drugiej instancji. Z kolei okręgowi rzecznicy odpowiedzialności zawodowej (odpowiednik pierwszej instancji) prowadzili 81 takich postępowań, a naczelny rzecznik odpowiedzialności zawodowej – siedem od 2020 r. Jedna sprawa może dotyczyć większej liczby osób, np. jest postępowanie, które obejmuje ponad 250 lekarzy, autorów apelu do premiera podważającego zasadność szczepień. W ostatnim roku wzrosła też liczba lekarzy, którym Naczelny Sąd Lekarski w postępowaniu odwoławczym utrzymał w mocy zawieszenie prawa wykonywania zawodu – w 2021 r. było tak w 12 przypadkach. Wcześniej było to nawet trzy razy mniej, np. w 2018 r. dotyczyło to czterech spraw. Jak jednak wynika z danych DGP, kary częściej są wymierzane w formie upomnienia, nagany lub pieniężnej.
Pandemia przyspieszyła walkę z dezinformacją. Jak podaje dr Grzegorz Wrona, naczelny rzecznik odpowiedzialności zawodowej, zdarzyło się, że z powodu negowania zagrożenia koronawirusem zawieszono prawo wykonywania zawodu jeszcze w trakcie postępowania. Tak było z lekarką z Dolnego Śląska, która w 2020 r. w nagraniach w sieci mówiła, że pandemia nie istnieje, namawiała swoich pacjentów do nienoszenia maseczek i podważała skuteczność szczepionek. Okręgowa izba lekarska (przy której działa rzecznik odpowiedzialności zawodowej), zawieszając lekarkę, wyjaśniała, że robi to w celu ochrony potencjalnych pacjentów przed szkodliwymi i niebezpiecznymi dla ich życia i zdrowia działaniami. Od sierpnia 2021 r. lekarka wróciła do pracy, jednak nadal sądy lekarskie rozpatrują cztery wnioski o jej ukaranie.
Najgłośniejsza sprawa z okresu pandemii dotyczy dr. Włodzimierza Bodnara i stosowania przez niego amantadyny w leczeniu COVID-19 bez wskazań medycznych. Przypadek dr. Bodnara nadal jest rozpatrywany w sądzie lekarskim.
Reklama
Izby lekarskie już wcześniej zaczęły walczyć z antyszczepionkową działalnością lekarzy, ale także propagowaniem pseudonaukowego podejścia do leczenia. Głośna była sprawa jednego z lekarzy (H.C.), który podważał zasadność szczepień w mediach społecznościowych i podczas publicznych wystąpień. Organy odpowiedzialności lekarskiej w dwóch instancjach zawiesiły prawo do wykonywania zawodu przez tego lekarza. Gdy ten odwołał się do Sądu Najwyższego, również SN przychylił się do tego i, choć nie ma takiego obowiązku, przedstawił uzasadnienie swojej decyzji.
„Propagowanie przez lekarza poglądów niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną i podawanie nieprawdziwych informacji dotyczących stosowanych preparatów na forum publicznym wśród odbiorców niemogących ich zweryfikować ma o wiele większy zasięg i równie poważny ciężar gatunkowy” – pisał w kwietniu 2021 r. Sąd Najwyższy. I argumentował, że „zaniechanie wykonania zabiegów zapobiegających zakażeniom i ograniczających rozprzestrzenianie się chorób zwłaszcza zakaźnych powoduje negatywne konsekwencje w skali społecznej”.

Reklama
Doktor Wrona podkreśla, że po raz pierwszy tak mocno wybrzmiało, iż podawanie w wątpliwość wiedzy naukowej może być bardziej szkodliwe niż błąd lekarski. Naczelny rzecznik odpowiedzialności zawodowej podaje przykład skutków dezinformacji: w pandemii mężczyzna złożył skargę na lekarzy za niepodłączenie chorej na COVID-19 żonie respiratora (kobieta zmarła), w toku postępowania okazało się, że pacjentka jasno i aktywnie odmówiła zgody na tę procedurę. Sprawa została umorzona, nie dopatrzono się bowiem błędu lekarskiego. Wiele wskazuje na to – jak mówi dr Wrona – że odmowa mogła się wiązać z wiarą w nieprawdziwe teorie mówiące o szkodliwości tlenoterapii, tym bardziej że pacjentka nie była szczepiona.
Rośnie także liczba spraw dotyczących stosowania przez lekarzy metod niezweryfikowanych naukowo. W 2021 r. (dane do końca listopada) sądy lekarskie badały sześć takich spraw; w poprzednich latach średnia to dwie. Czego dotyczyły postępowania? Na przykład leczenia boreliozy suplementami diety, diagnozowania wahadełkiem, leczenia pacjentów ze stwardnieniem rozsianym niezgodnie z wiedzą medyczną, zalecania homeopatycznie rozcieńczonej toksyny grzyba Phalloides czy homeopatycznie rozcieńczonej żywicy z modrzewia, polecania „odzieży terapeutycznej”, czy stosowania niezweryfikowanych naukowo metod diagnostyki alergii lub wybudzania ze śpiączki.
Kolejnym punktem walki z niemedycznym podejściem są sprawy dotyczące wystawiania przez lekarzy fałszywych certyfikatów potwierdzających szczepienie przeciw COVID-19. Do naczelnego rzecznika odpowiedzialności zawodowej wpłynęło dotąd 14 informacji o możliwych nieprawidłowościach. – W jednej ze spraw skierowano wniosek o ukaranie do okręgowego sądu lekarskiego, w kolejnej jest postanowienie o zawieszeniu postępowania ze względu na toczące się postępowanie karne, jedna jest w toku – informuje Rafał Hołubicki. Pozostałe zostały przekazane do okręgowych rzeczników.
Liczba postępowań nie jest duża. Jednak siła rażenia osób, które propagują niemedyczne podejście, może być znacząca. Z badania z połowy 2021 r. brytyjsko-amerykańskiej organizacji pozarządowej Centrum Przeciwdziałania Cyfrowej Nienawiści (CCDH) wynikało, że aż 65 proc. postów szerzących antyszczepionkową propagandę pochodzi zaledwie od 12 osób. Badacze przeanalizowali 812 tys. wpisów zamieszczonych na Facebooku oraz Twitterze. Do grupy dezinformatorów należeli m.in. lekarze, autorzy książek o szkodliwości szczepionek, propagatorzy medycyny alternatywnej czy religijni fanatycy. ©℗