Reklama
Europejska Agencja Leków (EMA) zatwierdziła wczoraj pierwszą szczepionkę przeciw koronawirusowi – preparat firm Pfizer i BioNTech. Aby trafiła do punktów szczepień w całej Europie, potrzebne jest jeszcze zielone światło od Komisji Europejskiej, które spodziewane jest dzisiaj bądź jutro.
W efekcie – jak zapewniał wczoraj na antenie RMF FM odpowiedzialny za strategię szczepionkową minister Michał Dworczyk – pierwszej partii 10 tys. dawek preparatu możemy się spodziewać wieczorem 26 grudnia.
Preparat może być stosowany od 16. roku życia i jest skuteczny dla osób starszych – 95 proc. efektywności. Jest też bezpieczny. Jak mówiła Sabine Straus, szefowa komitetu odpowiedzialnego za porejestracyjne monitorowanie bezpieczeństwa leku w Agencji – główne objawy niepożądane to bóle głowy, mięśni, gorączka czy zaczerwienienia w miejscu wkłucia. I nie odbiegają od standardowych efektów ubocznych pojawiających się przy innych szczepionkach.
Eksperci Agencji są również zdania, że na razie nie ma przesłanek dla stwierdzenia, że preparat nie będzie skuteczny w przypadku mutacji wirusa, która pojawiła się w Wielkiej Brytanii.
Jednak nie wszystko jeszcze jest jasne. Choćby to, w jaki sposób preparat chroni przed chorobą i czy osoba zaszczepiona na pewno nie będzie zarażać.
Szczepionka może być nie tylko przełomem w walce z pandemią, ale to także potężny zastrzyk finansowy dla koncernów farmaceutycznych. Do niedawna oszacowanie wpływów firm farmaceutycznych ze sprzedaży szczepionek przeciw COVID-19 było trudne, ponieważ cena za dawkę jest jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic. We wrześniu w wywiadzie z przedstawicielem firmy Moderna DGP uzyskał informację, że cena preparatu tej firmy będzie uzależniona od wielkości zamówienia; w przypadku USA miało to być ok. 25 dol. (ok. 92 zł).
Pod koniec listopada Agencja Reuters ustaliła, że za dawkę preparatu firm Pfizer i BioNTech państwa UE będą płaciły 15,5 euro (ok. 70 zł). Jak się okazuje, stawka jest jeszcze niższa i wynosi 12 euro (ok. 54 zł) – omyłkowo zamieściła ją w ub. tygodniu na Twitterze Eva De Bleeker, urzędniczka z belgijskiego resortu finansów.
To oznacza, że tylko na 200 mln dawek dla państw UE Pfizer może mieć przychód rzędu 2,4 mld euro (10,8 mld zł). Prawdopodobnie kwota będzie jednak większa, ponieważ Komisja w ub. tygodniu podała, że negocjuje zakup kolejnych 100 mln dawek, dotychczas traktowanych tylko jako opcja „na wszelki wypadek”. Łącznie dałoby to więc 3,6 mld euro (16,2 mld zł).
Pfizer w przyszłym roku planuje wyprodukować 1,3 mld dawek. Przy założeniu, że wszystkie sprzedadzą się po „europejskiej” cenie, firma może więc uzyskać nawet 15,6 mld euro (ok. 70 mld zł).
To oznacza, że przyszły rok będzie dla szczepionkowego biznesu Pfizera wyjątkowo udany. W 2019 r. za tę klasę preparatów koncern otrzymał 6,5 mld dol. (24 mld zł), a w pierwszych trzech kwartałach br. było to 4,5 mld dol. (16,7 mld zł). Za prawie 90 proc. tych wpływów odpowiada jednak jeden preparat – Prevanar 13, czyli szczepionka przeciw pneumokokom. Dodatkowe 15,6 mld euro (19 mld dol.) będzie więc oznaczało czterokrotny wzrost przychodów w tej kategorii.
W samej Polsce rząd zapłaci za szczepienia 2,4 mld zł. Kupujemy na razie 62 mln dawek od pięciu firm: 16 mln od AstryZeneki, 16,7 mln od Pfizera, niemal 17 mln od Johnson & Johnson, 5,6 mln od CureVacu oraz 6,7 mln od Moderny.
Polska i Europa to niejedyny rynek. Do USA ma trafić 100 mln dawek preparatu (ostatnio kontrowersje wzbudził fakt, że Waszyngton odrzucił propozycję zakupu większej liczby dawek). 40 mln dawek zamówiła Wielka Brytania. Japonia zamierza kupić 120 mln dawek. Do tego dochodzą inne kraje, m.in. w Ameryce Łacińskiej.
Popyt na szczepionkę nie spadnie. Eksperci mówią zgodnie, że wraz z pojawieniem się mutacji wirusa zapotrzebowanie będzie jeszcze większe. Jak mówi dr Katarzyna Pancer, wirusolog z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego Państwowego Zakładu Higieny, nowy wirus łatwiej się przenosi, szybciej się namnaża w organizmie człowieka. Co oznacza, że zwiększy się po prostu liczba chorych. Jak jednak podkreśla – szczepionki powinny dawać odporność na tę mutację.
Podobnie mówi prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych – mutacja jest tylko jedną z wielu i na obecnej się nie skończy. Jak podkreśla, jedynym sposobem – niezależnie od zmian w kodzie genetycznym wirusa – wciąż jest szczepienie się. Pojawianie się kolejnych mutacji może jednak spowodować przymus powtarzania ich. To oznacza gwarancję dalszych zarobków dla koncernów.
Jak wynika z wyliczeń Morgan Stanley – jednego z największych banków inwestycyjnych na świecie – w kolejnych latach: 2022 i 2023. Pfizer zarobi dodatkowe 9,3 mld dolarów. Wspomniane przychody zostaną podzielone z BioNTech, niemiecką firmą, z którą współpracował przy opracowywaniu szczepionki.
Przy czym, jak podkreślają eksperci, umowy na zakup szczepionek są wyjątkowo wygodne dla koncernów – większość odpowiedzialności za efekty niepożądane ponosi państwo, które kupuje produkt, oraz Komisja Europejska, która podpisywała umowy ramowe z producentami. Firmy ponoszą odpowiedzialność za jakość produktu, ale to od skarbu państwa pacjenci będą dochodzić ewentualnych odszkodowań za działania niepożądane.